26 grudzien 2000
Wieczor. Mieszkanie Diany - naszej servasowej gospodyni na dwudziestym pietrze, w centrum Buenos Aires.
Rano zegnamy sie ze wspaniala rodzinka Abratti. Marta z dziadkiem odwoza nas na autostrade i wysadzaja przy "peaje" (miejscu, gdzie zatrzymuja sie samocody, aby uiscic oplate drogowa). Po chwili czekania zabiera nas czlowiek szybkim samochodem i w mgnieniu oka pokonujemy 300 km do stolicy. Tu zaprasza nas na chwile do siebie, po czym podwozi do centrum, skad jego szofer zawozi nas prosto pod terminal 5 portu, gdzie czeka statek wyplywajacy jutro do Singapuru. Statek o obiecujacej nazwie "Ever Guest".
Jak do Australii...?



Kinga2005-07-01 18:29:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
doprowadzila w koncu do podpisania oficjalnego dokumentu chroniacego na zawsze Lune oraz obszar dookola niej. Wkrotce potem (trzy miesiace temu, tylko my dowiadujemy sie dopiero dzisiaj) ktos zrobil niewyobrazalna, nieodwracalna, straszna rzecz - zabil Lune.
Szok, bezsilna zlosc, rozdzierajacy smutek. Jak ktokolwiek mogl...? Czy nie zdaje sobie sprawy, jaki ogrom cierpienia wywolal swoim czynem? Moze zdaje sobie sprawe, moze o to wlasnie chodzilo. Ale czy nie widzi, ze zniszczyl czesc naszego wspolnego swiata i ze moze juz jego dzieci nie beda mialy czym oddychac.
Na kontynencie polnocnoamerykanskim zostalo juz tylko trzy procent (!) pierwotnych, porastajacych go wspanialych lasow. I zamiast chronic za wszelka cene to co zostalo, pozwala sie olbrzymim firmom w zastraszajacym tempie kontynuowac wycinke. Firmom - potegom, dla ktorych nic nie znaczy prawo, dla ktorych nic nie znaczy zycie. Zycie drzew, zycie ludzi, zycie planety. Pracownik "Pacific Lumber" krzyczal, ze pozabija aktywistow probujacych chronic drzewa i kontynuowal scinanie wiedzac, ze w poblizu sa ludzie. Wraz z kolejnym upadajacym drzewem stracil zycie mlody chlopak.
A teraz zcieli Lune...
30 styczen 2001
Dojechalismy wczoraj w nocy do Mendozy i spedzilismy noc na otwartej pace naszej ciezarowki na stacji benzynowej. Dzis Mendoza. Lazimy caly dzien po tym przyjemnym miescie. Duzo parkow, zieleni. Tylko radosc z otaczajacego swiata przytlumia ciagle otrzymana wczoraj smutna wiadomosc.
31 styczen 2001
Spedzilismy przyjemna noc i poranek na wyspece na jeziorku w olbrzymim parku w Mendozie. Srodek tutejszego lata, wiec nie ma problemu ze spaniem na zewnatrz. I nikt tez nie mowi, ze park zamyka sie na noc, ze zabronione...
Melon na sniadanie i bez pospiechu ruszamy dalej. Pierwszy stop z gluchoniemym kierowca, ktory potrafi czytac z ust i z ktorym Chopin swietnie sie dogaduje. Potem ciezarowkami w strone "cordiliera de los
...
Zobacz zdjęcia:
Australia
Australia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























