• Relacji z podrózy: 17768
  • Zdjęć: 126014
  • Podróżników: 55305
  • Porad: 18827
  • Postów: 209936
  • Tematów: 86872

Rowerami z Melbourne do Brisbane

maksok1 Wyświetlono: razy 2017-01-25 19:27:00
  Ocena:3.00 (5 głosów)


Wycieczka rowerowa w Australii.
Ponownie mamy szczęście ponieważ rozpoczynamy zagraniczną wycieczkę od mieszkania znajomych. Lisa i Kit opiekują się nami w Melbourne, służą za przewodników i oferują wszelką pomoc przy organizacji rowerowej wyprawy wschodnim wybrzeżem Australii. Tym razem z kilku różnych powodów decydujemy się na zakup rowerów na miejscu zamiast przywozu własnych. Pocztą wysyłamy do Lisy sakwy z resztą ekwipunku a w kilka dni po przylocie śmigamy po miejskich ścieżkach rowerowych na nowych ale tanich maszynach. W retrospektywie sądzę że powinniśmy zainwestować trochę więcej australijskich dolarów w porządniejsze pojazdy ale o tym później. W ciągu czterech dni naładowaliśmy akumulatory i dokończyliśmy przygotowania. Przyjemna trasa dla dwukołowców pozwala na bezstresowy wyjazd poza miasto gdzie prawie spokojna choć nie mająca pobocza szosa prowadzi nas poprzez rozległy region winiarski. Teren pagórkowaty zmusza do średniego wysiłku co przy temperaturze dwudziestu pięciu stopni równa się niemałemu zmęczeniu. Już na początek łapię gumę i marzę o lepszych oponach, nie dziwi mnie już że dorzucono nam darmowe dętki. Po południu zjawiamy się na nocleg u gospodarza ze społeczności rowerzystów Warmshowers który zaskakuje nas winem własnej produkcji i chlebem z domowej piekarni. Rozbijamy namiot pomiędzy rzędami winorośli i napychamy wygłodniałe żołądki sytym obiadem. Pierwszy dzień w Australii jest fantastyczny, oby tak dalej. Choć wstajemy przed świtem z krzykiem Kukabury to już o jedenastej słoneczny żar nam doskwiera. Te ptaki o małpim głosie hałasują dwa razy dziennie, witając i żegnając słońce. Dzisiejszy odcinek prowadzi w większości szutrową ścieżką rowerową, jest spokojniej niż szosą ale bardziej męcząco. Po drodze czasami towarzyszą nam białe papugi Kakadu lub czerwono niebieskie Roselle, głośno krzyczą nad głowami. Robimy trzy godzinną sjestę w cieniu eukaliptusa i dopiero po siedemnastej ochładza się wystarczająco na kontynuację. Przed miastem Mansfield zachodzi słońce a napotkany biegacz informuje nas o zamkniętym już sklepie. Jesteśmy głodni i zmęczeni, nowy znajomy widząc naszą rozterkę oferuje nocleg i posiłek. Nie pomyślałbym iż napotkamy tak życzliwych ludzi. W mieście Benalla od upału ratuje klimatyzowana biblioteka i chociaż mieliśmy pedałować dalej to rozbijamy się w parku nad rzeką, na obiad odwiedza nas kilka ciekawskich ptaków a w upalną noc leżymy na waleta w sauno-namiocie próbując wypocząć przed kolejnym dniem. Do Beechworth ruszamy przed świtem, na miejscu znajdujemy browar z dobrym produktem i lokujemy się na nocleg u Karen z Warmshowers. Ponownie już na rowerach witamy wschód słońca co daje nam chłód i piękno pastelowych odcieni nieba. Do południa robimy 65 kilometrów i wypoczywamy w zacienionym parku. Sjesty stają się codziennością przy tym upale.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

REKLAMA


AustraliaWybierz obszar który Cię interesuje

AustraliaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju