29 lipiec 2000
Pojechalismy! Coz za okrutna to byla jazda. Paragwajskim TIR-em, calutki dzien i pol nocy, podskakujac na wybojach nieasfaltowanej drogi i wdychajac wzbijany pyl. Gdy (na szczescie z rzadka) nadjezdzalo cos z naprzeciwka, czasem trzeba bylo stanac na pare minut, aby poczekac az opadnie troche zaslaniajacy swiat tuman pylu. Do tego godzinami niezmieniajacy sie krajobraz. Droga prosta jak linijka, bez jednego zakretu, bez jednego pagorka, niekonczace sie przestrzenie szarych krzaczorow, po obu stronach drogi, po horyzont. W srodku nocy zostalismy wysadzeni w Boliwii. W jakies malej wiosce przy drodze. Przespalismy sie pod daszkiem i czekamy wlasnie az dogotuje sie nam potrawka. Przez caly wczorajszy dzien glodowalismy, w TIR-ze ciezko gotowac, a na pustkowiu ciezko cos kupic do przekaszenia. Zaraz, jak tylko zlapiemy stopa ruszamy dalej do Sucre, sprawdzic maila, spotkac sie z Monika.
Boliwia



Kinga2005-07-01 18:21:42
Wyświetlono razy (ostatnio: )
napojem z proszku i ruszylismy dalej. Po chwili dogonila nas jakos skrotem i przyniosla koszyk pelen gotowanej, jeszcze goracej dyni i dalej mowila po swojemu. Czym mniejsze i mniej turystyczne miejscowosci, tym bardziej przyjazni ludzie.
Spotkalismy tez na drodze inna niesamowita postac.
Belgijska kobiete - siostre Nicolase, misjonarke, mieszkajaca tu juz od osmiu lat, mowiaca plynnie w keczua. O przenikliwym spojrzeniu, zawsze patrzaca wglab oczu swojego rozmowcy, tak jakby czytala dusze. Siostra Nicolasa zaprowadzila nas do pustego obecnie domku, gdze mozemy sie zatrzymac, jak sie okazuje nie na jedna tylko noc, ale na ile chcemy. Chyba skorzystamy, bo jest tu zbyt pieknie, aby tu nie pomieszkac ze dwie noce jak mozna. Mamy pokoj z lozkami, kuchnie z gazowa kuchenka, studzienke. I zero elektrycznosci. I spokoj, tylko gory dookola.
4 sierpien 2000
Jak wspaniale miec domek w gorach. Posrodku niewyobrazalnych widokow i magicznej atmosfery. Spacer do pobliskiej wioski na zakupy. Niestety twierdza, ze warzywka przyjezdzaja tylko w niedziele. Ale udalo nam sie dostac pare rzeczy bezposrednio z jednej ciezarowki, a w domku mamy wor ziemniakow.
5 sierpien 2000
Pozegnalismy sie z siostra Nicolasa, ktora ze swoim szczegolnycm usmiechem i glebokim spojrzeniem poblogoslawila nas na droge. Widoki i kolory po drodze nie do opisania. Gory, skaly, rosliny, owieczki, kozki, osiolki. Z poczatku droga, potem przez reszte dnia torami kolejowymi, wiec bez drastycznych podejsc pod gore, lagodnie, powoli wspinalismy sie az do 3600mnpm. Od czasu do czasu mijalismy kilka chat, czy domkow po drodze. Tylko pod wieczor, kiedy zaszlo slonce i zrobilo sie zimno, i tylko marzylismy o noclegu, po obu stronach torow rozposcieraly sie same gory. Szlismy i szlismy, z nadzieja, ze za kazdym zakretem ukaze sie jakas wioska. Za zimno, aby spac na zewnatrz. W koncu, wykonczeni i zziebnieci dotarlismy do paru chat. Niestety pustych, tylko
...
Zobacz zdjęcia:
Boliwia
Boliwia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















