Norweskie przełęcze - dotknąć nieba
wislak Wyświetlono: 1975 razy 2005-07-01 16:22:17![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.39 (77 głosów) |
Jeździliśmy rowerami trzy tygodnie sierpnia po górskich przełęczach środkowej Norwegii.
Było daleko i bardzo wysoko.
http://www.wisland.republika.pl/
Gieranger, oczywiście Droga Orłów. I znowu nie wspinamy się tą słynną drogą. Poprzednim razem przypłynęliśmy do Geiranger promem z Hellasylt. Teraz jesteśmy nad Drogą Orłów po podjeździe z Norddalsfjorden. Widokowy podjazd, później fjord w dole, oczywiście tkwią na nim jak zwykle wielkie statki z urlopowiczami. No i zjazdy do Geiranger. Jest tego 624 metry. Później lody, fotki, kartki do domu i... podjazd na 1000m.
Po raz drugi rowerem i dalej robi to wrażenie. Widoki na Geiranger coraz śmielsze. Jedzie się jednak dobrze, ruch aut niewielki. A powietrze wspaniałe. Ale im wyżej tym pogoda smutniejsza. Niebo się chmurzy. Mgły snują się po szczytach. Jeszcze przed przełęczą, w zakolu strumienia znajdujemy miejsce na biwak. Woda bardzo zimna, ale kąpiel musi być! Krople deszczu stukają po namiocie. Uff, jakie wygodne spanie na tych norweskich mchach!
Jotunheimen, słynny podjazd od Lom przez Boverdalen. Ciągnęliśmy tam już rowerami przed kilkoma laty. Teraz było łatwiej, bo drugi raz. W dolnej partii szukaliśmy łazienki czyli parkingu z wszystkimi norweskimi szykanami. I dotarliśmy do niej na biwak! Było pranie, mycie, wszystko w ciepłej wodzie, no i oczywiście ognisko nad samą rzeką, szumiącą lodowcem.
Namiot o krok od wody. A następnego dnia przepiękny widokowo podjazd na Sognefjell. To klasyka norweska. W górnych piętrach Leirdalen dojechaliśmy do grupy Czechów. Było ich trzy zespoły. My rozsypaliśmy się pojedyńczo, Tomek wyskoczył do przodu. Wszyscy wiedzieli gdzie meta, na 1434. Każdy miał błysk w oku. Ale Tomek bezkonkurencyjnie był tam pierwszy. A ja, po długim sprincie jako drugi wprawiłem w zdumienie naszych czeskich braci. Oni jechali na lekko. Fajnie! A później jazda przez fjell. Co za wspaniałości. Jest to jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi. Kilka lat temu miałem tu szczęście dwa razy biwakować, smarzyć jajecznicę, pić Johnny Wolkera razem z Tomkiem i Michałem. Później zjazd do Turtagro i wspinaczka na 1300 w kierunku Ovre Ardal. Po drodze wielka chmura z wielkim deszczem, jeszcze przy zjeździe w Bredalen potężny wiatr. Kąsał zimnem, ciskał kroplami deszczu w twarz. Podjazd na przełęcz z dziadkiem-kasownikiem /dla rowerzystów darmo/. Ale przełęcz już w słońcu! A tuż za nią kawałek jagodowej łąki na namiot. Obok strumyk. I jakże piękny widowk w dół, w kierunku Ovre Ardal. Gotujemy kolację, zbieramy jagody i kątem oka zerkamy na widoki w kierunku fjordu.
Następnego dnia zjazd do fjordu jest awanturniczy. Długie, bardzo strome odcinki sprawdzają nasze hamulce. Kilka lat temu ciągnęło tutaj do góry dwóch naszych kolegów z Grupy Rowerowej GLOB . Mieli chłopaki co robić! My mamy upalny dzień, objadamy się dzikimi malinami i opuszczamy wąskim asfaltem do Ovre Ardal.
| Oceń relację |
NorwegiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















