28 czerwiec 2001
Poranek - Australia na horyzoncie. Juz calkiem blisko. Po naszej prawej stronie - Magnetic Island. Na wprost - zatoka z miastem Townsville. A wszystko zamkniete w idealnym luku porannej teczy. Dobry znak.
Sporo czasu (i sporo przygod) zajelo nam dotarcie do Australii z Ameryki Poludniowej. Z niespodziankami, poprzez Nowa Zelandie, Vanuatu, i wiele, wiele wody... Ale w koncu, dzisiaj przed poludniem dobijamy do przystani w Townsville, w stanie Queensland w polnocno-wschodniej Australii.
Australia



Kinga2005-07-01 18:35:24
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Chopinem. Lapie stopa do centrum, ktory za piec siodma wysadza mnie przed marketem. Nie ma to jak kubek swiezowycisnietego ananasa na dzien dobry. Nie moge tez wyobrazic sobie przyjemniejszej pracy. Nie ma zbyt wielkich tlumow, ale powoli, powoli, sterty ananasow zmniejszaja sie z uplywem dnia. Alan stwierdza, ze na tyle juz opanowalam sztuke sprzedawania - ananasow i "crushu", ze moze zostawic stoisko w moich rekach. Idzie sie przejsc po rynku, pobuszowac po stoiskach z uzywanymi rzeczami, pogadac ze znajomymi. Wlasnie jeden z jego znajomych, tez Szwed, ma swoje stoisko z owocami i tez proponuje mi prace. Tyle, ze dzis pomagam Alanowi. Dogaduja sie i umawiamy sie na jutro - bede godzine u Alana i potem do poludnia u Rolanda.
Po poludniu laze po ulicach miasta. Miasta, w ktorym mam do dyspozycji 12 dni, podczas nieobecnosci Chopina. Przydaloby sie znalezc jakas prace. Przegladam dzisiejsza gazete z ogloszeniami, pytam w kilku restauracjach. W jednej mowia, zeby przyjsc jutro to zobacza. W innych nie potrzebuja nikogo. Moze to nie byc takie proste... W kazdym razie, idac ulica, widze... rower na sprzedaz. Uzywany, ale w niezlym stanie, z kaskiem i zapieciem, za 40$. Podjecie decyzji nie zajmuje mi dlugo. 12 dni dojezdzania autobusem z kampingu do centrum i z powrotem kosztowaloby mnie wiecej. No i bede niezalezna od stopa i w ogole... Wiec - mam rower!
9 wrzesien 2001
Jade wlasnym rowerem na niedzielny market. Najpierw ananasy, potem na stoisku u Ronalda - papaje, arbuzy, pomarancze. Calkiem przyjemnie. Na koniec Roland wciska mi kilka papai oraz arbuza - moje ulubione owoce, tylko jak ja sie z nimi rowerem zabiore? "Nic sie nie martw" - mowi Roland. Zapakowawszy swoje pudla z owocami do vana pakuje tez moj rower i odwozi mnie na kamping. Po poludniu jade rowerem pozwiedzac okolice. Lapie mnie nagly, cieply, topikalny deszcz i przyjezdzam zmoczona. Zmoczona, ale szczesliwa - juz prawie zapomnialam, jakie to uczucie wsiasc na
...
Zobacz zdjęcia:
Australia
Australia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























