26 grudzien 2000
Wieczor. Mieszkanie Diany - naszej servasowej gospodyni na dwudziestym pietrze, w centrum Buenos Aires.
Rano zegnamy sie ze wspaniala rodzinka Abratti. Marta z dziadkiem odwoza nas na autostrade i wysadzaja przy "peaje" (miejscu, gdzie zatrzymuja sie samocody, aby uiscic oplate drogowa). Po chwili czekania zabiera nas czlowiek szybkim samochodem i w mgnieniu oka pokonujemy 300 km do stolicy. Tu zaprasza nas na chwile do siebie, po czym podwozi do centrum, skad jego szofer zawozi nas prosto pod terminal 5 portu, gdzie czeka statek wyplywajacy jutro do Singapuru. Statek o obiecujacej nazwie "Ever Guest".
Jak do Australii...?



Kinga2005-07-01 18:29:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
czekamy caly dzien na stopa do nastepnego miasta. Mozemy siec poczekac tydzien na stopa na inny kontynent.
Lazimy przez caly dzien po Valparaiso, po jego stromych uliczkach i schodach. Przejezdzam sie dwoma windami, ktorych jest tu sporo. Windy - z dolnych uliczek na gorne. Niektore pionowe, niektore jadace na ukos, po torach, dwa mijajace sie wagoniki. Calkim ciekawe miasto. Upal, pelnia lata. Super rynek z tanimi owocami. Zostajemy zaproszeni przez Carmen (kobiete, ktora nas wczoraj podwiozla) do zostania u niej.
7 luty 2001
Daniel (najstarszy syn Carmen - ten antropolog) pokazuje nam dzisiaj rozne zaulki Valparaiso. Miasto sklada sie glownie z niezliczonej ilosci wzgorz. Na kazdym wzgorzu, jakby oddzielna dzielnica, z kretymi uliczkami, schodami, windami. Z gory doskonaly widok na dolna czesc miasta, port i ocean. Nie wiemy jescze, co bedziemy robic przez najbliszy tydzien do 15 lutego.
8 luty 2001
Mamy osiem dni i niewiele do roboty. Przejechalismy juz wczesniej cale Czile, od polnocy do samego poludnia. W Valparaiso tez juz bylismy, ale trzeba sie ruszyc, cos robic. Ruszamy sie wiec na wybrzeze, kawalek na poludnie od Valparaiso. Pierwsza miejscowosc nad oceanem - Algarrobo. Rozkladamy sie na rozleglej plazy przy skalkach i obserwujemy toczace sie wokol zycie - czyli tlumy Czilijczykow na wakacjach. Pod wieczor idziemy wzdluz wybrzeza, w bardziej odludne miejsce i znajdujemy sobie miejsce do spania na wzgorzu. Hotel tysiacgwiazdkowy z panoramicznym widokiem na ocean i okolice.
9 luty 2001
Nigdzie nam sie nie spieszy. Mamy tak jakby wakacje od podrozy. Wstajemy pozno, tylko dlatego, ze nie mozemy juz dluzej spac, i tylko po to, aby zjesc owoce, poczytac, popatrzec na widok dookola i... pojsc dalej spac. Pozniej dopiero udaje nam sie zwlec z lozka, tzn. ze spiworow, spakowac rzeczy i zejsc na dol, ponownie na plaze w miasteczku, gdzie bierzemy orzezwiajaca kapiel w zaskakujaco zimnym
...
Zobacz zdjęcia:
Australia
Australia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























