1 listopad 2000
Pierwszy dzien w nowym kraju. Inny swiat. Cywilizacja. i jej dobre i zle strony. Skonczyly sie sniadanka na lokalnych ryneczkach, gdzie w kazdym miasteczku mozna bylo znalezc cos innego, ciekawego sprzedawanego przez lokalne Indianki. Koniec "emoliente caliente", "quinua con manzana", czy "chicha de maiz". Tu wszedzie mozna kupic te sama coca cole, czy te same francuskie bulki. Biale francuskie bulki kupujemy sobie wlasnie na sniadanie i zjadamy z przemyconym jeszcze z Peru avocadem, siedzac kulturalnie przy stoliku przed sklepikiem w Arika. Chopinowi sie podoba. Ja wole chaos i kolory lokalnych targowisk.
Czile



Kinga2005-07-01 18:26:01
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
od mieszkajacej tu rodzinki, ktora podwozila nas pare dni temu. Tak wiec obiad z rodzinka, po czym maly wypad nad piekne miejsce nad oceanem z wystajacym z wody poteznym naturalnym lukiem i kilkoma innymi na wybrzezu.
6 listopad 2000
Niesamowicie sie tu podrozuje. Pozegnwszy sie z nasza rodzinka wychodzimy na stopa. W srodku miasta, jeszcze wystawiamy kciuki, aby ktos nas zabral przynajmniej do wyjazdu. Po dwoch minutach zatrzymuje sie elegancki samochod - z kobieta za kierownica. Jedzie w strone wyjazdu z miasta. Po pieciu minutach rozmowy zaprasza nas do domu na lunch. Ma soczewice, tez prawie nie je miesa. Trudno odmowic. Piekna, stylowa willa na wzgorzu, z basenem i widokiem na ocean. Pelna instrumentow muzycznych, bo Marcela ma czterech umuzykalnionych synow. Chopin w siodmym niebie. Nie moze oderwc sie od super wielkiego, nowoczesnego syntezatora, podczas kiedy ja rozmawiam z Marcela uwijajaca sie przy lunchu i serwujaca nam swiezy sok z kiwi i banana. Caly dom i ogrod pelen artystycznych rzeczy, kamieni, mineralow. Maz pracuje w kopalni miedzi na pustyni, przyjezdza do domu tylko w weekendy. Oryginalne meble i swieczniki artystycznie wykonane ze starych gwozdzi kolejowcyh. Niezle trafilismy. Przed odwiezieniem nas na droge dostajemy jeszcze kontakty, numery telefonow do znajomych i rodziny na naszej trasie. Nie ma to jak zlapac dobrego stopa...
Przez ten niespodziewany przystanek na lunch robi sie troche pozno i daleko w zwiazku z tym dzis nie zajezdzamy, ale to nie ma znaczenia. Pare godzin jedna ciezarowka i zatrzymujemy sie na noc posrodku pustyni, przy malej restauracyjce dla kierowcow. Tu pod ta restauracyjka spedzimy noc, majac nadzieje, ze nie zamarzniemy, bo w koncu to pustynia i noce sa mrozne.
7 listopad 2000
Dzien powolnego posuwania sie stopem na poludnie. W tym kraju nie ma problemu - mozna jechac tylko na polnoc, lub poludnie. Poruszamy sie wylacznie wielkimi ciezarowkami, bo ciagle pustynia,
...
Zobacz zdjęcia:
Chile
Chile - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























