• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Galindia - Mazurski Eden

nikt_inny Wyświetlono: 3352 razy 2005-06-15 00:35:06
  Ocena:2.44 (68 głosów)


Nie ulega wątpliwości, że to najbardziej zaczarowane miejsce na Mazurach jakie kiedykolwiek widziałem, wiem co piszę ponieważ sam pochodzę z Mazur. ;)

Po pokazaniu zdjęć z Wypadu do Galindii kolezanka w pracy zapytała mnie najpierw "czy to miejsce znajduje się w Polsce?" następne jej pytanie brzmiało: "kiedy to było? 200 lat temu?" ;)) - nie, odpowiedziałem, wczoraj ;))

Jadąc przez las już czuje sie przez skórę że to będzie coś niezwykłego.. przy drodze do Galindii drzewa powsadzane są korzeniami do góry! Nie napadnięto mnie tam niestety.. bo to dodatkowa atrakcja, ale napady i gwałty są oczywiście dziełem Galindów, czasami zdarza się że napadną nie ta grupę co trzeba, wtedy zagraniczni turyści myślą że zostali napadnięci przez miejscowych polaków! (tam to musi być dopiero zacofanie, skoro myslą że chodzimy jeszcze wciąż w skórach i z maczugami ;)


Napady to tylko początek atrakcji, do zwiedzania są jeszcze lochy, jaskinie, groty w których mozna się napić piwa.. i nie tylko.. sala do gry w kości ... Jaćwingów.. Kobiety - nie zdziwcie się jeśli będą tam zwać was nałożnicami!

Galindowie pomimo groźnego wyglądu są bardzo spokojni, nie nalezy sie ich bać. Ze wspomnień zostały mi juz tylko strzępki... niestety. .. dzielę się tymi wspomnieniami i jakby każdy wyrywał się po kawałku.. najwyższy czas znowu je odświeżyć.. a jeszcze przeciez do obejrzenia, Krutyń.. którą nie płynąłem, Park dzikich zwierząt w Kadzidłowie, ..


Bursztynowa komnata, Wielkie psy strzeżące wejscia.. Galindówki... może i ja kiedyś dostąpię zaszczytu i bedę kiedyś mógł być pasowany na Galinda przez samego Izegusa II ;)) ????

Cezary Kubacki - właściciel Galindii to przedewszystkim osobowość, potrafi opowiadać z przejęciem nieprawdopodobne historie o Galindach o historii, wierzeniach, pomysłach.. .... w jednej z ksiąg pamiątkowych przeczytałem: "Każdy z nas ma marzenia, ale nie każdy je realizuje"

Cezary.. realizuje je napewno jak nikt z nas.. nie tylko odtwarza legendy ale także je tworzy Tego nie da się opisać to trzeba po prostu zobaczyć...

Autor wspomnień: Michał (nikt_inny@yahoo.com)

Dodatkowe informacje: http://www.galindia.com.pl


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

Komentarze

  • Pozbawiona magicznych wspomnień / 2011-08-03
    Ach Galindia, Galindia

    W tym roku (2011) wybraliśmy się z mężem na wakacje sentymentalne po Mazurach. Zaplanowaliśmy odwiedzenie miejsc, które często wspominamy, miejsc z których przywieźliśmy wspomnienia, które zostaną z nami na całe nasze życie. Towarzyszką podróży była nasza córeczka, której chcieliśmy pokazać te wszystkie cuda.
    Na naszej wspomnieniowej trasie była Galindia, postanowiliśmy tu zjeść obiad, a na deser może jakieś lody, kawa.

    Dawniej
    Gościliśmy w niej tak dawno, że aż strach szukać w pamięci ile lat upłynęło.
    Pora roku i czas nie sprzyjał wówczas wypadom, było zimno, mokro, popadywał śnieg, choć padać już nie powinien a na jeziorach utrzymywał się jeszcze lód.

