8 listopad 2002
Po porzadnym sniadaniu z pierozkow, warzyw i tofu, Ludmila odprowadza nas na przystanek trolejbusowy i przy pozegnaniu rozkleja sie troszeczke. Nam tez bylo z nia strasznie milo. Nie wiadomo, czy w najblizszym czasie spotkamy sie jeszcze z taka goscinnoscia. Zima nie jest najlepszym czasem do podrozowania po Rosji, wiec choc Ludmila zaprasza nas na dluzsze pomieszkanie u niej, czas nam stad ruszac.
Chiny



Kinga2005-07-01 18:42:52
Wyświetlono razy (ostatnio: )
stwierdzaja, ze sami nas podwioza do najblizszego wiekszego miasta. Nie sprzeciwiamy sie. Wysadzaja nas w Baoding przy dworcu i pokazuja, gdzie mozemy kupic bilety. Przytakujemy, czekamy az odjada i idziemy znalezc w koncu nocleg. W tanim oficjalnym hoteliku pani recepcjonistka nie chce nas przyjac, bo... nie mamy chinskiego imienia (chyba trzeba bedzie sie o jakies postarac). Ladujemy wiec w mniej oficjalnym, prywatnym, obskurnym hoteliku, gdzie nie licza sie papiery, a gotowka - tradycyjnie 10 juanow od osoby.
18 listopad 2002
Chinskie sniadanko w jednej z restauracyjek kolo naszego hoteliku kosztuje nas cale 25 centow. Dwie miski czegos cieplego i gestego, nie jestem pewna, ale chyba z ziarna amarantusa. Do tego swiezo pieczone buleczki. Powazniejszy posilek, lunch albo obiad kosztuje nas przewaznie kolo dolara za nas dwoje. Da sie przezyc. Po sniadaniu miejski autobus zawozi nas pod sam wyjazd na autostrade. Jedziemy dzis przez caly dzien autostrada na poludnie. Po kawalku od jednego parkingu do drugiego. Z kilkoma ciezarowkami i nawet jednym osobowym, z ktorym pokonujemy w mig 200 kilometrow trasy. Na ostatniego stopa nie musimy czekac, ani pytac kierowcow. Kierowca jednej ciezarowki sam nas przywoluje. Jest ich w kabinie troje, ale to juz nie pierwszy raz, kiedy miescimy sie jeszcze my i nasze plecaki. Juz sie sciemnia, ale przejedziemy z nimi jeszcze 180 kilometrow do Dzengdzou. Tylko to jakis pechowy stop, bo najpierw spada cisnienie oleju i stajemy na poboczu autostrady, a kiedy po naprawieniu usterki ruszamy dalej, nie mija duzo czasu, jak lapiemy gume. Na szczescie tuz przed parkingiem, na ktorym jest warsztat. Wysiadamy wszyscy i patrzymy jak pracujacy tam chlopcy, wygladajacy na okolo 13 lat, zmagaja sie z olbrzymim kolem. Po wymianie detki ruszamy dalej. Potem dojechawszy prawie do miasta, ale jeszcze niezupelnie, kierowcy zatrzymuja sie przy parkingu z nowa stacja benzynowa i mowia, ze tu nas wysadzaja. Dosc pospiesznie podaja
...
Zobacz zdjęcia:
Chiny
Chiny - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























