1 listopad 2000
Pierwszy dzien w nowym kraju. Inny swiat. Cywilizacja. i jej dobre i zle strony. Skonczyly sie sniadanka na lokalnych ryneczkach, gdzie w kazdym miasteczku mozna bylo znalezc cos innego, ciekawego sprzedawanego przez lokalne Indianki. Koniec "emoliente caliente", "quinua con manzana", czy "chicha de maiz". Tu wszedzie mozna kupic te sama coca cole, czy te same francuskie bulki. Biale francuskie bulki kupujemy sobie wlasnie na sniadanie i zjadamy z przemyconym jeszcze z Peru avocadem, siedzac kulturalnie przy stoliku przed sklepikiem w Arika. Chopinowi sie podoba. Ja wole chaos i kolory lokalnych targowisk.
Czile



Kinga2005-07-01 18:26:01
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
porozrzucanych jest kilka rybackich osad, po drodze z Iquique do Tocopilla, dokad dzis dojechalismy. Po drodze tylko ciemna niebieskosc wody i szarosc Atacamy, troche piasku, troche wysuszonej ziemi, troche kamieni i skal, wzgorza. Zero zieleni, ani nawet suchego krzaka. Kobieta, ktora nas podwozi, mowi ze nie pada tu nigdy. Nawet raz do roku? NIGDY. Z zywych istot zyja tu tylko ludzie. Glownie z rybolowstwa. Oraz kopalni - soli, miedzi, mineralow. Spimy dzis przy bialym kosciolku na wzgorzu nad Tocopilla, tuz obok torow kolejowych, ktorymi przejezdza co jakis czas z wielkim hukiem pociag towarowy
3 listopad 2000
Przemierzajac olbrzymie pustynne, szare tereny dotarlisy dzis do San Pedro de Atacama. Stad mozna wybrac sie na Gejzer Tatio, czy nad salary, laguny, wulkany, gorace zrodla, itp. Problem w tym, ze wybrac sie mozna glownie z agencja turystyczna, ktorych w malej wiosce San Pedro nie brakuje. A agencje oczywiscie kosztuja tyle, ze nas nie stac, poza tym nie sa w naszym stylu. Pojdziemy wiec na droge i zobaczymy, czy cokolwiek bedzie jechac w strone gejzeru. Poki co, czekamy na lawce na placyku, az otworza sklep, bo musimy zrobic zaopatrzenie, a tu cala wioska pograzona w popoludniowej sjescie.
Spimy dzis u goscinnych zolnierzy na pustyni za wioska. Wyszlismy na droge w strone gejzerow, ale nie jechalo zupelnie nic, wstapilismy wiec do mijanej bazy, pogadalismy, szef piekl wlasnie wlasnego wyrobu bulki, wiec nas zprosil - najpierw na kolacje, potem na nocleg. Milo, bo choc w dzien tu upaly nieznosce, w nocy prawie mroz, do tego wial wiatr, wiec zamarzlibysmy na zewnatrz.
Dowiedzielismy sie poza tym, ze gejzery najbardziej aktywne sa o poranku, a aby tam na czas dotrzec, trzeba wyruszyc ok czwartej nad ranem. Planujemy wstac o tej porze i zobaczyc, czy przejedzie cos oprocz turystycznych busikow i czy nas zabierze.
4 listopad 2000
Dlugi dzien. Nasz Dobry Duch nas nie opuszcza. Wychodzimy na droge
...
Zobacz zdjęcia:
Chile
Chile - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























