Egipt 2004
mm1 Wyświetlono: 971 razy 2005-06-21 19:23:55![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.95 (56 głosów) |
EGIPT 2004
Więcej informacji na stronie: http://republika.pl/maniecka/index.html
Czas trwania podróży: 30.01.2004-13.02.2004
Ilość uczestników: 3-5 osoby
Trasa: Warszawa-Hurghada-Luksor-Esna-Edfu-Kom Ombo-Asuan-Abu Simbel-Asuan-Asjut-Charga-Dahla-Farafra-Baharija-Kair-Hurghada-Warszawa
Koszt: samolot 1200 PLN/os i około 200 $
Waluta: 1 $=6,20ŁE; 1 EUR=7,78-8,20ŁE; 1 ŁE (funt egipski)=0,62 PLN
EGIPT-DZIENNIK PODRÓŻY
Dzień 1 (piątek 30.01.2004)
W mroźny, styczniowy ranek o godzinie dziewiątej lotnisko w Warszawie żyje już własnym rytmem, nadając mu właściwe tempo. Rozglądam się za współtowarzyszami podróży obserwując wlewające się tłumy do terminalu. Przy stolikach i na niewygodnych krzesełkach, zrezygnowane osoby czekają na autobus do miasta, bądź też na samolot w kierunku jedynie dla nich wiadomym. Na ich twarzach brak radości i entuzjazmu. Większość oczekujących to zapewne klienci biur podróży – część poleci ze mną do Egiptu – inni może nawet na krańce świata. By jednak polecieć do kraju faraonów, muszę odebrać bilety u agenta Selectoursu. Jestem niezadowolona, bo okazuje się, że będzie to możliwe dopiero o 10.00. Trudno, trzeba poczekać, pozostaje pokręcić się po lotnisku i poszukać towarzyszy podróży. Opłacało się, o 9.30 spotykam Romana, lecz gdzie Andrzej się podział? – niezły początek podróży. Zaczynam się denerwować, powinien już być. Różne niepokojące myśli zaczynają się odzywać. Punktualnie o 10.00 jestem przy okienku, lecz zdezorientowana dziewczyna nie jest pewna, czy ma już wydawać bilety i jeszcze gdzieś dzwoni. Wreszcie ściskając w ręku bilety a nie ”kamyk zielony” jestem happy. Wszystko można zostawić z tyłu. Kiedy pasażerów z naszego samolotu zaczynają wpuszczać do odpowiedniej bramki, Andrzeja jak nie było tak nie ma. Roman jeszcze próbuje dzwonić na jego komórkę, lecz na próżno. W końcu o 10.30, powolnym krokiem wprawnego turysty wpada do hali. Ekipa w komplecie, czas wyruszać. Już spokojni, przechodzimy przez odprawę celną i łazimy po sklepach, by zabić czas i skrócić maksymalnie oczekiwanie. Wchodząc do samolotu, upewniamy się, czy skrzydła ma dobrze umocowane i czy nie odpadną po drodze. Jest dobrze, na nasze oko „fachowca” wszystko jest OK. Samolot jest mały i ładnie pomalowany, jednak w środku pozostawia niemiłe wrażenie i zastanawiamy się, czy aby doleci. W małej puszce 180 osób zostaje poukładane jak sardynki. Dobrze, że przynajmniej w pozycji siedzącej. Ufamy jednak Arabskim liniom lotniczym i odlatujemy punktualnie o 12.00. Dosyć długo czekamy na jedzonko, a kiedy już dostajemy okazuje się, że ilość i jakość prowiantu nie każdego satysfakcjonuje (pierś z kurczaka, ryż, sałatka, dwie bułeczki, serek masło i ciastko).
| Oceń relację |
Komentarze
EgiptWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















Wybacz, ale jeżeli dla Was ludzi dość dorosłych obecność na pokładzie samolotu terrorystów, czy jak piszesz ludzi bin Ladena jest gwarancją dobrej zabawy to jesteś skończoną idiotką!!!
Tyle pisaniny i zero treści. Chyba robiłaś notatki z tego kto co kiedy zjadł i kiedy udało się andrzejowi wejść gdzieś na legitymacje nauczycielską.