Meksyk
Kinga Wyświetlono: 1327 razy 2005-06-30 20:41:55![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.67 (76 głosów) |
16 pazdziernik 1999
Wypelnilam juz drobnym druczkiem wszystkie kartki pamietnika, ktory towarzyszyl mi od wylotu z Polski. Starczyl dokladnie na cala Ameryke Polnocna. Nowy pamietnik otwirera nowy rozdzial podrozy.
Od dawna marzylam juz o Meksyku i Ameryce Poludniowej. Przyszlo mi czekac rok, dokladnie rok i tydzien od opuszczenia Polski zanim tu trafilsmy. Ale w koncu jestesmy. Odwiezli nas Jason z Liliana. Wczoraj do San Diego, dzisiaj do granicy, gdzie z Jasona samochodu przesiedlismy sie na autobus do Tijuany. Po doswiadczeniach sprzed paru miesiecy nie mielismy ochoty spedzac w tym miescie wiecej czasu niz to konieczne, wiec kolejny autobus zawiozl nas wszystkich do Rosarito - nadmorskiego, turystycznego miasteczka na poludnie od Tijuany. Planowalismy juz od Meksyku przejsc na normalna diete. Tzn. ja ciagle na weganska, a Chopin na wegetarianska, ale gotowana diete. Bedziemy dalej jesc mase surowych owocow i w miare mozliwosci warzyw, ale jedzenie jest czescia kultury kazdego kraju, czescia ktorej nie chcemy ominac. A na surowej diecie nie mglibysmy posmakowac prawie zadnych meksykanskich potraw. Mam wrazenie, ze bycie weganka moze byc wystarczajaco trudne. Wiec, pierwsza rzecz po przybyciu - poszlismy do restauracji i po osmiu miesiacach totalnie na surowo, pyszne "veggie burrito", ryz i fasolka staly sie naszym pierwszym gotowanym posilkiem. Dziwne uczucie, czuc cos goracego w ustach. Musze przyznac, ze smakowalo mi bardzo i wypelnilo mnie na reszte dnia i nocy.
Potem plaza, zdjecia na uliczkach Rosarito i w koncu mila knajpka nad brzegiem oceanu. Drinki, Tequila, muzyka, tance. Na zewnatrz muzyka na zywo na scenie. Przed scena plazowy piasek, dwa ogniska, palmy. Poszalelismy, potanczylismy jak nigdy. Do samego konca, kiedy to juz nie bylo nikogo, oprocz zespolu i nas, i wszystkie piosenki dedykowane dla "amigos de Polonia".
17 pazdziernik 1999
W nocy, po szalonej imprezie pozegnalismy Jasona i Liliane, ktorzy wzieli taksowke z powrotem do granicy, a nas po drodze wysadzili pare kilometrow za miasteczkiem, przy plazy. Zostalismy sami. W Meksyku. Domem na pierwsza noc stala sie plaza z szumem olbrzymich fal. Obudzilo nas slonce. Zjadamy na sniadanie reszte winogron, przywiezionych jeszcze ze Stanow i ruszamy. Nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazic jak tu bedzie i co nas czeka. Zobaczymy.
Ciekawi bylismy jak tu ze stopem. Pierwsze doswiadczenie pokazuje, ze moze byc troche trudniej, bo wszyscy jezdza maksymalnie zapakowani. Ale pierwsze prawo stopu dziala tak jak wszedzie - predzej czy pozniej ktos sie zatrzyma. Pierwszy byl Amerykanin z meksykanska kobieta. Potem lokalna rodzinka z masa dzieci zabrala nas na pake pickup'a az do Ensenada. Tam zakupy w supermarkecie, za jakiegos dolara i 20 centow caly kilogram kukurydzianych "tortillias" (okragle, cienkie placki, popularne tutaj jak u nas chleb), avocado, pomidory, cilantro. I wieczorem przy ognisku rewlacyjne tortillias z guacamole (pyszna pasta z avocado). Zabrala nas parka w naszym mniej wiecej wieku, samochodem - campingiem. On z Kaliforni, ona z Francji.
| Oceń relację |
MeksykWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














