26 pazdziernik 2002
Z tej niepewnosci nie moge w nocy spac. Nie chce wracac z powrotem do Japoni i szukac jakiejs innej drogi. Wpuszcza nas, czy nie wpuszcza? Dzis wstaje rano na sniadanie o 7:30 (5:30 japonskiego czasu!). Potem przychodzi mi jeszcze dlugo czekac, bo podniesiemy kotwice i przybijemy do znajomego brzegu dopiero kolo poludnia. Teraz wszyscy siedza wpatrzeni w telewizor (dopiero teraz zaczela odbierac na pokladzie rosyjska telewizja) i dowiadujemy sie, ze czeczenscy terrorysci trzymaja w Moskwie osmiuset zakladnikow, juz cala dobe. Taki to moment wybralismy sobie na wjazd do Rosji...
Rosja



Kinga2005-07-01 18:41:59
Wyświetlono razy (ostatnio: )
stopami, od wioski do wioski, posuwamy sie powoli do przodu. Czasem rosyjskimi samochodami, a czesciej japonskimi, ktorych sporo tu jezdzi, z kierownica po prawej stronie.
Kiedy czekamy na kolejnego stopa na pustej drodze przy skrzyzowaniu, widzimy jak pedzacy z wielka predkoscia japonski samochod wyprzedza spychacza. Tylko... na sliskiej drodze wpada w potezny poslizg, znosi go z drogi, wpada na przystanek autobusowy, rozwala go (trzy betonowe scianki), przewraca sie na dach i laduje na poboczu. Patrzymy, jak wychodza z wraku samochodu cali, troche tylko obtluczeni i pokrwawieni, ojciec i syn. Cud, ze wyszli z tego z zyciem. Samochod do kasacji, a jego rozne czesci i zawartosc bagaznika porozrzucalo na przestrzeni kilku metow. Zjawia sie dosc szybko milicja. Zajmuja sie najpierw poszkodowanymi, a potem pytaja nas, swiadkow wypadku o szczegoly zajscia. Opowiedziawszy, co zobaczylismy i nie mogac nic wiecej pomoc, ruszamy dalej. Od teraz bede zawsze zapinac pasy bezpieczenstwa.
Tylko nasz kolejny samochod nie ma akurat pasow z tylu, gdzie siedze, a kierowca pedzie 150 km na godzine po zasniezonych drogach. Ale nic to, wysiadamy cali kolo gospody przy drodze, gdzie wstepujemy na herbate z cytryna i pierozki z kapusta przypominajace bardziej paczki z kapusta. Za dwie herbaty i cztery pierogi placimy jakies 60 centow. W Japoni nie starczyloby na pol herbaty. Ogrzawszy sie i posiliwszy wychodzimy marznac dalej na droge. Teraz juz trafia nam sie kierowca jadacy az pod Wladywostko, wiec po paru godzinach wysiadamy w Dalnorieczenskie, gdzie zatrzymamy sie u rodzicow Niny. Okazuje sie, ze to nie taka mala wioska, a miasteczko. Zostaly jeszcze cztery kilometry do centrum. Podwoza nas dwaj Chinczycy. Stad tylko okolo 15 czy 20 km do chinskiej granicy. Chinczycy mowia po rosyjsku, tylko szkoda, ze wraz z jezykiem nie zalapali za grosz kultury. Kiedy pytaja przechodniow o droge, zamiast "przepraszam" trabia po prostu klaksonem, a uslyszawszy odpowiedz, bez zadnego
...
Zobacz zdjęcia:
Rosja
Rosja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























