• Relacji z podrózy: 17768
  • Zdjęć: 126014
  • Podróżników: 54753
  • Porad: 18827
  • Postów: 209722
  • Tematów: 86790

Ludzie i cuda lasu Småland

karud Wyświetlono: razy 2015-02-12 17:59:21
  Ocena:4.71 (87 głosów)


Każdy mój pobyt w Szwecji to oprócz zwiedzania spotkania z ludźmi, obyczajami i lokalną kuchnią. Kocham poukładaną szwedzką prowincję. Tym razem ponad tydzień spędziłem w Smaland.
"Jaki zawód wybrałbyś, gdybyś chciał obrać w życiu inny kierunek?" A odpowiedź to: drwal, i to w takim starym stylu. Wyobraź sobie móc pracować w lesie, z dala od cywilizacji! Wdychać zapach kory i żywicy. Rozpalać ognisko i gotować na nim wodę, gdy przyjdzie ci ochota na kawę. Fizyczna i ciężka praca, która sprawia, że człowiek czuje się wieczorem zmordowany tak bardzo, że zasypia od razu po przyłożeniu głowy do poduszki, a w jego głowie nie ma już żadnych dręczących myśli, które mogłyby się przekraść do snów.
Takie pytanie na prośbę polskiej dziennikarki zadał sam sobie jeden z najpoczytniejszych pisarzy norweskich ostatnich kilku lat. Do niedawna szef wydziału śledczego Okręgu Policji Vestfold, J

Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

Komentarze

  • karud / 2015-02-14
    J?rn Lier Horst, odpowiadając na swoje pytanie wyraził pragnienia ludzi zmęczonych cywilizacją. Wielu mieszkańców skandynawskiej prowincji goniło kiedyś do miast za lepszym zarobkiem, komfortem, szukało modnego stylu życia. Teraz modny jest powrót do korzeni ? do lasu, nad spokojną wodę i do babcinej kuchni. Husmanskost ? gospodarskie jadło, stało się w Szwecji nie tylko chwytliwym hasłem. To dla wielu potomków wikingów niemal stan umysłu. Chcąc poczuć nowego ducha szwedzkiej prowincji prawie dwa tygodnie obcowałem z ludźmi i osobliwościami lasu Sm?land.
    Glosebo
    W połowie września Germunda zastałem podczas zbioru jabłek. Jeździł małym ogrodowym ciągnikiem po sadzie i owocami napełniał kolejną aluminiową skrzynię. Nazajutrz z sąsiadem mieli wytłoczyć i rozlać do kartonów trzysta litrów naturalnego soku. To ich coroczny jesienny spektakl. Do spółki kupili kiedyś nawet specjalną maszynę. Część produkcji sprzedają, część rozdają rodzinie a resztę wykorzystują w domowej kuchni. Mój znajomy, były pilot myśliwców, osiadł na leśnej farmie odziedziczonej po przodkach. Glosebo G?rd należy do tego samego rodu od czasów Średniowiecza. Ściany obecnych budynków gospodarskich stawiano z kamienia odzyskanego z opuszczonej w okresie Czarnej Śmierci rodzinnej kaplicy. Germund gospodaruje na 42. hektarach lasu - handluje drewnem i odnawia drzewostan. Równocześnie hoduje daniele i jelenie szlachetne. Poluje, przetwarza mięso z dziczyzny, tresuje psy i kolekcjonuje whisky. Ma bardzo popularne w Szwecji nazwisko ale imię niezmiernie rzadkie. Germundów Erikssonów w niemal dziesięciomilionowym kraju znalazł jeszcze dwóch. Wraz z żoną, nauczycielką przedszkola, starają się żyć zgodnie z rytmem przyrody. Nie stroniąc od pizzy i coca coli prowadzą tradycyjną szwedzką kuchnię. Pieką razowy chleb, do jabłecznika używają własnych owoców, spożywają dużo nabiału, jaja kupują u znajomego farmera. Dla kurażu piją rodzimą kminkówkę i sok z brusznicy. Jadają też leśne grzyby, co w krajach skandynawskich jest rzadkością. Oprócz kantarell (pieprznik jadalny ? jedyny grzyb zbierany w Szwecji) potrafią wykorzystać borowiki, maślaki i naziemki białawe. Tym ostatnim gatunkiem wywołali moje zainteresowanie. Nigdy nie słyszałem o rosnącym koloniami na wilgotnym podłożu postrzępionym grzybie. Tym bardziej nie wiedziałem o jego zaletach. Germund zaś już w dzieciństwie zbierał naziemki zarobkowo. Na smolandzkiej prowincji suszony i zmielony grzyb był ważnym dodatkiem do tradycyjnego pasztetu.
