jacht: s/y Politechnika (Opal)
trasa: Stavanger (Norwegia) - Bergen - Lerwick (Szkocja) - Fair Isle - Kirkwall - Edynburg - Stromness - Scrabster - Wick - Peterhead - Skagen (Dania)
termin: 07-28.VIII. 1999
Morze Północne czyli norweskie fiordy i szkocka krata

Maciek2005-06-22 12:21:19
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
wiało, mianowicie stamtąd dokąd mieliśmy płynąć. Morze było w coraz gorszym stanie i my również. Spanie stało się niemożliwe. Mogliśmy się jedynie pokusić o bardzo lekką drzemkę z chwilowym wyłączeniem świadomości.
Następnego dnia absolutnie nie dało się płynąć na żaglach ani na silniku. Stanęliśmy w dryfie. Życie na jachcie na pewien czas zamarło. Każdy starał się przyjąć pozycję jak najbardziej zbliżoną do horyzontalnej i przetrwać... Wynik miotania się na fali był taki, że podarł nam się bezan w strzępy i jak się okazało główny kompas pokładowy urwał się ze swych zawieszeń, a GPS przestał działać. Tu zaskoczył nas kapitan, ponieważ posiadał.... swojego, kieszonkowego GPSa! Po 7 godzinach stania w dryfie wiatr na tyle zmniejszył swą siłę, że można było iść na silniku (niewiele, bo 1,5 węzła [ok.3 km/h] ale zawsze do przodu), dodatkowo zaczął odkręcać na właściwy kierunek.
W ciągu kilkunastu godzin wianie jeszcze bardziej się zmniejszyło, postawiliśmy więc żagle i odstawiliśmy silnik. W nocy szliśmy pełnym kursem prosto do Skagen z prędkością 7-8 węzłów. Mimo szybkości nie mogliśmy nadrobić tych godzin "piłowania" pod wiatr i to w niezbyt korzystnym kierunku oraz godzin dryfu.
Opuszczamy Lerwick
I pomyśleć, że mieliśmy sześć dni na pokonanie tej trasy, co przy korzystnych warunkach skończyłoby się na 3-4 dniach i odwiedzeniu jeszcze jednego portu duńskiego. Niepokój następnej załogi spowodowany naszym spóźnieniem został uprzedzony. Pomogły nam w tym telefony komórkowe, które na Skageraku działały bez zarzutu. Ruch w tych stronach nieustanny. Co rusz to mijały nas pływające "kamienice".
Skagen.Dania.
Poza wrażeniami wzrokowymi ze względu na owe pływające "domy", przy podejściu do portu w Skagen najpierw wstrząsu doznał nasz zmysł powonienia ze względu na odór od przetwórni mączki rybnej, a później nasz zmysł słuchu ze względu na imprezę w marinie. Oszołomieni cywilizacją dobiliśmy tradycyjnie do rybackiej kei gdzie było ujęcie wody (w marinie i tak pewnie byśmy się nie zmieścili pod względem długości i zanurzenia). Mieliśmy pół dnia spóźnienia i trzeba było szybko uwinąć się z myciem jachtu, siebie i pakowaniem do samochodu. Bosman powiedział, że rybacy nie lubią jak jachty stają przy ich kei ale, że jest weekend a my po 6 niełatwych dobach na morzu, to możemy stać dopóki nie umyjemy jachtu i później przycumować się do jednego z kutrów, żeby nie zabierać miejsca przy hydrancie. Na pytanie o upragnione prysznice Master powiedział, że są płatne. Po czym dał każdemu po 10 koron, podobno to dlatego, że jesteśmy z Polski!? Nie wnikaliśmy w to, czy tak biednie wyglądaliśmy, czy po prostu miał sentyment do naszego narodu, tylko po prostu poszliśmy się umyć.
Późniejsze godziny to już tylko kalejdoskop. Jednostajny szum, postoje, granice i znów kilometry nawijane na koła naszego Volkswagena Transportera.....
Tekst i zdjęcia: Agnieszka Czernek-Olszewska
www.blue-sails.com
Zobacz zdjęcia:
Wielka Brytania
,
Norwegia
,
Dania
Wielka Brytania - wybierz obszar, który cię interesuje:











































