20 listopad 2000
O statku, niestety mozemy zapomniec. Udalo nam sie wejsc do portu i dostac do samego kapitana poteznego statku, ale powiedzial, ze niestety, po raz pierwszy w tym sezonie maja caly komplet pasazerow na ten rejs i nie ma szans wziac wiecej. A najtanszy bilet kosztuje 250 dolarow, wiec mozemy zapomniec.
Patagonia



Kinga2005-07-01 18:26:57
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 3 głosów oddanych
na ktorej mieszkaja. Coz... wierze, ze jeszcze zobaczymy pingwiny, w innym miejscu, innym razem, ale zanim skonczymy te podroz. Poki co widzimy z okien samochodow jezdzac drogami Patagonii, strusie. Dzikie strusie, pasace sie spokojnie niedaleko drogi. Poza tym guanaco, z rodziny lamowatych, ale nieudomowione. Smukle, majestatyczne zwierzeta, pojedynczo lub w stadkach, wsrod dzikich, patagonskich krajobrazow. A dzisiaj, oprocz guanaco i strusi, flamingi. Rozowe flamingi brodzace w wodzie laguny niedaleko drogi.
Wszystko po drodze do Puerto Natales. Niewielkie, przyjemne miasteczko posrodku pustkowia.
4 grudzien 2000
Park Narodowy Torres del Paine. Strzeliste, skaliste, osniezone gory, potezne lodowce, wodospady i ukryte w dolinach laguny o niesamowitych kolorach zmieniajacych sie wraz ze sloncem i chmurami. Niektore malutkie, jak okragle lazurowe oczko wsrod zieleni, niektore wielkie tak, ze nie widac drugiego konca ginacego gdzies pomiedzy gorami. I stadka guanaco, pasacych sie spokojnie nad laguna lub stojacych samotnie przy drodze obserwujac przejezdzajacy autobus z obserwujacymi je turystami. To wszystko mamy szczescie podziwiac. Prawdziwe szczescie, bo nie stac nas na bilet wstepu do parku (ok 25$ za nas dwoje).
Dyrektor parku, do ktorego udalismy sie w Puerto Natales nie chcial nam pomoc, wiec nie pozostalo nam nic innego, jak pojechac i sprobowc szczescia na miejscu.
Dojazd tam tez nie okazal sie prosta sprawa. Zostalismy wysadzeni w malutkiej, przygranicznej wiosce Cerro Castillo, gdzie wiatr wial taki, ze prawie nie dalo sie isc. Odbija stad droga do Torres del Paine, tylko szkoda, ze nic nia nie jezdzi. Schronilismy sie przed wietrzyskiem w przydroznej kawiarence. Po pewnym czasie zatrzymal sie tu autobus z turystami. Kierowca zabral nas "a dedo" (na stopa) do parku. Tam udalo sie przekonc czlowieka sprzedajaceo bilety, aby nas wpuscil.
Ludzie przyjezdzaja tu na kilkudniowe, czasem tygodniowe
...
Zobacz zdjęcia:
Chile
,
Argentyna
Chile - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