    Jechaliśmy do Galindii dług,o po leśnej rozmiękłej drodze, powoli tracąc nadzieję,
    że dojedziemy dokądkolwiek. Wzajemnie skrywaliśmy myśl, a może jednak zawrócić.
    Wyjechaliśmy wreszcie na polanę, między drzewami stał dom. Taki jaki każdy kochający zieleń, ciszę i święty spokój chciałby mieć na własność.

    Weszliśmy do środka, omijając leżące na schodach piękne, ogromne psy, których nasze przybycie w ogóle nie zajmowało. W halu pachniało świeżym drewnem, już było pięknie.
    Dostaliśmy klucze do pokoju ?...jak chcecie to je weźcie, ale wszystkie pokoje są pootwierane, jesteście jedynymi gośćmi?.
    Przywitał nas przestronny pokój z pięknym widokiem i przestroga ?...tylko uważajcie, bo są drzwi na taras, ale tarasu jeszcze nie ma, a to dość wysoko?.
    Było zimno, ale z drugiej strony było tak bajkowo, że zupełnie nam to nie przeszkadzało. Na noc dostaliśmy piecyki i dodatkowe koce.

    W jadalni byliśmy sami z panią kucharką, oj Ona to nas rozpieszczała: ?...to co wam zrobić na obiad, o której przyjdziecie, jakby coś wam wypadło to poczekam?.
    Na śniadania mieliśmy schodzić jak się dobrze wyśpimy, no bo przyjechaliśmy na odpoczynek.
    W tym czasie budowały się owiane tajemnicą groty. Czasami nieśmiało udawało się nam coś podejrzeć.
    Na odjezdnym gospodarze opowiedzieli nam kilka anegdot o Galindii i jej gościach o dawnych czasach i życiu ludzi w skórach.
    Było tak, że ... ach trudno uwierzyć, że tak było!

    Lipiec 2011
    Jedziemy przez las, droga leśna, ale jakże inna od tej dawnej w dużej części wyasfaltowana. Nie jesteśmy sami na drodze. Mijają nas różne samochody. Jesteśmy już blisko, ale co to? Korek? W lesie? Wychodzić z samochodu się nie chce, bo oczywiście siąpi deszcz. Czekamy chwile, dłuższą chwilę i ...to niemożliwe, idzie w kierunku samochodów pani i sprzedaje ...bilety na wjazd na teren hotelu po 10 zł za osobę.
    Mówię po co przyjechaliśmy ?...to nie ma znaczenia, że jedziecie Państwo na obiad zapłacić trzeba, bo są atrakcje.
    A jakie? ...no różne i za ich oglądanie się płaci.?

    Moje uwagi
    Nie wjechaliśmy i nie chodziło tu o te 10 zł od osoby, po prostu wszystko ma swoje granice. (Tak trzeźwo licząc, w restauracji, z pewnością wydałabym znacznie więcej. Ale to już nie moja kalkulacja)
    Czy jakieś granice znają właściciele obiektu, którzy już tak na wszystkim chcą robić ?kasę?, że zapomnieli, iż było to miejsce magiczne, że nie zauważyli, że zjadła ich komercja?

    Acha ! proszę poczytać na forach opinie osób ?związanych od środka? z Galindią.
    Bardzo ciekawa lektura i pocieszająca, że nie tylko ja się?czepiam?.

    Podsumowanie
    Bywałam, bywam tu i tam w różnych miejscach. Ciekawych i nieciekawych, ładnych i mniej ładnych. W takich w których można dobrze zjeść lub coś przekąsić. Odpocząć lub przenocować. Gdzie wśród historii, architektury czy krajobrazu znajduje się, tak zwyczajnie kawiarnia, restauracja, jakiś bar. I nikt nie ma zamiaru odebrać nam dobrego nastroju pobieraniem opłaty za rozglądanie się wokoło.
    To tak jakbyśmy szli z przyjaciółmi, na kawę, do Bristolu i przechodząc przez secesyjne wnętrza musieli zapłacić portierowi za bilet, lub idąc z dzieckiem na niedzielne lody do Łazienek Królewskich wykupić kartę wstępu.
    No i myślę, że jednak nie powinniśmy porównywać tych miejsc.

