14 styczen 2003
Stad juz prosta droga do Vinh Xuong. Ostatnie sniadanie na wietnamskim targu - kilka mang, placki z juki z wiorkami kokosowymi, oraz zapiekane banany w klejacym ryzu. Potem w upale zaczynamy wedrowac odkrzykujac co chwile "hello!" zdziwionym ludziom na drodze i w mijanych chatkach, oraz podekscytowanym dzieciom. Nadjezdza jakas duza powolna maszyna, cos troche jak kombajn. Jest to maszyna do luskania ryzu. Taka jeszcze nie jechalismy. Zatrzymuje nam sie! Wrzucamy na nia plecaki, wskakujemy i trzymajac sie, na stojaco przejezdzamy kawalek, do kolejnej przeprawy promowej. Tam kawalek (na stopa!) motocyklem. Mamy juz opracowana technike i trzy osoby plus dwa plecaki na jednym motorze wydaja sie najnormalniejsza na swiecie rzecza. Stad gdzie zostawia nas chlopak z motorem, jeszcze tylko cztery kilometry do granicznej wioski. Idziemy. Po drodze wstepujemy do przydroznej chatki-sklepiku-kawiarenki na kawe (Chopin) i kokosa (ja). Ostatnie drobne wydajemy w Vinh Xuong na dwie bulki i kisc miniaturowych bananow. I to by bylo na tyle jesli chodzi o Wietnam.
Kambodża



Kinga2005-07-01 18:46:57
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 3 głosów oddanych
zycia intymnego. Kiedy ja pytam innego, czy kambodzanscy mnisi tak jak wietnamscy, czy tajwanscy sa wegetarianami, mowi ze nie, ale ze nie jadaja dziesieciu rodzajow miesa. Miedzy innymi miesa tygrysa, miesa slonia, miesa psa. Wiekszosc Polakow rowniez.
Przemierzajac na piechote Phnom Penh spotykamy duzo zebrajacych ludzi. Widzimy cale wielodzietne godziny zyjace na kawalku chodnika wsrod ruchliwych ulic. Jest masa bezdomnych, bosych, polnagich dzieci. Kambodza to jeden z najbiedniejszych krajow swiata, gdzie wiekszosc budzetu narodowego pochodzi z zagranicznej pomocy humanitarnej. Nie wiem tylko dlaczego Kambodza wcale nie jest taka tania, jest drozsza od Wietnamu, a wiele cen podawanych jest w dolarach i to nie tylko turystom. Dolar jest tu druga (a moze nawet pierwsza?) waluta.
16 styczen 2003
Na centralnym rynku wokol wielkiego zoltego budynku kupujemy na sniadanie obranego ananasa i wedrujemy przez miasto do ambasady Tajlandi, gdzie skladamy podanie o wize po 15$ od osoby. Jesli chodzi o wize laotanska (35$ od osoby), to poprosimy o pomoc naszego konsula, powiedzieli nam, ze jesli konsul napisze popierajace nas pismo, to mozemy otrzymac wize gratis. W tym kraju o 11:30 wszystko zamyka sie na dwu i pol godzinna sjeste. Zwiedzamy w tym czasie jedna polozona troche na uboczu swiatynie.
Przechodzac sie bocznymi, biedniejszymi uliczkami zauwazamy, ze jest to chyba najbrudniejszy kraj, w jakim bylismy. Tu ludzie wyrzucaja smieci wprost przed swoje domy, nikt tego nie sprzata, nie wywozi. Mezczyzni maja tez ohydny zwyczaj obsikiwania wszystkich murow.
O 14:00 zostajemy strasznie milo przyjeci przez naszego ambasadora, Kazimierza Duchowskiego. W przyjemnym pokoju czestuje nas kawa i sokiem (nie jak w Pekinie, gdzie nawet nas nie wpuscili) i opowiada o zyciu na tej niewielkiej, ale preznie dzialajacej placowce. Pan Duchowski wraz z zona pracowali po kilka lat w polskich ambasadach w wielu krajach swiata. To oni
...
Zobacz zdjęcia:
Kambodża
Kambodża - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























