24 styczen 2003
Tu w Poipet napopularniejsza waluta jest tajlandzi Baht, a potem amerykanski Dolar. Malo kto posluguje sie kambodzanskim Rielem. Dwa kilometry do granicy przechodzimy pieszo zahaczajac o niewielki targ w miasteczku. Przechodzimy wsrod skupiska dosc biednych domkow, ktore wygladalyby calkiem w porzadku, gdyby ludzie nie wyrzucali smieci wprost przed nie. Wszelkie wolne przestrzenie pokryte sa smieciami i masa kolorowych, plastikowych siatek. Tuz przed granica posuwa sie powoli kolejka ludzi ciagnacych spore dwukolowe drewniane wozki na tajlandzki targ po drugiej stronie granicy, skad wracaja obladowani towarami, glownie owocami i warzywami.
Tajlandia



Kinga2005-07-01 18:49:12
Wyświetlono razy (ostatnio: )
ze mieszka tu kilku mnichow, a jedyna osoba, ktora poglebia swoja wiedze, studiuje i prawdziwie praktykuje, jest obcokrajowiec. Bhikhu Phra Khunang Karo (Holender) mowi, ze wiekszosc lokalnych mnichow nie ma pojecia o tym co on robi. Sami podazaja po prostu za tradycja wypelniajac odpowiednie rytualy bez zadawania sobie trudu zaglebienia sie w prawdziwa istote rzeczy. Dzieje sie tak w wielu przypadkach, kiedy podazanie jakas religia jest kwestia tradycji, a nie swiadomego, prawdziwego wyboru. Mamy rowniez dzisiaj kilka ciekawych rozmow z naszym zachodnim mnichem, a kiedy zostaje nagle wezwany do odprawienia rytualu pogrzebowego (tzn. przedkremacyjnego) zostawia nas na tarasie swojej chatki ze sterta ksiazek. Przez caly dzien usilujemy tez dokarmiac Wiorka - tak nazwalam nasze znalezionko, bo nie wiemy czy to szczurek, czy wiewiorek. Poki co przezyl noc i znalezlismy nawet sposob na nakarmienie go kropla mleka - czasem udaje sie go namowic na possanie skreconego z waty miniaturowego rozka umoczonego w mleku. Po poludniu przechodzimy sie do wioski, gdzie na tarasie restauracji tuz nad woda z widokiem na plaze, morze i pobliskie wyspy jemy standardowy ryz z warzywami. Pod wieczor z powrotem przy naszej swiatynce siedzac na pniach przy plazy rozmawiamy z mnichem.
7 luty 2003
Wczoraj w nocy tuz zanim polozylismy sie spac zmarl Wiorek. Najwyrazniej, ani sojowe, ani krowie mleko nie zastepuja wiewiorczego, a nasze dobre checi i starania nie zastapily wiewiorczej (czy szczurzej) matki. Rano po pozegnaniu sie z Wiorkiem pakujemy sie i idziemy pozegnac z holenderskim mnichem, ale konczy sie na tym, ze spedzamy pol dnia na tarasie jego szczudlanej chatki sluchajac i rozmawiajac o karmie, szczesciu, cierpieniu, nieprzywiazywaniu sie, uwaznosci, medytacji, oswieceniu. Chopin z checia po prostu by tu zostal, ale zawsze moze tu jeszcze wrocic. Kiedys, innym razem. Po poludniu w koncu udaje nam sie pozegnac i ruszamy w strone promu. Troche stopem, sporo pieszo,
...
Zobacz zdjęcia:
Tajlandia
Tajlandia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























