1 listopad 2000
Pierwszy dzien w nowym kraju. Inny swiat. Cywilizacja. i jej dobre i zle strony. Skonczyly sie sniadanka na lokalnych ryneczkach, gdzie w kazdym miasteczku mozna bylo znalezc cos innego, ciekawego sprzedawanego przez lokalne Indianki. Koniec "emoliente caliente", "quinua con manzana", czy "chicha de maiz". Tu wszedzie mozna kupic te sama coca cole, czy te same francuskie bulki. Biale francuskie bulki kupujemy sobie wlasnie na sniadanie i zjadamy z przemyconym jeszcze z Peru avocadem, siedzac kulturalnie przy stoliku przed sklepikiem w Arika. Chopinowi sie podoba. Ja wole chaos i kolory lokalnych targowisk.
Czile



Kinga2005-07-01 18:26:01
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
trafilismy do domu naszych nieobecnych hostow, ktorzy wyjechali na weekend zostawiajac nam pieknie urzadzone, olbrzymie mieszkanie w starej kamienicy z widokiem na miasto, port i ocean. Michael jest austriackim architektem i niezle sobie zaprojektowal mieszkanie.
12 listopad 2000
Nie dowiedzielismy sie wiele na temat statkow, bo dzis niedziela. Ale przeszlismy sie do portu i dostalismy adresy i telefony firm wysylajacych statki z towarami w rozne strony swiata. Sprobujemy jutro podzwonic.
Poki co mieszkamy sobie w eleganckim mieszkanku i gotujemy dobre jedzonko. Fakt, ze w Chile wszystko znacznie drozsze, restauracyjki odpadaja zupelnie, ale gotujac samemu, glownie rozne warzywka, spokojnie miescimy sie w naszym pieciodolarowym dziennym budzecie, z czym czasem mielismy problem w tanim Peru, gdzie ulica oferowala co chwile zbyt wiele dobrych, tanich przysmakow, aby sobie odmowic.
13 listopad 2000
Mielismy jechac juz do Santiago, ale w nocy (kolejnej przed komputerem) Chopin odkryl, ze Michael ma specjalny dysk, dzieki ktoremu moze popracowac nad swoimi zdjeciami bez koniecznosci uzywania aparatu, ktory ciagle jest popsuty. Okazalo sie, ze zdjecia (wiekszosc przynajmniej) da sie uratowac, tylko zabiera to strasznie duzo czasu. Ale udalo sie juz przerzucic do komputera, uporzadkowac i nazwac. Teraz jeszcze wrzucic na nasza stone. Mamy szczescie, bo taki dysk to rzadko spotykana rzecz. Ja korzystajac z okazji na drugim komputerze wklepuje moj pamietnik.
14 listopad 2000
Santiago. U servasowych hostow w eleganckim wiezowcu w centrum miasta, przy Plaza Italia.
15 listopad 2000
Zlozylismy papiery o australijska wize. 72 dolary za nas dwoje. Do odebrania, w ramach wyjatku pojutrze, noramalnie czeka sie piec roboczych dni, ale my chcemy juz jechac dalej.
16 listopad 2000
Czekajac na wize spedzamy dzien w miescie. Darmowy internet na uniwersytecie katolickim.
...
Zobacz zdjęcia:
Chile
Chile - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























