8 listopad 2002
Po porzadnym sniadaniu z pierozkow, warzyw i tofu, Ludmila odprowadza nas na przystanek trolejbusowy i przy pozegnaniu rozkleja sie troszeczke. Nam tez bylo z nia strasznie milo. Nie wiadomo, czy w najblizszym czasie spotkamy sie jeszcze z taka goscinnoscia. Zima nie jest najlepszym czasem do podrozowania po Rosji, wiec choc Ludmila zaprasza nas na dluzsze pomieszkanie u niej, czas nam stad ruszac.
Chiny



Kinga2005-07-01 18:42:52
Wyświetlono razy (ostatnio: )
przymglone. Zupelnie inaczej wygladaloby to w sloncu, ale mgla tez daje swoistego uroku. Wdrapujemy sie na najwyzszy poklad pelen pustych, pozamykanych, najdrozszych kabin (nikogo jak widac na nie nie stac), przechodzimy przez barierke i usadzamy sie z samego frontu statku. Trudno o miejscowke z lepszym widokiem. W miare jak posuwamy sie do przodu wylaniaja sie zza mgly coraz to nowe warstwy strzelistych gor, wyrastajacych po obu stronach rzeki. Kiedy zostawiamy za soba szpecace krajobraz bloki miasta Badong, robi sie ladnie i dziko. Tylko rzeka i gory. Niektore porosniete zielono-czerwonymi kszakami, a niektore skaliste. Gdzieniegdzie tylko do zbocza gory przytula sie pare domow, wokol ktorych rozciagaja sie tarasowe poletka uprawne. Ostaly sie jednak tylko te, ktore mialy szczescie znalezc sie powyzej 175 metrow od dolnego poziomu tamy. Wszystko ponizej zostalo obrocone w gruz, ale jeszcze gdzieniegdzie widac ludzi zyjacych wsrod tych gruzow. Minie jeszcze troche czasu, zanim wszystko to znajdzie sie pod woda, wiec moga jeszcze pomieszkac w ruinach swoich domow. Suniemy dalej. Kiedy zaczyna sie sciemniac, przenosimy sie z plecakami do cieplego, pustego, oszklonego korytarza przy tych pustych kabinach i tu rozkladamy karimaty i spiwory, bo na nizszych pokladach klebi sie tlum ludzi, jest glosno i pala papierosy. Nie wiem o ktorej dotrzemy do Wanzhou, ale bedzie to albo pozno w nocy, albo rano.
30 listopad 2002
Wyglada na to, ze jest jeszcze srodek nocy, kiedy budzimy sie i ludzie mowia nam, ze doplynelismy do Wanzhou. Ale kiedy pakujemy spiwory i schodzimy ze statku widzimy, ze zaczelo sie juz przejasniac. Przejasniac zreszta, to za duzo powiedziane, raczej szarzec. I szaro juz zostaje, bo poza nieustannym zamgleniem jest dzis pochmurny dzien i nawet kropi lekki deszcz. Whanzou niestety podobne jest do Badong, czyli dolna polowa miasta wyglada jak po ciezkim bombardowaniu, jedno wielkie gruzowisko, a gorna polowa to brudne, blotniste uliczki
...
Zobacz zdjęcia:
Chiny
Chiny - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























