20 grudzien 2002
Wietnam



Kinga2005-07-01 18:44:25
Wyświetlono razy (ostatnio: )
zorientowac sie z mapy. Problem tylko w tym, ze nie wiemy dokad trafilismy, a proby ustalenia tego pokazujac mape lokalnym ludziom nie przynosza rezultatu. Padaja rozne, zbyt sprzeczne odpowiedzi. Nawet graniczni policjanci sprawiaja wrazenie, ze nigdy w zyciu nie widzieli mapy.
- Czy mozemy stad do Vingh Xuong poplynac rzeka? - probuje jeszcze raz.
- Napisz.
Policjant przekonuje nas, ze jedyna mozliwosc to wziac mototaxi z powrotem do Chau Doc, skad przyjechalismy. Mowi tez, ze to strefa przygraniczna i nie wolno nam tu robic zdjec, filmowac, ani chodzic po wioskowym targu. Nie chce nam sie wiecej z policjantem gadac. W asyscie chyba wszystkich dzieci z tej wioski idziemy rozejrzec sie po targu za czyms do zjedzenia, po czym ruszamy jedna drozka przed siebie. Zobaczymy dokad nas zaprowadzi. Idac tak z ciagle oblepiajaca nas, ale powoli topniejaca grupka dzieciakow, napotykamy starsza kobiete mowiaca zadziwiajaco dobrze po angielsku, ktora jako jedyna w sensowny sposob wyjasnia nam dokladnie droge stad do miedzynarodowego przejscia granicznego. Jest to paredziesiat kilometrow. Poki co kontynuujemy pieszo majac ciagle nikla nadzieje, ze moze przejedzie jakas ciezarowka - widac na tej piaszczystej drodze jakies stare ciezarowkowe slady. Nadzieja rozwiewa sie w momencie, kiedy widzimy w jednej wioski rozstawiajace sie wprost na srodku drogi stoliki i krzeselka jednej z restauracyjek - nie wyglada, aby spodziewali sie wkrotce wielkiego ruchu. Kiedy sie sciemnia, negocjujemy z dwoma mezczyznami na motocyklach. Za poltora dolara zgadzaja sie zawiezc nas do miejscowosci, skad jest tylko 17 kilometrow do Tan Chao, skad juz podobno niedaleko do granicy. I tak jada w tamta strone. Okazuje sie jednak, ze jada tylko do najblizszej wioski. Tam pokazuja nam, ze mamy sie przesiasc na inny motor, tym razem na jeden. Nie jest to juz pierwszy raz - nas dwoje, dwa plecaki plus kierowca na jednym motocyklu, po ciemku, wyboista droga. W kolejnej miejscowosci, jak paleczka sztafetowa, zostajemy przekazani kolejnemu motocylkiscie, a wszyscy kierowcy dziela sie po trochu pieniedzmi. Ten zawozi nas z powrotem prawie do miejsca, skad wyruszylismy dzis rano.
No to zostal nam tylko jeden dzien na wydostanie sie stad - jutro konczy sie nasza wietnamska wiza. Stad bierzemy kolejny prom przez kolejna odnoge rzeki i tym razem upewniajac sie kilkakrotnie, ze jestesmy juz na pewno na dobrej drodze, wedrujemy dalej. Potem przejezdzajacy minibus zabiera nas do Tan Chao. Tu nie mamy juz wiecej sil, ale dowiadujemy sie, ze do granicy jeszcze tylko 16 km. W najgorszym przypadku przejdziemy to pieszo, ale to jutro. Dzis padnieci rozkladamy namiot za jakas buddyjska swiatynia.
Zobacz zdjęcia:
Wietnam
Wietnam - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























kasia, 2008-01-09 12:03:59