6 marzec 2001
Pozegnanie z nasza Carmen, u ktorej spedzilismy tyle czasu. Z dziecmi - Carmina i szalonym Felipe. Oraz gosposia Olga, ktora mowi, ze bedzie jej nas brakowac. Nam tez... W centrum Valparaiso kupujemy po raz ostatni siatke winogron i brzoskwin, po czym... lapiemy dwa ostatnie stopy na tym kontynencie. TIR dowozi nas do rozjazdu, tuz przed Santiago, zaraz potem mniejsza ciezarowka prosto na lotnisko. Tu Chopin zostawia mnie z plecakami i jedzie do centrum miasta, do ambasady nowozelandzkiej odebrac nasze paszporty z wizami. Bez nich ciezko poleciec. Obiecali w ambasadzie, ze wiza bedzie, do odebrania dzisiaj. Siedze wiec na lotnisku i czekam na Chopina, paszporty i wizy. Mamy jeszcze troche czasu, bo pierwszy samolot odlatuje o 19:05. Pierwszy, bo lecimy dwoma. Najpierw do Buenos Aires (w zupelnie przeciwnym kierunku), tam, tuz przed polnoca przesiadka na drugi samolot - juz prosto do Auckland. W drodze do Buenos Aires:
Dopiero co wystartowalismy, wzbijalismy sie mozolnie na 12,5 km, zdazylam tylko pstryknac ze trzy zdjecia niesamowitym, oswietlonym wieczornym swiatlem Andom. Zaserwowali przekaski (wybralismy dwa rozne rodzaje posilku - jeden weganski, drugi na bazie swiezych owocow) i juz zaczynamy zmniejszac wysokosc. Oglaszaja, ze za 25 minut ladowanie na miedzynarodowym lotnisku Buenos Aires. Znowu Argentyna.
Nowa Zelandia



Kinga2005-07-01 18:30:21
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
sie na noc na pustym polu campingowym.
25 marzec 2001
Queen Charlotte Track (tak nazywa sie nasz szlak) okazuje sie, ze jest zamkniety, z powodu suszy i niebezpieczenstwa pozaru. Ale co mozemy zrobic, nie mamy lodzi, ani skrzydel, aby sie stad wydostac. Robimy zaopatrzenie w osrodku przy przystani (w sklepiku nie maja nic co nadawaloby sie dla nas do jedzenia, wiec sprzedaja nam troche rzeczy bezposrednio z kuchni, znacznie taniej), dostajemy mape i ostrzezenie, ze szlak zamkniety i wyruszamy. Wedrujemy przez wieksza czesc dnia przyjemna sciezka w nowozelandzkiej dzungli, przez pagorkowate tereny wokol wcinajacych sie w lad zatok, wygladajacych jak gorskie jeziora. W dzungli przewazaja drzewa paprociowe - niesamowite polaczenie paproci z drzewem, wygladajace troche jak palmy, tyle ze z paprociami jako liscmi. Po lunchu ze wspanialym widokiem na zatoke wychodzimy dalej na szlak, ktory doprowadza nas do wijacej sie pod gore drogi, tu mozna dalej albo sciezka, alebo droga. Przejezdza akurat, rzadki chyba na tym pustkowiu samochod, a ze Chopina obciera nowy but, lapiemy stopa i podwozi nas sporo do przodu. Teraz juz przebycie szlaku zajmie nam mniej niz trzy dni.
26 marzec 2001
W okolicy susza, autentycznie nie ma nigdzie wody, nawet ludzie, ktorych poprosilismy wczoraj wieczorem o wode, odmowili nam, ale to dlatego, ze to dozorcy zamknietego campingu i nie chceili, abysmy na nim spali. Przespalismy sie wiec kolo lesnego parkingu.
Bez wody nie ma mowy o kontynuowaniu wedrowki. Wychodzimy wiec na droge i lapiemy pierwszy przejezdzajacy samochod - prosto do Picton. Bardzo przyjemne, malutkie miasteczko z widokiem na zatoke i otaczajace ja gory. Napatrzywszy sie na Picton lapiemy stopa do ciut wiekszego masteczka Blenheim. Obdzwaniamy Servasowych hostow, wykorzystujac doszczetnie reszte naszej karty telefonicznej. W koncu trafiamy na ludzi, ktorzy moga nas dzisiaj przyjac (tak jest z podrozowaniem stopem, nie da sie
...
Zobacz zdjęcia:
Nowa Zelandia
Nowa Zelandia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