    Prośba
    Kochani, nie wracajcie do miejsc niezwykłych!
    Żyjcie wspomnieniami, bo czar może prysnąć i nie będziecie mieli o czym myśleć siedząc w wygodnym fotelu w ciepłych kapciach na zmęczonych, minionymi wędrówkami nogach.
  • www.urbaniakpm.de / 2011-07-04
    Niesprawiedliwe sa tak krytyczne opisy Galindii. To specyficzne miejsce. Odwiedzam je od ponad 30lat i znam jeszcze z czasow, kiedy stala tam tylko malutka chatka rybacka, pozbawiona elektrycznosci, ogrzewania i wody z kranu. Woda z jeziora byla ochloda dla ciala w upalne (wtedy) lata a zima snieg i lod sprawial, ze tafla jeziora stawala sie zaczarowanym dywanem galindowych trzesawisk. Tylko lodzie rybakow przybijaly do brzegu i wyrzucaly nam na brzeg zapasy prowiantu. Tak naprawde nic sie tam nie zmienilo. Budenek mieszkalny stal sie ciekawie rozbudowanym i dobudowywanym fragmentem starej rybackiej chaty. Hotelem zostal w zwiazku z niezwykle liczna frekfencja starych bywalcow, ktorzy wiernie przybywali i czynia to dzis. kiedys z namiotami, potem z karawanami, w miare czasu i kondycji fizycznej...w pokojach goscinnych. Galindowe siedzisko nie zostalo zbudowane dla celow globalnego hotelarstwa tylko dorastalo i rozrastalo sie, co chwila przybywaly nowe wizje i pomysly niezwykle zmyslowych i dobrodusznych wlascicieli. Architektura Hotelu Galindia powstawala..., harmonijnie wrastala w prastare konary borow i magicznego jeziora. Zatoki galindowe zawsze byly zrodlem duchowego oczyszczenia oraz centrum specyficznego czakranu, emitujacego zielarskie zapachy i cudotworcze mysli. Standart techniczny byl od samego pocztku oczkiem w glowie wlascicieli. Trudno zaczynali. Towarzyszylem w wysilkach planowania i konstruowania. Dzisiejszu obiekt hotelowy zawsze byl miejscem zamieszkania rodziny Panstwa Kubackich, otwartym dla wszystkich, nie zamykanym na hotelowy kluczyk. Otwartosc oraz goscinnosc byla czyms normalnym. I to pozostalo do dzisiaj. Kiedys spontaniczne rachunki dla przyjezdnych gosci pisano dlugim patykiem z olchy na galindowej ziemi. Dzisiaj jest juz inaczej. Jednak nigdy nie zawita do Galindi zadna platikowa karta platnicza.
    Hotel Galindia ma swoj styl. Staroeuropejskie slowo hospitalizacja: najbardziej i najtrafniej okresla materie tego miejsca. Istnieja notoryczne problemy w woda, nienaprawialne, zwiazane z silnymi pokladami zelaza w galindowej ziemi. Zawsze mieliscmy czarne zeby od plukania zebow woda galinowa, dlatego nie zawsze reczniki i bielizna hotelowa lsni jaskrawa bieloscia. Ekologiczny sposob myslenia zmusza wlascicieli do notorycznego przyjmowania krytycznych uwag. Nalezy zaakceptowac, ze Galindia znajduje sie w srodku rezerwatu przyrody. Sama ona jest przyroda i natura. Energia elektryczna, z ktora dzisiaj obcujemy w Galindii, jest trudna do uzyskania. nalezy ja uszanowac!!!
