17 sierpien 2000
Peru! Udalo nam sie w koncu wydostac z przyruinowej wioski Tiahuanaco, przyjechac do granicy, przejsc ja i znalezc sie po peruwianskiej stronie wioski przygranicznej Desaguadero. Wyglada na to, ze ze stopem w Peru tak samo mniej wiecej, jak w Boliwi, czyli beznadziejnie. Nie dosc, ze ruch znikomy, to nikt sie nie chce zatrzymac, a jak juz sie zatrzyma, to chce kasy, najlepiej w dolarach. Tak wiec nie udalo sie nam odjechac poza wioske nad jeziorem Titicaca z osniezonymi szczytami na drugim brzegu. Moze jutro... Poki co, ciagle zimno. Zatrzymalismy sie w przydroznym hoteliku za 10 soli - 2.50$ ("Sol", czyli Slonce - tak nazywa sie peruwianskia waluta).
Peru



Kinga2005-07-01 18:24:01
Wyświetlono razy (ostatnio: )
jak sepy wyrywajac sobie nawzajem. Pomiedzy posilkami niewiele - siedza w rzedach na podlodze. Po sniadaniu cwiczenie wojskowych piosenek. Przed obiadem przystanek i szybka kapiel w rzece (jedyny prysznic na statku wszystkim by nie podolal). Pare razy przystanek przy chatkach przybrzeznych i raz w wiekszej wiosce. Oni - w poszukiwaniu miesa do kupienia, my - owocow. Udalo im sie kupic pocwiartowanego krokodyla oraz jakies niezydentyfikowane zwloki obrane ze skory. Nam po dlugich poszukiwaniach, w jednej chatce sprzedali ananasa. Mieso na statku i tak jedza glownie oficerowie. Chlopcy dostaja ryz z fasolka, a szef dziwi sie, ze my tez to wolimy.
23 wrzesien 2000
Kolejny dzien spedzony na obserwowaniu mlodocianych rekrutow. Przed doplynieciem do bazy chlopcy dostali rozkaz przebrania sie w swoja druga (nowa, czysta) zmiane zielonych szortow i koszulek. Pod wieczor dotarlismy. Czesc zostaje tutaj, w Pantoja, czesc bedzie sie przeprawiac dalej inna lodka, inna rzeka, po czym pieszo przez dzungle, do granicy peruwiansko-ekwadorsko-kolumbijskiej. Dostalismy zaproszenie, aby przespac sie jeszcze kolejna noc na statku. Skorzystamy, tym bardziej, ze na dworze pada.
24 wrzesien 2000
Po zle przespanej nocy (z ciagle chodzacym motorem) z lekko bolaca glowa i gardlem wysiadlam na lad i przeszlismy przez baze wojskowa do wioski. Aktualnie nie ma do Rocafuerte (pierwsza miejscowosc w Ekwadorze, jakas godzine drogi stad) zadnego transportu. Kiedy bedzie? Jak przyplynie to bedzie. Juz sie przyzwyczajamy. Zreszta z pewnoscie "maniana". Dostalismy za to oferty od mieszkajacego tu Ekwadorczyka, ze moze zawiesc nas swoja lodka za cene paliwa tylko, ktore jak klamie, kosztuje go 20$ - za godzine drogi. Coz... poczekamy. Poki co, przeszedlszy sie po wiosce udalo nam sie zdobyc papaje, ananasa, avocado. Nie w sklepiku, bo takich rzeczy tu sie nie sprzedaje, to kazdy po prostu ma. Kupilismy lub dostalismy bezposrednio od ludzi. Nie zginiemy.
Zobacz zdjęcia:
Peru
Peru - wybierz obszar, który cię interesuje:











