    Germund prowadzi zdrowy styl życia ale na własne życzenie zarywa kilka nocy w tygodniu. Tresuje wtedy psy myśliwskie, tropi rysie dziesiątkujące mu stado, obserwuje zmiany zachodzące w przyrodzie. Wieczorami czyta o lotnictwie i o nowych trendach w układaniu psów. Za dnia prowadzi księgowość, organizuje warsztaty kulinarne korzystając z własnych przetworów, ziół i owoców runa leśnego. Zawsze znajdzie czas by zaplanować i realizować coś nowego. Buduje wodospad na leśnym strumieniu, urządza wiatę dla wędkarzy, powiększa zamrażarkę. Aktualnie selekcjonuje poroża, które po zmieleniu, jako ceniony afrodyzjak, kupią handlowcy z Dalekiego Wschodu. Las zna jak mało kto. Podczas śniadania z kuchennego okna potrafi dostrzec chorego lisa zbliżającego się do farmy albo rzadki gatunek migrującego ptaka. Dwa razy dziennie zabiera z klatek psy i wypuszcza je na dwuhektarowy ogrodzony leśny wybieg. Jest zainteresowany kontaktami z Polską by poznać nasze doświadczenia w gospodarce leśnej.
    Ödevata
    Malin kończyła miesić ciasto a Magnus odszedł na moment od paleniska i przygotowywał czekadełka. Na kromki podpłomyków kładł warstwę domowego masła, skrawki wędzonego lina i pesto na bazie okolicznych ziół. Drewniane kubki napełniał cydrem, rozstawiał kartoniki z kwaśnym mlekiem i słoiczki z dżemem z czerwonych buraczków. Wokół pachniało dymem z brzozowych polan, skwierczał przysmażany bekon a kilka garści pieprznika jadalnego czekało na odegranie swej roli. Kiedy ciasto na flatbröd było prawie gotowe Malin odbiegła na chwilę od stolnicy. Ze szczeliny pękniętego głazu wyrwała młodą pokrzywę, poszatkowała ją i zmieszała z szarą masą. Zaraz potem uformowała płaskie krążki traktując je perforowanym wałkiem. Surowe placuszki lądowały na patelniach rozgrzanych żarem pod wysłużonym rusztem. Ja pomagałem kończyć ?Ödevatas Viltnäve? ? potrawkę Magnusa. Do podsmażonych na rzepakowym oleju kawałków pora i bekonu dodawałem grube wióry zmrożonej polędwicy łosia. Kilka minut później wszystko odsunąłem na skraj woka a w środku naczynia rozgrzałem olej do zrumienienia kurek. Aromat najbardziej cenionego w Skandynawii grzyba dołączył wkrótce do bukietu zapachów piknikowego jadła. Uzupełnieniem całości była kwaśna śmietana, garstka jagód borówki brusznicy i gałązka jałowca.
    Pogryzając sielskie antipasti Magnusa rozmawialiśmy o dniu powszednim moich nowych znajomych. O każdej porze roku mają co robić od świtu do późnego wieczora. Zbierają jaja z czterech kurników, szykują śniadanie dla gości, koszą trawę, uzupełniają zapas przynęt dla wędkarzy i rozgrzewają saunę. Obsługują też magazyn turystycznego sprzętu, wybierają miód, przygotowują produkty do warsztatów kulinarnych. Gdy czas pozwala doglądają remontu kolejnych budynków. Kilka pawilonów byłej kolonii karnej wymaga napraw i przystosowania do nowej roli. Kiedyś resocjalizowano tu drobnych malwersantów i jeżdżących po kielichu kierowców. Dziś ?Ödevata Fiske Camp? jest cichym leśnym eldorado dla wędkarzy, podglądaczy ptactwa i smakoszy domowej kuchni. To wymarzone miejsce na plener malarski, romantyczną przygodę i odpoczynek. Przed kilku laty Magnus naprawiał komuś łódź nad jednym z jezior w okolicy. Zauroczony dziewiczym kompleksem leśnym smolandzkiej gminy zamarzył: a może by się tu osiedlić? Rzucił dotychczasowe zajęcia i został panem kawałka puszczy. Lubi gości z Polski a sam odwiedził nasz kraj dwukrotnie. Podoba mu się u nas szkolnictwo, erudycja przeciętnych ludzi i kuchnia. Był zachwycony, gdy w jednej z mazurskich restauracji mógł sobie w oczku wodnym wybrać rybę na danie główne. Coś takiego wkrótce wprowadzi na swoim kempingu.
    Korrö
    Na czterogodzinnej kulinarnej trasie w rezerwacie przyrody nieopodal Korrö zatrzymywaliśmy się kilkakrotnie. Ann ? Louise Frannson, znana nie tylko w Sm?land botaniczka i trenerka jogi ? prezentowała walory naturalnych produktów żywnościowych. Raz były to kozie sery wytwarzane w okolicy, raz raki z pobliskich akwenów a innym razem domowe ciasta. Stoliki usytuowane w jarach, nad potokiem albo w krzakach głogu pełne były pojemniczków z rozmaitym jadłem. Kawałkami suszonego serca wołu, wędzoną sieją, moczonymi w ziołach matiesami, żurawinowym dżemem czy podpiwkiem. Jedzeniu towarzyszyły kromki żytniego razowca z małej piekarni w Urhult. Ciemnej barwy wilgotny wypiek pachniał melasą i miodem. Zawierał suszone jagody brusznicy, kminek i listki podagrycznika pospolitego.
    Kosztujący tych specjałów uczestnicy wycieczki słuchali zajmujących opowieści Ann ? Louise. Fachowe rady dotyczące wędzenia siei i dobierania się do rakowej szyjki nasza cicerone przeplatała fragmentami nordyckich sag oraz przypowieści. Poznaliśmy zwyczaj puszczania z dymem zła podczas ognisk palonych w Noc Walpurgii i okoliczności świętowania pierwszego wiosennego wypasu bydła. Dowiedzieliśmy się, że lipa od dawien dawna jest symbolem kobiety a jej liście w kształcie serca leczą najważniejszy organ ludzkiego ciała. Potem było o dębie ? odwiecznym symbolu mężczyzny i o ciekawskiej babie zamienionej przez Stwórcę w dzięcioła płci nadobnej. Głos Anny w pewnej chwili zaczął wibrować, samogłoski wydłużały się nastrojowo a jej szczupła sylwetka stała się prawie nieruchoma. Zamilkła na moment by zacząć nowy wątek ? wspomnienie wielkiego głodu sprzed półtorej stulecia. Ludzie polowali wtedy na jeże, zjadali lebiodę a namiastkę kawy stanowiły zaparzone okruchy kory. Chleb pieczony z nasion dzikich traw chroniono niczym największy skarb trzymając go na wszelki wypadek, na wymianę albo jako datek dla medyka czy pastora.
    Kulinarna wycieczka organizowana przez Ann ? Louise nie jest tania ale nie brak chętnych, którzy wydadzą 690 szwedzkich koron. Wygodnie żyjący i syci mieszkańcy skandynawskiego kraju coraz chętniej biorą udział w takich eventach. Niektórzy po raz pierwszy kosztują tradycyjnych potraw i poznają fakty z dziejów narodu.
    Tors?s
    Jeśli chcesz zdążyć sfotografować średniowieczny kościółek Voxtorps Kyrka, to na kawę mamy niecały kwadrans ? oznajmiła Eva Milesson. Energiczna menedżerka z administracji gminy Tors?s chciała mnie zawieźć w każdy zakątek swojego matecznika. Najpierw zwiedziliśmy ekologiczną farmę tuczu trzody chlewnej i obserwowaliśmy przygotowania do krajowego konkursu orki. Potem kosztowaliśmy specjałów młodej producentki pikli, konfitur i chutneya ? Evy Stenvide. Zafascynowana zdrową żywnością korpulentna blondynka samodzielnie stworzyła ten biznes. Jej pawilonik stoi przy bocznej drodze ale smakosze oryginalnych produktów wiedzą, jak tam dojechać. Trafiła w ich gusta solidnością i wiarygodnością. Przetwory doceniono na kilku liczących się konkursach. Mijając kolejne kompleksy lasów Smolandii Eva opowiadała o historii najsłynniejszych w świecie nożyków do smarowania pieczywa. Są wykonywane z jałowca pospolitego dającego się obrabiać rozmaitymi narzędziami, trwałego i pachnącego. Drewno do produkcji tradycyjnych sztućców już od ponad 40. lat IKEA pozyskuje z tych terenów. Dawniej jałowcowy surowiec wykorzystywano w setkach maleńkich rodzinnych warsztatów ale większość z nich teraz pada. Nie wytrzymują konkurencji z rodzimym potentatem i tanimi wyrobami z Azji.
    Eva poznała mnie z Polakami, którzy na dobre zadomowili się w Szwecji. Grzegorz jest kucharzem, szefem zmiany w restauracji Stufvenäs Gästgifveri. Wyspecjalizował się w ulubionych daniach lokalnych konsumentów ale stara się przemycać polskie pomysły. Goście lokalu polubili żeberka w kapuście, gołąbki i kaszę gryczaną ze skwarkami. Chłopak z Trójmiasta jest solidny, kontaktowy i szanowany w okolicy. Niedawno we własnym ogrodzie zorganizował tradycyjne Święto Raków, na które przyszło trzydzieścioro szwedzkich znajomych. Dominika, absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, zakochała się w szwedzkiej historii, kulturze i folklorze. Już wydała polskojęzyczny przewodnik turystyczny o Blekinge a obecnie przygotowuje podobny o Smolandii. Do Szwecji jeździ coraz więcej Polaków, także wielu z tych, którzy do tej pory preferowali wylegiwanie się na śródziemnomorskich plażach. Aktywny wypoczynek po drugiej stronie Bałtyku i w innych regionach świata stał się modny. W dobie szybkiego obiegu informacji i coraz lepszej znajomości języków obcych wszędzie możemy pojechać niemal z dnia na dzień. Kto, wybierając się na przeciwległy brzeg Bałtyku, chce zdać się na pomoc touroperatorów może skorzystać z usług biura Crossbaltica, zajmującego się organizacją ?szytych na miarę? wyjazdów do Szwecji (www.crossbaltica.pl ) . Prowadzi je mieszkająca w Karlskronie Polka, Iwona.
    *
    Z ostatniego przed wyjazdem ze Szwecji spaceru wracam dziką ścieżką. Idąc do położonej w lesie restauracji i hotelu Stufvenäs Gästgifveri spotykam grupkę ludzi. Kobiety i mężczyźni w wyjściowych strojach stoją wokół małego turystycznego grilla. Na leśnej polanie pachnie dymem i pieczona rybą. Towarzystwo raczy się kęsami rybiego mięsa pogryzając razowe pieczywo. Prawie wszyscy mają też kubki z dymiącym napojem. To na pewno kawa, której Szwedzi wypijają zawrotne ilości. Robiąc przerwę w jakimś szkoleniu hotelowi goście choć na chwilę wyszli na łono natury. Nie są chyba głodni bo menu lokalu obok pełne jest kulinarnych rozmaitości. Po prostu we krwi mają potrzebę kontaktu z naturą i chęć jedzenia na powietrzu.
  • karud / 2015-02-14
    J?rn Lier Horst, odpowiadając na swoje pytanie wyraził pragnienia ludzi zmęczonych cywilizacją. Wielu mieszkańców skandynawskiej prowincji goniło kiedyś do miast za lepszym zarobkiem, komfortem, szukało modnego stylu życia. Teraz modny jest powrót do korzeni ? do lasu, nad spokojną wodę i do babcinej kuchni. Husmanskost ? gospodarskie jadło, stało się w Szwecji nie tylko chwytliwym hasłem. To dla wielu potomków wikingów niemal stan umysłu. Chcąc poczuć nowego ducha szwedzkiej prowincji prawie dwa tygodnie obcowałem z ludźmi i osobliwościami lasu Sm?land.