    Miejsce to jest sensualistycznym przedzialem z nieodkrytych jeszcze oficjalnie przedzialow czasowych. Nie wspominam juz o regularnie pojawiajacych sie tam obiektach niezidentyfikowanych ktore raz po raz rozladowuja na kilka minut elektrycznosc. Z pewnoscia klopotliwe to dla wczasowicza. lecz tacy tam w zasadzie nie przyjezdzaja..
    Obserwujemy nocne niebo, wpatrzeni w niesmiertelny ogiem ogniskowy. Sluchamy nocnych szumow jeziornej trzciny. Wypuszczamy sie na upojne nokturny kajakowe po krutyni.
    Polecam wszystkim Bozonarodzeniowe pobyty w gronie rodzinnym Panstwa Kubackich...., przy galindowym kominku, przy goscinnym stole. Wtedy czar i magia tego miejsca staje sie juz nierozerwalna rzeczywistoscia...
    Urocze, malownicze, czarodziejskie miejsce.......
  • głodny / 2011-05-26
    10 zl za wejscie do restauracji bo trzeba przejsc przez piwnice (groty) ktora juz widzielismy,a w restauracji pusto, czekalismy az ktos z obslugi do nas podejdzie,nikogo nie bylo i nikt nie podszedl. zabralismy sie z tamtad. 40 zl w bloto , a droga dojazdowa gorsza niz dojazd do budowy. nie polecam i odradzam
  • praktykantka / 2011-01-28
    praktykance niżej przyznam racje. w Galindii na praktyce robi się rzeczy, które nie należą do naszych obowiązków, z którymi w ogóle nie powinnyśmy mieć doczynienia.. np,czyszczenie fug szczoteczkami, odkurzanie ścian-to zadania dla hotelarza? wątpie. sami mają ręcę to niech się sami wezmą za robotę a nie innych wykorzystują. Jest tam recepcjonistka Ewa taka blondynka z krótkimi włosami, obsługuje też gości jest ona fałszywa, podsłuchuje gości, pracowników, praktykantów i wszystko przekazuje szefowej, juz kilka osób przez nia wyleciało, idiotka jakich malo, za wszelka cene próbuje się podlizać, żeby właścicielka ja najbardziej lubiła, a reszta i tak ma ją w dupie. Szefowa p.Kubacka jest strasznie skąpa, wszytskiego załuje, czepia się każdego, dla niej nigdy nic nie będzie dobrze zrobione, jednym słowem Zołza. Jej mąż jest nawet człowiekiem sympatycznym. Brat szefowej-barman jest totalnym kretynem, wszyscy się go boja bo niby tak umie dowalić, a jak się zacznie już z nim kłócić to idiota nie wie co zrobić tak naprawdę, nie może znieść tego, że ktoś ma rację a nie on.
    Jedzie ogólnie tam jest pyszne, bylo by jeszcze lepsze gdyby włascicielka tak nie oszczedzala.

