26 grudzien 2000
Wieczor. Mieszkanie Diany - naszej servasowej gospodyni na dwudziestym pietrze, w centrum Buenos Aires.
Rano zegnamy sie ze wspaniala rodzinka Abratti. Marta z dziadkiem odwoza nas na autostrade i wysadzaja przy "peaje" (miejscu, gdzie zatrzymuja sie samocody, aby uiscic oplate drogowa). Po chwili czekania zabiera nas czlowiek szybkim samochodem i w mgnieniu oka pokonujemy 300 km do stolicy. Tu zaprasza nas na chwile do siebie, po czym podwozi do centrum, skad jego szofer zawozi nas prosto pod terminal 5 portu, gdzie czeka statek wyplywajacy jutro do Singapuru. Statek o obiecujacej nazwie "Ever Guest".
Jak do Australii...?



Kinga2005-07-01 18:29:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
Brazylii. Tylko musimy sie spieszyc, nie mozemy spoznic sie na statek, a przed nami nie wiemy ile, ze trzy, moze cztery tysiace kilometrow. Jedziemy wobec tego caly dzien. Powoli, wijaca sie po zielonych pagorkach droga. Przejezdzamy przez nagla, ogromna ulewe i wysadzeni przy budce policji drogowej podziwiamy wspaniala tecze - zawsze dla nas dobry znak. Policjanci czestuja nas jablkami oraz zatrzymuja nam stopa. Ze zlapana przez nich ciezarowka jedziemy do polnocy, do Erechim, gdzie nocujemy na stacji benzynowej, aby z samego rana ruszyc dalej.
21 styczen 2001
Jeden z tych dni, kiedy wszystko sie uklada. Pierwszy kierowca ciezarowki nie moze uwierzyc, ze jedziemy stopem dookola swiata i powtarza tylko "jestescie szaleni". Drugi stop zawozi nas do Passo Fundo. Wjezdzamy do centrum miasta, bo chcemy znalezc internet i cos do jedzenia. Tylko dzis niedziela, wszystko pozamykane. Wszystko, oprocz wielkiego supermarketu. Wchodzimy i pytamy, czy mozna gdzies znalezc internet. Okazuje sie, ze zagadujemy samego szefa supermarketu. Pyta skad jestesmy i odpowiada, ze owszem - u niego w domu. Niedaleko. Dzwoni do zony i wysyla z nami jednego z mlodych pakowaczy, aby pokazal nam gdzie mieszka. Po jakiejs godzinie, podczas ktorej sprawdzamy poczte i aktualizujemy nasza portugalska storne, razem zapraszaja nas na lunch w eleganckiej restauracji. "Comida por kilo" - system self-service, gdzie placi sie od wagi. Kilkanascie rodzajow salatek i tyle samo cieplych dan, w tym pare wybornych, bezmiesnych. Jedzac opowiadamy o naszej podrozy. Potem zostajemy odwiezieni na stacje benzynowa, poza miasto, gdzie nasz szef supermarketu z zona, przejeci tym, ze ukazemy sie dzis wieczorem w "Fantastico", przekonuja kierowce ciezarowki, aby nas zabral.
Niechetny z poczatku, ale zabiera nas i chyba nie zaluje, bo mowi nam, ze z pochodzenia jest Polakiem (Szeliga) i powoli rozkreca sie rozmowa. Jedzie prosto do Urugwajany, przy granicy argentynskiej - tam gdzie my.
...
Zobacz zdjęcia:
Australia
Australia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























