28 grudzien 2001
W koncu w miare porzadnie sie wysypiamy. W malenkim pokoiku tuz obok pokoju Jasona w budynku nauczycielskim. Dalej jeszcze mam troche goraczke i dreszcze, ale nie jest juz tak zle. O dziewiatej idziemy zobaczyc Jasona w akcji. Wita nas rozbrykana grupa szesnastu cztero/piecio-latkow. Jason mowi: "Say hello to teacher Kinga. Say hello to teacher Chopin". Nie wiem, czy jestesmy na to gotowi... W kazdym razie dzis jestesmy na szczescie tylko goszczacymi, wizytujacymi nauczycielami. Dzieciaki sa slodkie i calkiem niezle rozumieja po angielsku. Gorzej z mowieniem, ale idzie sie dogadac. To ich drugi rok w angielskojezycznym przedszkolu, wiec sa sredniozaawnsowani. "American Eagle School" szczyci sie tym, ze kazda klasa ma dwoch zagranicznych nauczycieli, podczas kiedy w wiekszosci szkol w kazdej klasie jest jeden obcokrajowiec plus tajwanski asystent/asystentka. Jason dzieli klase z Shana, kolejna Amerykanka. Spedzamy z dzieciakami caly dzien. Obserwujemy jak sie ucza, bawia, spiewaja. Chopin gania sie z nimi na placu zabaw. Podczas ich popoludniowej drzemki mamy przerwe i idziemy na lunch - do tajlandzkiej (nie tajwanskiej) restauracyjki, bo Jason nie przepada za lokalnym jedzeniem.
Tajwan



Kinga2005-07-01 18:40:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
a nawet uczestniczyc w uczcie. Tyle, ze jedyna jadalna dla nas rzecza z calego wykwintnego przyjecia sa prazone pestki dyni podane na przystawke. Nawet ryz jest zmieszany z miesem. Wymykamy sie wiec o 19:30 dosc glodni, ale nic to...
Podjezdza po nas pod szkole Yayin (czyli Melody) wraz ze swoja przyjaciolka Chin-Y, z ktora dzieli pokoj w akademiku, oraz z kolega z roku Chin-Y. Suniemy ze dwie czy trzy godziny autostrada wzdluz zachodniego wybrzeza. Zatrzymujemy sie gdzies w przydroznej wegetarianskiej restauracyjce, po czym wjezdzamy wglab ladu i pniemy sie powoli do gory kreta, coraz wezsza droga. Po polnocy docieramy do celu podrozy - aborygenskiej wioski Tfuya, zamieszkalej przez plemie Dzou. Yayin ma tam wielu przyjaciol, a nawet wiecej - bo zostala zaakceptowana jako jedna z nich, wiec ma tam zwoich rodzicow Dzou, oraz braci i siostry. Otrzymala tez od plemiennego wodza imie. Nie wiem sama, czego sie spodziewalam, ale kiedy wchodzimy do domu aborygenskich przyjaciol Yayin i widze nowoczesny sprzet, regal zapelniony kasetami video oraz swiete obrazy na scianach (misjonarze tu nie proznowali), czuje lekkie rozczarowanie. Szybko jednak przekonujemy sie, jacy to szczerzy, serdeczni, otwarci a jednoczesnie skromni ludzie. Przyjaciolka Yayin na samym poczatku tak jest oniesmielona nasza obecnoscia, ze nie smie na nas otwarcie spojrzec, ani bezposrednio sie do nas odezwac. Pyta tylko Yayin, czy chcemy moze cos zjesc, czegos sie napic i nie czekajac na odpowiedz przynosi goraca wode oraz slodycze. Potem dostajemy wszyscy jeden pokoj z lozkiem oraz koldrami i kocami na podlodze - wraz z przeprosinami, ze tak skromnie tylko moga nas ugoscic.
2 luty 2002
Dzisiejszy poranek zapoczatkowuje caly ciag niezrownanej goscinnosci plemienia Dzou. Wszyscy traktuja nas jak jakis specjalnych gosci i robia wokol nas wiele szumu. Nasza gospodyni, uprzedzona przez Yayin, podaje nam obfite, wegetarianskie sniadanie. Ciezko przychodzi jej zrozumiec nasze
...
Zobacz zdjęcia:
Tajwan
Tajwan - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























