1 listopad 2000
Pierwszy dzien w nowym kraju. Inny swiat. Cywilizacja. i jej dobre i zle strony. Skonczyly sie sniadanka na lokalnych ryneczkach, gdzie w kazdym miasteczku mozna bylo znalezc cos innego, ciekawego sprzedawanego przez lokalne Indianki. Koniec "emoliente caliente", "quinua con manzana", czy "chicha de maiz". Tu wszedzie mozna kupic te sama coca cole, czy te same francuskie bulki. Biale francuskie bulki kupujemy sobie wlasnie na sniadanie i zjadamy z przemyconym jeszcze z Peru avocadem, siedzac kulturalnie przy stoliku przed sklepikiem w Arika. Chopinowi sie podoba. Ja wole chaos i kolory lokalnych targowisk.
Czile



Kinga2005-07-01 18:26:01
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
tuz po czwartej z rana, kiedy to cala pustynia pograzona jest jeszcze w ciemnosci bezksiezycowej nocy, tylko ze swiatlem miliona gwiazd. Na przenikliwym zimnie czekalmy zapatrzeni w niebo i zasluchani w cisze nocy. Po jakiejs pol godzinie przejezdza pierwszy busik z turystami. Potem drugi. Potem... pickup z mlodymi Chilijczykami, ktory nas zabiera na pake. Przez kolejne trzy godziny, ogladajac zmieniajacy sie krajobraz o wschodzie slonca, zamarzamy zmierzajac w strone gejzerow.
Ale warto. Gejzery o poranku robia niesamowite wrazenie. Porozrzucane na sporej przestrzeni kleby bialej pary buchajacej prosto z ziemi. Niektore malutkie, niektore olbrzymie. Jak miniwulkaniki tryskajace zamiast lawa - goraca woda. Wskakujemy do naturalnego basenu z goraca, parujaca woda prosto z gejzera. Wygrzewamy sie w goracej wodzie, uwazajac, aby sie nie poparzyc, podczas, gdy na zewnatrz tak zimno (w koncu to ponad 4000 mnmp), ze obok na ziemi lezy lod. Woda w trzech stanach skupienia. Wrazenie niezapomniane.
Z naszymi Chilijczykami nie tylko wracamy z powrotem do San Pedro, ale jeszcze zalapujemy sie na kolejna wyprawe - nad Salar Atacama i lagune z flamingami. Pustynia ma sporo do zaoferowania, a krajobraz nieustannie sie zmienia. Salar bialy, slony, ale inny od Salaru Uyuni, ktory ogladalismy w Boliwi. No i laguna z flamingami. Tylko Chopinowi psuje sie aparat i przestaje robic zdjecia.
Mijajac jeszcze Ksiezycowa Doline udaje nam sie opuscic San Pedro i dotrzec do Calama, wiekszego gorniczego miasteczka posrodku pustyni, tuz obok najwiekszej na swiecie otwartej kopalni miedzi.
5 listopad 2000
Milo sie tu w Chile jezdzi stopem. Nie tylko sa dobre drogi, ludzie maja smochody i zabieraja stopowiczow, ale jeszcze czestujac nas w samochodzie napojem przepraszaja, ze nie maja szklanek, bo nie wiedzieli, ze beda mieli gosci. Zatrzymujemy sie dzis w Antofagascie, miescie nad oceanem, po przejechaniu tylko 200 km z Calamy, bo mamy zaproszenie
...
Zobacz zdjęcia:
Chile
Chile - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