    to tyle co chciałam powiedzieć. ;D
  • Marcin / 2009-07-18
    Witam
    Dziś miałem okazję odwiedzić z rodzina wspaniałą Galindię (wg niektórych forumowiczów). Jeśli moderator nie usunie tego wątku to chciałbym poinformować Państwa z moimi spostrzerzeniami. Po wjeździe na teren nigdzie nie ma oznakowania kierunku zwiedzania. kręciłem sie w kółko z dziećmi jak kretyn chcąc zainteresować je czymkolwiek. Największą atrakcją jaką odkryłem była chuśtawka przy grilu. strasznie drażniace były tabliczki z napisami: nie dotykać, nie siadać, nie wchodzić, Private :). Wiadomo jak dzieci każde chciało tego co było zabronione. Chodziliśmy około 45 minut i szukaliśmy jakiejś specjalnej atrakcji, od kobiety sprzedającej przy recepcji pamiątki dowiedzieliśmy się o dwóch głównych atrakcjach Galindii: Bar gdzie sprzedaja nie pasteryzowane piwo (bardzo polecała) oraz grill i drugi bar w którym można było zjeść karkówkę i kiełbase. Super atrakcję dla dzieci - polecamy jak ktoś chce wydać 10 zł za wejście od osoby i oglądanie wystruganych rzeźb z drewna (to jedyne co było piękne). Właściciel powinnien zadbać o właściwe oznakowanie trasy zwiedzania (a nie tabliczek z zakazami) bo czytając te forum widzę że dużo moją rodzinę omineło. Dla mnie strata czasu i pieniędzy oraz zawiedzione dzieci.
  • Marzanna / 2009-07-05
    To wszystko jest żenujące. Ci ludzie poprzebierani w skóry nawet nie pomyślą ile zwierząt zginęło po to tylko, żeby mogli robić z siebie pośmiewisko. A Izegus II i "piękna" Helena II ...
  • kasia / 2009-06-06
    galindia jest cudowna magiczna niebiańska i nieziemska.amen.może tym razem mój komentarz nie zostanie usunięty tak jak poprzedni wyrażający moją prawdziwą opinie.a autor wspomnień jest twórca strony internetowej galindii więc jego wspomnienia są nieco komercyjne
  • kasia asia / 2009-06-06
    ceny z kosmosu,standard żałosny,jedzenie paskudne w smaku.gdyby właściciele musieli polegać na indywidualnym kliencie to już dawno musieli by zwinąć żagle.jedyny zysk mają tam z grup zorganizowanych.co do much to święta prawda.a gdy wynajmuje pokój za 450 zł i widzę że karnisz zrobiony jest z rurki pcv a wyposażenie przypomina mix hotelu robotniczego ze snem pijanego drwala to mam prawo być rozczarowana.
  • Beata / 2009-04-15
    Tylko szkoda ze Ci co tam pracują badź pracowali są innego zdania...ja tam pracowalam i wiem jedno nigdy ale to nigdy nie zjadlabym żadnego posiłku tam... Czy wiecie ze to co upadnie na podłogę szefowa tego ekskluzywnego hotelu podnosi plucze i kładzie spowrotem na talerz kaząc zanieść to gościom? to co goście nie dojedzą na obiad a jest całe to kaze przenosić z jednego talerza na drugi i też podać ale już innemu gościowi? Nie jest to bajką ale prawdą pracowałam tam i właśnie ze wzlędu na takie zachowanie szefostwa poprostu zwolniłam się i kazdy kto tam zaczyna pracować nie wytrzymuje dłuzej niż miesiąc a jedzenie kupują sobie sami bo nikt z personelu nie ma ochoty jeść po gościach resztek
  • izolda / 2008-01-09
    GALINDIA JEST PRZEPIEKNYM MIEJSCEM! ZNAM JA OD ZAPLECZA PONIEWAZ ODBYWALAM TAM SWOJA SZKOLNA PRAKTYKE. NIESAMOWITY KLIMAT! WSPANIALI LUDZIE! TO JEST JAK BAJKA! CISZA,SPOKOJ,WODA,PRZYRODA... UCIECZKA OD WSPOLCZESNEGO SWIATA...WOLNOSC! NIE POTRAFIE UBRAC W SLOWA TEGO CO CHCIALABYM POWIEDZIEC! ZACHECAM DO POJECHANIA W TO MIEJSCE,JA SAMA JEZDZE TAM KILKA RAZY W ROKU CHODZ OD PRAKTYK MINELO JUZ TROCHE CZASU:) MOGLABYM O TYM PISAC BEZ KONCA! NIESLYCHANE CUDO...;) POLECAM!!!
  • natalia / 2006-05-04
    tego się nie da opisac to tzreba zobaczyć koniecznie!!!. Poprostu coś wspanialego, te rzeźby, ten klimat, poprostu wioska cudów CUDOWNIE
  • Ron / 2005-12-07
    Fajnie widzieć jak osoby związane z Galindią zamiast poczynić wysiłek, aby poprawić obsługę na miejscu podejmują się "obrony Częstochowy" na forum ;))))
    Hotele o porównywalnych cenach i NIEPORÓWNYWALNIE wyższym standardzie i kulturze obsługi, to chociażby: Dwór Oliwski w Gdańsku, Młyn Klekotki, Pałac w Wąsowie.

