26 grudzien 2001
Budzimy sie o drugiej w nocy na pol godziny przed budzikiem. Tuz po trzeciej Bruce wysadza nas na lotnisku. Tu mamy maly problem. W zwiazku ze zwiekszonymi normami bezpieczenstwa nie chca nas wpuscic z butla od naszej kuchenki. Nie szkodzi, ze jest pusta, ale miala wczesniej benzyne i jeszcze to czuc. A my nie chcemy rozstac sie z nasza butla, ktora jest nam niezbedna w codziennym podrozniczym zyciu. Zjawia sie reprezentantka Royal Brunei Airlines i mowi, ze niestety nawet jesli bysmy ja teraz wyszorowali, to przepisy mowia, ze musi sie suszyc dwa dni na sloncu. Zabieramy poki co nasze paszporty i plecaki. Ja czekam, a Chopin idzie z butla do lazienki. Kiedy wraca, butla pachnie tylko detergentem i jest czysta i sucha. Udaje nam sie ulagodzic reprezentantke Royal Brunei Airlines w chuscie na glowie, ktora pyta, czy Chopin jest moze Buddysta, bo choc sama jest Chrzescijanka, posyla swoje dzieci do buddyjskiej swiatyni - mieszka w Darwin i mowi o tej samej swiatyni, ktora odwiedzilismy wczoraj rano. Zyczy nam milego lotu i szczesliwego nowego roku.
Brunei



Kinga2005-07-01 18:37:47
Wyświetlono razy (ostatnio: )
do pobliskiego meczetu. Nowoczesny, misternie dekorowany, majestatyczny meczet robi wrazenie. Po zdjeciu butow wchodzimy do srodka i widzimy kilku mezczyzn w tradycyjnych muzulmanskich strojach pograzonych w modlitwie.
Kolejna atrakcja jest "The Royal Regalia Building" - budynek z wielka biala kopula, ktory miesci ekspozycje na temat Jego Ekscelencji Sultana Brunei. Zdjecia z jego dziecinstwa i mlodosci, podarki od wladcow czy prezydentow innych narodow, tradycyjne rekwizyty do specjalnych uroczystosci (typu zloty odlew przedramienia z otwarta dlonia do opierania na niej sultanskiego podbrodka), oraz olbrzymia ozdobna lektyka z tronem. Chcialabym pozwiedzac dzis jeszcze troche, ale zaczyna bolec mnie glowa i jedyne czego pragne, to porzadnie sie wyspac.
Wracam wiec do pustego dormitorium naszego schroniska, a Chopin skorzystawszy z basenu kontynuuje dalej sam. Kiedy wraca, mowi ze wzial lodke do kolejnego, jeszcze wspanialszego meczetu, a z powrotem zlapal stopa z muzulmanska rodzinka.
27 grudzien 2001
Mialam przez cala noc wysoka (tak mi sie przynajmniej wydaje) goraczke, ktora dalej mam rano. Co za pech, ze akurat teraz, kiedy mamy tylko dwa dni w tak ciekawym kraju... Nie moge pozwolic sobie na spedzenie mojego ostatniego dnia w Brunei lezac w lozku. Moze swieze owoce z porannego targu poprawia mi samopoczucie. Egzotyczne kolory wokol troche przywracaja mnie do zycia, choc nie mam ochoty jesc. Wypijamy tylko po kokosie na dzien dobry i bierzemy lodke-taksowke do Kampong Ayer - nawodnej wioski.
Chopin bal sie, ze bez wlasnej lodki nie bedzie jak sie po wiosce poruszac, ale wszystkie szczudlate domy polaczone sa labiryntem drewnianych pomostow sluzacych za uliczki. Co za kontrast z nowoczesna architektura miasta. Gdyby nie anteny satelitarne na dachach rozklekotanych chalup, moznaby pomyslec, ze czas tu sie zatrzymal dawno temu. Spotykamy cala mase walesajacych sie po wiosce kotow, a usmiechniete dzieci machaja do
...
Zobacz zdjęcia:
Brunei Darussalam
Brunei Darussalam - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj





















