26 grudzien 2000
Wieczor. Mieszkanie Diany - naszej servasowej gospodyni na dwudziestym pietrze, w centrum Buenos Aires.
Rano zegnamy sie ze wspaniala rodzinka Abratti. Marta z dziadkiem odwoza nas na autostrade i wysadzaja przy "peaje" (miejscu, gdzie zatrzymuja sie samocody, aby uiscic oplate drogowa). Po chwili czekania zabiera nas czlowiek szybkim samochodem i w mgnieniu oka pokonujemy 300 km do stolicy. Tu zaprasza nas na chwile do siebie, po czym podwozi do centrum, skad jego szofer zawozi nas prosto pod terminal 5 portu, gdzie czeka statek wyplywajacy jutro do Singapuru. Statek o obiecujacej nazwie "Ever Guest".
Jak do Australii...?



Kinga2005-07-01 18:29:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
Australii. Oby nas zabral statek... Ale jesli nie, to co...? Dzwonimy do linii lotniczych. Tak z ciekawosci. Wszystkie miejsca na najblizszy miesiac wykupione, poza tym jeden bilet kostuje ok. 2000 dolarow. Gdyby nawet kosztowal 1000, to i tak nie mamy na dwa bilety. Co tu zrobic...?
Wysylamy po polsku i po angielsku e-maile do wszystkich na naszej liscie z zapytaniem, czy maja jakies pomysly. Najbardziej niesamowita rzecz - dostajemy e-mail od Rayana ze Stanow, ktory "przypadkiem" wdepnal na nasza strone. I "przypadkiem" tak sie sklada, ze jest w biznesie morskim. Nie czytajac nawet naszego ostatniego listu, przeysla nam garsc wskazowek i mowi, ze postara sie pouruchamiac rozne swoje kontakty.
29 grudzien 2000
Pol dnia w ambasadzie polskiej. Pan konsul przynosi specjalnie dla nas wlasnego laptopa, abysmy mogli szukac na internecie czego potrzebujemy. Szukamy. Sprawdzamy informacje na temat lotow jako kurier, bo jest to jedna z opcji. Niestety, jako kurier za darmo, albo z wielka znizka mozna poleciec tylko ze Stanow.
W bibliotece odnajdujemy czasopismo, w ktorym pare tygodni wczesniej widzialam artykul o samotnej wyprawie Geronima San Martin, Argentynczyka z Buenos Aires, jachtem prawie na biegun plnocny, potem do Ushuaya. Od redakcji dostajemy e-mail Geronima, chcielibysmy sie z nim spotkac, moze on bedzie mial jakis pomysl.
Wracajac do domu zatrzymujemy sie nagle przed sklepikiem loterii. Wchodzimy. Nie wiemy wiele na temat licznych tutejszych gier. Pytamy sprzedawcy co moze polecic. Proponuje jakiegos totolotka, do wygrania wiele milionow dolarow, jakas zawrotna, nieprzemawiajaca do mnie suma. Tyle nie potrzebujemy. To moze inna loteria? Typujac cztery cyfry mozna wygrac 3500 dolarow. Akurat na dwa bilety do Australii! Za dolara fundujemy sobie troche nadziei i poprawe nastrojow. Wyniki dzis w nocy.
30 grudzien 2000
Kolejna przeprowadzka, do kolejnej osoby z Servasu. Laura, samotnie mieszkajaca
...
Zobacz zdjęcia:
Australia
Australia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























