26 pazdziernik 2002
Z tej niepewnosci nie moge w nocy spac. Nie chce wracac z powrotem do Japoni i szukac jakiejs innej drogi. Wpuszcza nas, czy nie wpuszcza? Dzis wstaje rano na sniadanie o 7:30 (5:30 japonskiego czasu!). Potem przychodzi mi jeszcze dlugo czekac, bo podniesiemy kotwice i przybijemy do znajomego brzegu dopiero kolo poludnia. Teraz wszyscy siedza wpatrzeni w telewizor (dopiero teraz zaczela odbierac na pokladzie rosyjska telewizja) i dowiadujemy sie, ze czeczenscy terrorysci trzymaja w Moskwie osmiuset zakladnikow, juz cala dobe. Taki to moment wybralismy sobie na wjazd do Rosji...
Rosja



Kinga2005-07-01 18:41:59
Wyświetlono razy (ostatnio: )
- Wasz Budda, to byl kto? Czlowiek?
- Czlowiek.
- A widzisz, nasz Jezus, to Bog.
Trudno z takim argumentem polemizowac. W kazdym razie zjawia sie mlody, brodaty pop. Babcia opowiada mu o nas, po czym pop zaprasza nas na obiad do dolnego pomieszczenia cerkwi. Niezle trafilismy. Dzis piatek, wiec jedza postnie. Cerkiewna kucharka serwuje nam pyszna, aromatyczna zupe grzybowa, na drugie kasze gryczana z potrawka z dyni i surowka. Potem herbata i slodycze. Babcia, ktora je razem z nami dziwi sie, ze tak mozna "poscic" cale zycie. Pop mowi, ze mozemy zostawic tu poki co plecaki i jesli nie znajdziemy zadnego noclegu, to zeby przyjsc o osmej kiedy konczy "serwis", pojdziemy z nim do domu jego rodzicow. Tak tez robimy. Przechodzimy sie po osniezonym Chabarowsku, spacerujemy nad brzegiem rozleglej rzeki Amur. To co bierzemy za jej drugi brze, okazuje sie byc tylko jedna z wysp na rzece. O siodmej wracamy z powrotem do cerkwi, gdzie trwa serwis z niesamowitymi spiewami choru. Potem jedziemy pare przystankow autobusem z popem do mieszkania w bloku, gdzie mieszka wraz z rodzicami. Jego mama czestuje nas herbata i przeroznego rodzaju przetworami wlasnej roboty z wlasnej daczy. Dzika roza w cukrze, kawaleczki dyni w cukrze, cos w rodzaju kwasno-slodkiego syropu z pomaranczowych owocow zwanych "oblepicha". Jak milo, ze mamy cieply dach nad glowa na dzisiejsza noc.
2 listopad 2002
Po sniadaniu opuszczamy mile mieszkanko mlodego popa, ktory bardzo rano wyszedl juz do cerwi i wsiadamy do tramwaju, ktory wywozi nas na peryferie miasta, na droge w strone Wladywostoku. Dzisiaj ladny, sloneczny ale mrozny dzien. Do Wladywostoku 755 kilometrow. Wiemy, ze gdzies mnie wiecej w polowie drogi, we wiosce Dalnorieczensk mieszkaja rodzice Niny, zony naszego kapitana z Sachalina. Zobaczymy jak tu bedzie ze stopem. Nie jest juz tak szybo jak na Tajwanie, czy w Japoni. Przchodzi nam troche na tym mrozie poczekac, ale jakos po kawalku, kilkoma stopami,
...
Zobacz zdjęcia:
Rosja
Rosja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























