26 grudzien 2000
Wieczor. Mieszkanie Diany - naszej servasowej gospodyni na dwudziestym pietrze, w centrum Buenos Aires.
Rano zegnamy sie ze wspaniala rodzinka Abratti. Marta z dziadkiem odwoza nas na autostrade i wysadzaja przy "peaje" (miejscu, gdzie zatrzymuja sie samocody, aby uiscic oplate drogowa). Po chwili czekania zabiera nas czlowiek szybkim samochodem i w mgnieniu oka pokonujemy 300 km do stolicy. Tu zaprasza nas na chwile do siebie, po czym podwozi do centrum, skad jego szofer zawozi nas prosto pod terminal 5 portu, gdzie czeka statek wyplywajacy jutro do Singapuru. Statek o obiecujacej nazwie "Ever Guest".
Jak do Australii...?



Kinga2005-07-01 18:29:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
Gdanska co ja i mieszka na Wieckowskiego, dwie ulice od moich rodzicow. Maly swiat. Rozmawiamy o zmianach, jakie zaszly w kraju podczas naszej nieobecnosci. Wszystko tak niesamowicie szybko sie zmienia... Oficer przedstawia nas kapitanowi - rowniez Polakowi!
Myslimy: "Swoi. Moze nam pomoga" Niestety, tez nie okazuje sie to proste. Statek jest grecki, gdyby byl polski, mowi kapitan, moznaby jeszcze pogadac, tak to nie ma innej drogi, jak skontaktowac sie z grecka firma-wlascicielem. W tym kapitan nie chce nam pomoc, ale mowi, ze mozemy sami. Pytamy o mozliwosc zaokretowania sie nieofcjalnego. To byloby do zrobienia, tylko nikt nie chce ryzykowac. Szkoda.
Nie mozemy uwierzyc, kiedy na kolejnym statku, tym razem norweskim, kiedy przedstawiemy sie kapitanowi, pyta: "Mowicie po polsku?" Jednego dnia w Valparaiso, dwoch polskich kapitanow... Kapitan "Tunder Princess" jest bardzo przyjazny, zaprasza nas na mostek, skad roztacza sie widok na port oraz starowke. Co do zaokretowania sie u niego - podobna historia. Nie moze zrobic absolutnie nic, bez pozwolenia norweskiego szefostwa, a o tym mozemy zapomniec, mowi. Skonczyly sie stare dobre czasy, kiedy nie bylo problemu zabrac kogos na statek. Teraz tysiace papierow, przepisow, ubezpieczen, uniemozliwiaja zrobienie czegokolwiek.
Juz bez wiekszych nadziei idziemy na ostatni statek - litwinski. Przydaje sie zapomniany juz prawie rosyjski. Maja przyjaznego kucharza. Niestety, mniej przyjaznego kapitana.
Coz... sprobowalismy. Popytalismy. Kto nie pyta, ten nie wie...
25 luty 2001
Kolejna wizyta w porcie. Podobne rezultaty.
Nie poddajemy sie latwo. Ale nie mozemy siedziec tu w nieskonczonosc. Moze byc, ze bedziemy musieli poleciec. Tylko wymyslilismy, ze moze do Nowej Zelandii, szkoda byloby ja opuscic, a z tamtad juz do Australii blisko i musi byc sporo transportu, statki, jachty, tak nam sie przynajmniej wydaje. Pytanie tylko, czy przeloza nam bilet (musielibysmy
...
Zobacz zdjęcia:
Australia
Australia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























