1 listopad 2000
Pierwszy dzien w nowym kraju. Inny swiat. Cywilizacja. i jej dobre i zle strony. Skonczyly sie sniadanka na lokalnych ryneczkach, gdzie w kazdym miasteczku mozna bylo znalezc cos innego, ciekawego sprzedawanego przez lokalne Indianki. Koniec "emoliente caliente", "quinua con manzana", czy "chicha de maiz". Tu wszedzie mozna kupic te sama coca cole, czy te same francuskie bulki. Biale francuskie bulki kupujemy sobie wlasnie na sniadanie i zjadamy z przemyconym jeszcze z Peru avocadem, siedzac kulturalnie przy stoliku przed sklepikiem w Arika. Chopinowi sie podoba. Ja wole chaos i kolory lokalnych targowisk.
Czile



Kinga2005-07-01 18:26:01
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
katolickim. Tanie czeresnie i truskawki (trafilismy na sezon!) na "Mercado Central".
17 listopad 2000
Mamy australijska wize, wielokrotnego przekraczania granicy, pobyt do pol roku, zabronione pracowanie.
Z ambasady prosto, juz z plecakami ruszamy metrem do wyjazdu z miasta, po czym stopem na poludnie. Ciagle nie moge uwierzyc, jak rewelacyjnie podrozuje sie stopem w tym kraju. Pierwszy czlowiek, ktory nas podwozi, zaprasza na kawe i napoje na stacji, a na odjezdne kupuje kilo czeresni. Potem w Chilan, na rynku, siedzac i jedzac bulki z awokadem, zostajemy zaproszeni przez wlasciciela kwiaciarenki na herbate i poczestunek. Jedziemy dalej do pozna w nocy, aby dojechac do Quilon lezacego na drodze do Concepcion. Tam mamy namiary na czlowieka od Marceli, kobiety z Antofagasty. Okazuje sie jednak, ze znajomego nie ma, ale zostajemy zaproszeni za to przez dwoch chlopakow do letniego domku ich rodziny nieopodal.
18 listopad 2000
Przez to, ze tak pozno sie tu robi ciemno, wszystko nam sie poprzestawialo. Jedziemy do pozna w nocy, bo jasno, kladziemy sie pozno spac, pozno wstajemy, szybciej plynie czas, szybko zlatuje dzien. Sporo czasu zajmuje nam dojechanie, a potem wrocenie z Concepcion. Ktos nam polecil to miasto, a okazuje sie, ze nic takiego szczegolnego, tyle ze droga ladna. Docieramy wieczorem do Temuco.
19 listopad 2000
Jechalismy dzis przez zielone krajobrazy ze szpiczastymi, bialymi wulkanami wyrastajacymi ciagle gdzies w oddali. Odbilismy z Panamericany do Villarica i Pucon nad pieknym, wielkim jeziorem i poteznym, calym osniezonym wulkanem, akurat w stanie aktywnosci. Z kazdym dniem coraz bardziej na poludnie. Tak daleko na poludniu jeszcze nie bylismy.
W koncu - legendarne Puerto Montt. Tu mielismy spotkac sie z kapitanem, znajomym naszego dziadka z La Serena, do ktorego mamy od dziadka rekomendujacy nas list. Moze zabralby nas statkiem do Puerto Natales. Droga jest tylko do pewnego momentu, potem jesli nie statkiem, trzebaby dookola, przez Argentyne. Tylko pech - okazuje sie, ze nasz kapitan jest obecnie na innym statku, ktory wyplynal pare godzin temu dokads inad. Statek do Puerto Natales bedzie jutro, tyle ze z innym kapitanem. Zobaczymy rano co da sie zrobic.
Zobacz zdjęcia:
Chile
Chile - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