    Nikt nie wymaga od obsługi padania na kolana - chodzi o elastyczność i zwykłą uprzejmość.
  • Basia Frączek / 2005-11-30
    Mi Galindia bardzo,ALE TO BARDZO SIĘ PODOBAŁA. tAK NAPRAWDĘ TO JEŚLI KTOŚ SZUKA WYGÓD PROPONUJĘ JECHAĆ DO BRISTOLU. mOIM ZDANIEM gALINDIA JEST MIEJSCEM MAGICZNYM KTÓRE UCZY KOCHAĆ PRZYRODĘ ( BARDZO MAŁO JEST JUŻ TAKICH MIEJSC). jEŻELI KTOŚ NEGATYWNIE I NIEGRZECZNIE PODCHODZI DO PERSONELU NIECH SIĘ NIE SPODZIEWA ŻE BĘDZIE DOBRZE TRAKTOWANY. jEŻELI CHODZI O STANDARD I PERSONEL W SKALI OD1 DO 10 DAŁABYM IM NOTĘ 10. jEST TO MIEJSCE JEDYNE I NIEPOWTARZALNE W SWOIM RODZAJU. nA KONIEC UKŁON DO WŁAŚCICIELI: BARDZO SZANUJĘ I PODZIWIAM OSOBY , KTÓRE MIMO PRZESZKÓD ROBIĄ W ŻYCIU TO CO LUBIĄ I KOCHAJĄ Z TAK WIELKĄ PASJĄ .ŻYCZĘ POWODZENIA. a DO OSÓB KTÓRE NIE BYŁY W GALINDI MOGĘ TYLKO POWIEDZIEĆ , ABY PRZEŻYĆ TEN KLIMAT NIE WYSTARCZY OBEJRZEĆ ZDJĘĆ LUB FILMU TRZEMA TAM BYĆ!!!
  • Golden / 2005-11-11
    Nie wiem Ron w jakich ty Hotelach dotychczas nocowales/las, ale jezeli w Galindi jest serwis na poziomie przydroznego motelu, to ty musiales/las nocowac Hotelach wprost ze snow.....,a moze spalas/les i snil cie sie wielki,piekny hotel,w ktorym wszystko jest mozliwe gdzie kobiety lub mezczyzni (zalezy od upodoban) lataja na kolanach i usluguja Ci.Po takim snie, gdybym sie wybral do Galindi to pewnie wystawilbym jej podobny komentarz....PODOBNY poniewaz Galindi malo brakuje do takiego wlasnie wymarzonego hotelu.
  • Adrian Gwiazdowski / 2005-11-07
    Nie można Galindii porównywać do jakiegoś przydroznego motelu. Obsługa była moim zdaniem bardzoz elastyczna.. właściciele również. Impreza którą zamówiłem dla firmy była dopasowana nawet pod względem tematycznym i wszyscy bawili się świetnie. Szkoda tylko że może co niektórzy zbyt świetnie i mało będą z tej Galindii pamiętali ;)
    Personel uroczy a ręczniki beżowe ;)
    polecam !!!
  • Ron / 2005-11-06
    Poziom obsługi poniżej krytyki! Jedynym atutem Galindii jest jej egzotyka, poza tym przy 5* cenach otrzymuje sie serwis na poziomie przydroznego motelu. Kompletny brak elastycznosci ze strony obslugi i wlascicieli - to klient ma się do nich dostosowac - nigdy odwrotnie. Niegrzeczny i leniwy personel, szarobure ręczniki, niesprzątane pokoje! To tylko mały wycinek braku kompetencji. ODRADZAM!!!!
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje

PolskaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju