26 grudzien 2000
Wieczor. Mieszkanie Diany - naszej servasowej gospodyni na dwudziestym pietrze, w centrum Buenos Aires.
Rano zegnamy sie ze wspaniala rodzinka Abratti. Marta z dziadkiem odwoza nas na autostrade i wysadzaja przy "peaje" (miejscu, gdzie zatrzymuja sie samocody, aby uiscic oplate drogowa). Po chwili czekania zabiera nas czlowiek szybkim samochodem i w mgnieniu oka pokonujemy 300 km do stolicy. Tu zaprasza nas na chwile do siebie, po czym podwozi do centrum, skad jego szofer zawozi nas prosto pod terminal 5 portu, gdzie czeka statek wyplywajacy jutro do Singapuru. Statek o obiecujacej nazwie "Ever Guest".
Jak do Australii...?



Kinga2005-07-01 18:29:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
zadnych problemow z wizami, paszportami, itp. Rozmawiamy z kapitanem. Zaprasza nas do kabiny. Statek "Orlando II" to dosyc maly, dosyc stary, dosyc zardzewialy okaz. Rosyjski statek, produkcji rumunskiej. Kapitan przyjazny, tylko to nie od niego zalezy, a jak zwykle od wlasciciela. A wlasciciel, Don Orlando, jest tutaj, tzn. w swoim biurze niedaleko. Zawsze najwiekszym problemem bylo to, ze nie dalo sie z wlascicielem osobiscie porozmawiac, bo jak tu rozmawiac twarza w twarz z wielka firma znajdujaca sie w Europie, czy Azji. Teraz to inna sprawa... Pedzimy, podekscytowani do biura. Okazuje sie, ze Don Orlando jest super zajety, wchodza i wychodza masy ludzi, dzwonia telefony, ciagle ktos cos od niego chce. Dowiadujemy sie od sekretarki, ze szef bedzie za godzine w pocie, przy statku. Nie bedziemy zawracac mu w tym momencie glowy. Poczekamy przy statku. Kiedy w koncu sie pojawia i udaje nam sie do niego dostac - pada w gruz cala nasza nadzieja. "Nie, nie mozna. Nie da rady. Statek juz pelny... Nie ma tyle lodzi ratunkowych... Nie, nie mozna." Wiemy od kapitana, ze miejsca sa. Wiemy tez, ze mozna. Jesli tylko wpasciciel powie "tak". Tylko od niego wszystko zalezy. Co zrobic...?
Spotykamy dwoch innych gosci, tez chca plynac. Mowia, ze beda czekac cala noc, jesli trzeba, az do rana, kiedy statek ma odplynac. Moze ich zabierze. Zostawiam Chopina w porcie, aby zobaczyl co jeszcze da sie zrobic i wracam do domu.
Kiedy wraca Chopin, mowi, ze czuje, ze jesli chcemy sie zabrac, musimy byc na miejscu. Z plecakami. Szybka decyzja - niewiele stracimy, najwyzej jedna nieprzespana noc. Trzeba sprobowac. Pakujemy sie, zegnamy z nasza Carmen i rodzinka, i jedziemy do portu. I tu wlasnie, teraz o 12 w nocy siedze wsrod skrzynek, desek, dzwigow, podnosnikow i pisze pamietnik, podczas kiedy trwa nieustannie zapadunek "Orlando II", ktory jutro odplynie do Rapa Nui. Z nami...?
28 luty 2001
Bez nas. Niestety, okazuje sie, ze rzeczywiscie stateczek
...
Zobacz zdjęcia:
Australia
Australia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























