25 marzec 2000
Wszystko wydaje sie idealnie ukladac. Rano lapiemy stopa z Bucaramangi, kreta, pnaca sie poprzez gory drozka, bezposrednio do przygranicznego miasteczka Cucuta (niezlych kilka godzin jazdy). Na granicy dostajemy pieczatke wyjazdowa z Kolumbi i zastanawiamy sie co zrobic dalej. Postanawiamy pojsc do wenezuelskiego "Immigration" zobaczyc, czy moze nas wpuszcza bez wizy. Okazuje sie, ze biuro jest nie jak zawsze na samej granicy, ale w glebi miasteczka. W labiryncie uliczek znajdujemy biuro dajace pieczatki. Pokazujemy nasze paszporty. Urzednicy ogladaja, zastanawiaja sie, szukaja czegos, w koncu wygrzebuja liste krajow, ktore maja bezwizowy wjazd. Polska na niej nie figuruje. Nie sa pewni co zrobic, pieczatki bez wizy dac nie moga. Tlumaczymy nasza sytuacje, jak zwykle, ze z Polski, ze dookola swiata, ze tylko przejazdem. Urzednik pokazuje nam liste:
- Patrzcie, Niemcy tu sa...
- My blisko Niemiec jestesmy, wspolna granice mamy - probujemy.
- Tak? I Francja... Polska blisko Francji?
- Blisko
- Polonia... Juan Pablo Segundo... papiez jest z Polski, prawda?
- Prawda
- Czekajcie.
Wenezuela



Kinga2005-07-01 18:16:13
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
sie, plywajac, czytajac. Czasem tego wlasnie potrzeba, nigdzie nie jechac, nic nie zalatwiac, nie martwic sie wizami, szczepionkami, aparatami, tylko cieszyc sie przezroczyscie lazurowa woda i cieniem palmy.
2 kwiecien 2000
Woda, piasek, slonce, dobra ksiazka, dobre jedzenie i caly stos starych "National Geografic'ow". Nic wiecej nam nie trzeba.
3 kwiecien 2000
Z powrotem w Caracas. Musimy zostac tu tak dlugo, az zalatwimy wszystkie sprawy ze szczepionkami, wizami, itd. I az znajdziemy dla mnie aparat. Ambasady, papiery, wizy - to najmniej przyjemna, ale nie do unikniecia czesc podrozy.
4 kwiecien 2000
Caly dzien jezdzenia metrem po miescie i chodzenia niezliczonych kilometrow ulicami Caracas na trasie: przychodnia - bank - przychodnia - ambasada - bank - ambasada, zaowocowal w koncu szczepionka przeciwko zoltej febrze i wiza brazylijska (do odebrania jutro). Najgorsze, ze w ambasadzie nikt nie chcial nawet ogladac naszego zaswiadczenia o zaszczepieniu, bez ktorego mowili, zeby w ogole sie nie pojawiac. Ale podobno beda sprawdzac na granicy.
Odwiedzilismy tez po poludniu servasowego hosta, Alberta, u ktorego mielismy sie zatrzymac, ale nie mielismy szansy, bo przechwycila nas Evi. Szalony rezyser teatralny, mieszka w mieszkanku pelnym skrzypiec (ktore kolekcionuje) i rekwizytow teatralnych, w samym centrum. Przeniesiemy sie do niego wkrotce. Wieczorem Alberto zabral nas do teatru na "Burze" Szekspira, w szalenie latynoskiej werscji, z salsa i saksofonami, w wykonaniu argentynkiej grupy. Lepiej trafic nie moglismy - w Caracas trwa akurat Miedzynarodowy Festiwal Teatralny, a nasz host jest rezyserem.
5 kwiecien 2000
Dzien pod haslem szukania aparatu. Znalezlismy mniej wiecej to czego szukalismy - dystrybutora Canona. Mozemy kupic od nich, twierdza, po cenach hurtowych. I tak kupa kasy, ale taniej niz gdziekolwiek indziej w miescie. Poki co i tak musimy czekac do
...
Zobacz zdjęcia:
Wenezuela
Wenezuela - wybierz obszar, który cię interesuje:












































