26 grudzien 2000
Wieczor. Mieszkanie Diany - naszej servasowej gospodyni na dwudziestym pietrze, w centrum Buenos Aires.
Rano zegnamy sie ze wspaniala rodzinka Abratti. Marta z dziadkiem odwoza nas na autostrade i wysadzaja przy "peaje" (miejscu, gdzie zatrzymuja sie samocody, aby uiscic oplate drogowa). Po chwili czekania zabiera nas czlowiek szybkim samochodem i w mgnieniu oka pokonujemy 300 km do stolicy. Tu zaprasza nas na chwile do siebie, po czym podwozi do centrum, skad jego szofer zawozi nas prosto pod terminal 5 portu, gdzie czeka statek wyplywajacy jutro do Singapuru. Statek o obiecujacej nazwie "Ever Guest".
Jak do Australii...?



Kinga2005-07-01 18:29:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
Calymi dniami nikogo, oprocz gosposi nie ma w domu. Schodza sie dopiero wieczorem, kiedy to przygotowujemy dla wszystkich kolacje, codziennie inna, z kupionych na targu swiezych przysmakow.
16 luty 2001
Usilujemy znalezc jakis slad Chelsea. Pomaga nam gosc w porcie dzwoniac ze swojego biura do roznych agencji morskich. Zadna nie slyszala o Chelsea.
17 luty 2001
Stalo sie to, co ostatnio zaczelismy przeczuwac. Ktos bawi sie naszym kosztem.
Dostajemy anonimowa wiadomosc poprzez forum na stronie "Lonely Planet", takiej mniej wiecej tresci: "Informacje Roberta nie sa wiarygodne. Chelsea nie odplynie do Australii z Valparaiso". Osoba, ktora umiescila te informacje na forum LP poprosila ludzi o zae-mailowanie jej do nas, aby pozostac anonimowa, nie ujawniac swojego e-maila, aby Robert nie byl na nia zly.
Odpowiadamy od razu i spotykamy sie na naszym czacie.
Skomplikowana historia, ale w skrocie - osoba z ktora czatujemy twierdzi, ze jest byla zona Roberta, zebysmy sie strzegli, bo Robert ma duzo pieniedzy i wladzy i nienawidzi autostopowiczow - "pasozytow", ludzi podrozujacych kosztm innych. Jednoczesnie na forum LP rozpetuje sie mala dyskusja. Ktos pyta, o co chodzi. Jakis "Aussiebattler" pisze: "Informacje Roberta sa jak najbardziej wiarygodne. Chelsea odplynie z Valparaiso. Juz jest w drodze". Pytamy go skad wie. Odpisuje nam: "Kto to jest Chelsea?"
Totalny zawrot glowy. Przez internet kazdy moze podawac dowolne informacje. My zaufalismy "Robrtowi", bo jego list brzmial szczerze i zwykle ufamy ludziom. Nasz blad...? Coz...
Teraz nie wiemy juz o co chodzi. Ja przeczuwam, ze "Robert", oraz osoba, ktora pisze, ze Roberta informacje sa niewiarygodne, oraz ten "Aussiebattler", to jedna i ta sama osoba ciagnaca dalej swoj zart. Trzeba przyznac, ze ma wyobraznie.
Co teraz...? Przejechalismy kontynent tylko dlatego, ze ktos wyslal nam pare e-maili. W sumie nie zalujemy, bo podroz
...
Zobacz zdjęcia:
Australia
Australia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























