Kambodża
darpeg Wyświetlono: 450 razy 2005-06-30 20:13:04![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.18 (56 głosów) |
Następnie rozpoczęła się przygoda z Kambodżą. Już pierwszego dnia spaliśmy w chacie bambusowej. Zostaliśmy ugoszczeni suszoną rybą, ryżem i gałęźmi palmy cukrowej. Najwięcej trudności przysporzyło nam zrywanie kory zębami. Kambodżańska droga przebiła nasze najgorsze wyobrażenia: brak asfaltu, niewidoczne dziury "na pół koła" pokryte grubą warstwą błota sprawiły, że nasza średnia prędkość nie przekraczała 10 km/h. Próby szybszej jazdy kończyły się upadkiem w lepką maź. W końcu dotarliśmy do stolicy Phnom Penh, gdzie byliśmy gośćmi Ambasady RP. W stolicy Kambodży niesamowite wrażenie zrobiły na nas miejsca terroru Pol Pota i Pałac Królewski.
Dalej przemierzając Kambodżę zachwycaliśmy się pięknem krajobrazu. Zalane pola ryżowe, wystające gdzieniegdzie 30 metrowe palmy i pasące się zwierzęta na zalanych polach. Chyba przed wyjazdem niespodziewaliśmy się, że tak pięknie wygląda ten kawałek świata - jak z bajki !!!. Często przed rowerem widzieliśmy groźnie wyglądające jaskrawozielone wężoloty, które bardzo szybko pełzając przecinały nam drogę. Pomimo pory monsunowej w Kambodży przyszło nam zmagać się z gorącem i suszą. Samochody poruszające się szutrową drogą o pięknej pomarańczowej barwie strasznie kurzyły za sobą. Kurz osadzał się wszędzie: na naszych spoconych ubraniach, a nawet na zębach i oczach. Często musieliśmy używać kropli do oczu. Kambodża jest aktualnie krajem bezpiecznym. Kraj ten sprawia momentami wrażenie jakby czas zatrzymał się tutaj w XIX wieku. Wozy z drewnianymi kołami, ludzie polujący harpunami np. na węże to częsty widok.
Najlepszym miejscem noclegowym dla nas w Kambodży okazały się świątynie buddyjskie ponieważ ludzie w przeciwieństwie do tych z poprzednio odwiedzonych państw żądali pieniędzy (czasami niebotycznych kwot) za przenocowanie w domu pomimo tego, że można było to odebrać jako gościnność (oczywiście były wyjątki od reguły). Jedynym minusem noclegu w świątyni była pobudka o czwartej rano (łomot bębna) i brak prywatności (na całe szczęście ciekawscy mnisi nie chodzili za nami tylko do WCJ). Hotele były oddalone o 100 km od siebie a przejechanie takiego dystansu strasznie dziurawą drogą w przeciągu jednego dnia było niemałym wyczynem dlatego spaliśmy tam rzadko. Jadłospis jadąc przez kambodżańskie wioski jest bardzo ubogi. Jedliśmy np. węże z grilla, zupki instant. W drodze duże wrażenie zrobiła na nas świątynia w Udong. W dalszej kolejności odwiedziliśmy świątynie Sambor Prei Kuk i Angkor. W drodze z Siem Reap do Angkor mieliśmy niesamowitą przygodę z dzikimi małpami, które ukradły nam banany, (czyli nasz obiad) z naszej sakwy.
20 km przed miejscowością Sisophon nasz sprzęt zawiódł po raz pierwszy - urwało się koło w naszej przyczepce (przyczyną tego było 420 km fatalnej drogi, przeciążenie jej suvenirami i nadmierne ciśnienie w ogumieniu). W tej sytuacji złapaliśmy auto-stopa i dojechaliśmy do najbliższego warsztatu, gdzie tokarz(fot.) przerobił zawór na ośkę do naszej przyczepki.
W Kambodży po raz pierwszy zobaczyliśmy jak wyglądają mniszki. Obserwując spokojne życie Khmerów niejednokrotnie zastanawialiśmy się, czy lepiej jest żyć w biedzie ale bez gonitwy i problemów tak jak tam, czy w takim stylu jak w Europie.
Na zakończenie wjechaliśmy z powrotem do Tajlandii, kraju o zdecydowanie wyższym standardzie życia, w którym ludzie są uśmiechnięci i równie gościnni.
| Oceń relację |
KambodżaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















