• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Tatry to jest to!

arek1 Wyświetlono: 354 razy 2005-05-08 13:08:41
  Ocena:2.68 (34 głosów)


Jarek zawiózł nas na dworzec. Zapakowaliśmy się do pierwszej klasy, bo czemu nie? Dużo gadaliśmy, przeczytaliśmy "Pana Samochodzika i zagadki Fromborka". Drzemaliśmy na zmianę uważajšc na złodziei. Kible nawet w 1 klasie były w fatalnym stanie. O 9 rano dojechaliśmy do Zakopanego.
4.11.2000 - Sobota

Jarek zawiózł nas na dworzec. Zapakowaliśmy się do pierwszej klasy, bo czemu nie? Dużo gadaliśmy, przeczytaliśmy "Pana Samochodzika i zagadki Fromborka". Drzemaliśmy na zmianę uważajšc na złodziei. Kible nawet w 1 klasie były w fatalnym stanie. O 9 rano dojechaliśmy do Zakopanego.

5.11.2000 - Niedziela

Po zameldowaniu i śniadaniu poszliśmy pieszo do miasta, a stamtšd dostaliśmy się PKS-em do Doliny Kościeliskiej. Piękne widoki. Spacer po Jaskini Mroźnej. Niesamowita wspinaczka po drabinie i łańcuchach do Smoczej Jamy (po przejściu Wąwozu Kraków). Największe wrażenia jednak w Jaskini Mylnej, gdzie chwilami trzeba było się czołgać po błocie i kamieniach. Już po wyjściu dywagowaliśmy co by było gdyby latarki wysiadły. Unoraliśmy się nieźle. Dotarliśmy do schroniska na Ornaku, ale o 16.00 trzeba było wracać, bo powoli zmierzch był blisko. Wieczorem pyszna zupa pieczarkowa, schabowy z ziemniakami. Zasnęliśmy zmęczeni na Wiadomościach koło 20.00

6.11.2000 - Poniedziałek

Taksówkarz zabrał nas do Kuźnic skšd zielonym szlakiem maszerowaliśmy na Kasprowy. Wiatr huczał nawet nisko, ale co się działo potem to trudno opisać. Porywy były tak silne, że trzeba było się trzymać kosodrzewiny albo skał. W niektórych miejscach stawaliśmy i czekaliśmy aż wiatr zelżeje. Weszliśmy na Kasprowy, ale nie cieszyliśmy się. Halny wiał tak silnie, że tylko jedno było na myśli. Żeby już się to skończyło. Gdzie się schować. Chwilę przykucnęliśmy na schodku obserwatorium meteorologicznego. Długo szliśmy, a w końcu zeszliśmy do jakiegoś schroniska. Myślałem, że jesteśmy na słowackiej stronie, a okazało się że to Hala Kondracka i szliśmy w zupełnie innym kierunku niż myślałem. Odetchnęliśmy z ulgą na dole. W górze widzieliśmy Giewont. Na obiad krupnik i strogonoff z ziemniakami.

7.11.2000 - Wtorek

Nie mogliśmy się wydostać z miasta, bo padał deszcz i niewielu było chętnych na wycieczkę do Morskiego Oka, ale wreszcie chyba po godzinie bus pojechał. Lało cały czas. Przesiedliśmy się na konny tramwaj. Jechaliśmy tylko we czwórkę (nie liczšc woźnicy i jego pomocnika). Oprócz nas jeszcze sympatyczna dziewczyna chyba z Anglikiem. Konie szły. Przykryli nas kocami, którymi wcześniej okryte były konie. Dobrze, że ten wóz miał daszek. Miły przerywnikiem były, jak mówił powożšcy, "świeże pšczki tylko nie lukrowane". W Parku Narodowym konie strzelajš z d... w wiaderko, które im podstawia sprawnie woźnica. Wreszcie dotarliśmy do celu. Zatkało mnie. Trudno mi było znaleźć słowa żeby opisać taki cud natury. Mimo rzęsistego deszczu zrobiliśmy dużo zdjęć. Obeszliśmy staw dokoła. Z kopyta bryka powiozła nas z powrotem na dół. Wracaliśmy busem z jakąś wycieczką licealistek. Wieczorem byliśmy z Warszawiankami w mieście.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
PolskaWybierz obszar który Cię interesuje

PolskaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju