9 pazdziernik 2000
Znowu peru. Zwiekszylismy tempo, bo Monika straszliwie sie spieszy, dawno powinna juz byc w Gdansku na uniwersytecie. Bez zadnej kontroli paszportowej przeszlismy granice w Tumbes. Zabrali nas na pake goscie przewozacy cos chyba bardzo nielegalnego, bo stracha mieli strasznego, a nas zabrali chyba, aby odwrocic od siebie uwage. Z nadmorskiej wioski, gdzie nas wysadzili, juz w Peru, ciezarowka powiozla nas przez pare godzin do Sullana. Nocleg na stacyjce benzynowej, dostalismy nawet pokoik z lozkiem.
Ponownie Peru



Kinga2005-07-01 18:25:10
Wyświetlono razy (ostatnio: )
ktory obiecal nam wczoraj uzywany, tani osprzet do konia, do niesienia bagazu. Kupujemy na targu ulicznym sznurek. Chopin uczy sie od bylego wlasciciela jak zamontowac sprzet i plecaki na grzbiecie konia, podczas kiedy ja karmie Alasana alfa-alfa. Jeszcze tylko oficjalne spisanie dokumentu kupna-sprzedazy, z pieczatka. I sto dolarow w gotowce oraz jeden kon zmieniaja wlascicieli. Wyruszamy. Odprowadza nas na trase Juan, ktory mial byc wczesniej naszym przewodnikiem. Do miejsca, gdzie widac daleko w dole kanionu rzeke Apurimac. Szkoda tylko, ze chmury przykrywaja wielka, krolujaca nad cala dolina i wioska Cachora osniezona gore. Dalej idziemy sami. Sami z naszym koniem. Troche jeszcze nieufny, ale nic dziwnego, tutaj nikt nie rozpieszcza zwierzat. Mamy nadzieje, ze sie oswoi.
Jest taka niesamowita atmosfera. Olbrzymie gory, gleboki kanion, waska sciezka, a na niej tylko Alasan i my. Dochodzimy do miejsca, gdzie mgly i chmury osnuwaja wszystko dookola i idziemy po omacku ufajac naszej sciezce, nie widzac dokad nas prowadzi. Po paru godzinach dopiero po poludniu mgly sie rozstepuja i ukazuje nam sie zapierajacy dech w piersiach widok. Przeszlismy przelecz, schodzimy teraz ostro zygzakujaca sciezka w dol, co malo podoba sie naszemu koniowi, powoli w strone rzeki. Po osiemnastu, w sumie dosc lagodnych kilometrach, dochodzimy do pierwszego noclegu, plaskiego miejsca ze slomianym dachem. W poblizu drzewa czeremoi, niestety z niedojzalymi jeszcze owocami, manga - znalezlismy kilka boskich owocow, oraz cytrynki. I trawa dla konia.
20 pazdziernik 2000
Caly dzien zajelo nam dotarcie do ruin. Najpierw zejscie do samej rzeki, potem przez reszte dnia ponad 1000 metrow pod gore. Ciezko, ale ciekawie. W momencie, kiedy dotarlismy do Choquekirao zachodzace slonce magicznie rozswietlalo gory. Niestety, zanim rozsiodlalismy konia i weszlismy na ruiny slonce schowalo sie za osniezonymi szczytami. Moze jutro z rana bedzie dobre swiatlo... Ruiny wygladaja
...
Zobacz zdjęcia:
Peru
Peru - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