    Glosebo
    W połowie września Germunda zastałem podczas zbioru jabłek. Jeździł małym ogrodowym ciągnikiem po sadzie i owocami napełniał kolejną aluminiową skrzynię. Nazajutrz z sąsiadem mieli wytłoczyć i rozlać do kartonów trzysta litrów naturalnego soku. To ich coroczny jesienny spektakl. Do spółki kupili kiedyś nawet specjalną maszynę. Część produkcji sprzedają, część rozdają rodzinie a resztę wykorzystują w domowej kuchni. Mój znajomy, były pilot myśliwców, osiadł na leśnej farmie odziedziczonej po przodkach. Glosebo G?rd należy do tego samego rodu od czasów Średniowiecza. Ściany obecnych budynków gospodarskich stawiano z kamienia odzyskanego z opuszczonej w okresie Czarnej Śmierci rodzinnej kaplicy. Germund gospodaruje na 42. hektarach lasu - handluje drewnem i odnawia drzewostan. Równocześnie hoduje daniele i jelenie szlachetne. Poluje, przetwarza mięso z dziczyzny, tresuje psy i kolekcjonuje whisky. Ma bardzo popularne w Szwecji nazwisko ale imię niezmiernie rzadkie. Germundów Erikssonów w niemal dziesięciomilionowym kraju znalazł jeszcze dwóch. Wraz z żoną, nauczycielką przedszkola, starają się żyć zgodnie z rytmem przyrody. Nie stroniąc od pizzy i coca coli prowadzą tradycyjną szwedzką kuchnię. Pieką razowy chleb, do jabłecznika używają własnych owoców, spożywają dużo nabiału, jaja kupują u znajomego farmera. Dla kurażu piją rodzimą kminkówkę i sok z brusznicy. Jadają też leśne grzyby, co w krajach skandynawskich jest rzadkością. Oprócz kantarell (pieprznik jadalny ? jedyny grzyb zbierany w Szwecji) potrafią wykorzystać borowiki, maślaki i naziemki białawe. Tym ostatnim gatunkiem wywołali moje zainteresowanie. Nigdy nie słyszałem o rosnącym koloniami na wilgotnym podłożu postrzępionym grzybie. Tym bardziej nie wiedziałem o jego zaletach. Germund zaś już w dzieciństwie zbierał naziemki zarobkowo. Na smolandzkiej prowincji suszony i zmielony grzyb był ważnym dodatkiem do tradycyjnego pasztetu.
    Germund prowadzi zdrowy styl życia ale na własne życzenie zarywa kilka nocy w tygodniu. Tresuje wtedy psy myśliwskie, tropi rysie dziesiątkujące mu stado, obserwuje zmiany zachodzące w przyrodzie. Wieczorami czyta o lotnictwie i o nowych trendach w układaniu psów. Za dnia prowadzi księgowość, organizuje warsztaty kulinarne korzystając z własnych przetworów, ziół i owoców runa leśnego. Zawsze znajdzie czas by zaplanować i realizować coś nowego. Buduje wodospad na leśnym strumieniu, urządza wiatę dla wędkarzy, powiększa zamrażarkę. Aktualnie selekcjonuje poroża, które po zmieleniu, jako ceniony afrodyzjak, kupią handlowcy z Dalekiego Wschodu. Las zna jak mało kto. Podczas śniadania z kuchennego okna potrafi dostrzec chorego lisa zbliżającego się do farmy albo rzadki gatunek migrującego ptaka. Dwa razy dziennie zabiera z klatek psy i wypuszcza je na dwuhektarowy ogrodzony leśny wybieg. Jest zainteresowany kontaktami z Polską by poznać nasze doświadczenia w gospodarce leśnej.
    Ödevata
    Malin kończyła miesić ciasto a Magnus odszedł na moment od paleniska i przygotowywał czekadełka. Na kromki podpłomyków kładł warstwę domowego masła, skrawki wędzonego lina i pesto na bazie okolicznych ziół. Drewniane kubki napełniał cydrem, rozstawiał kartoniki z kwaśnym mlekiem i słoiczki z dżemem z czerwonych buraczków. Wokół pachniało dymem z brzozowych polan, skwierczał przysmażany bekon a kilka garści pieprznika jadalnego czekało na odegranie swej roli. Kiedy ciasto na flatbröd było prawie gotowe Malin odbiegła na chwilę od stolnicy. Ze szczeliny pękniętego głazu wyrwała młodą pokrzywę, poszatkowała ją i zmieszała z szarą masą. Zaraz potem uformowała płaskie krążki traktując je perforowanym wałkiem. Surowe placuszki lądowały na patelniach rozgrzanych żarem pod wysłużonym rusztem. Ja pomagałem kończyć ?Ödevatas Viltnäve? ? potrawkę Magnusa. Do podsmażonych na rzepakowym oleju kawałków pora i bekonu dodawałem grube wióry zmrożonej polędwicy łosia. Kilka minut później wszystko odsunąłem na skraj woka a w środku naczynia rozgrzałem olej do zrumienienia kurek. Aromat najbardziej cenionego w Skandynawii grzyba dołączył wkrótce do bukietu zapachów piknikowego jadła. Uzupełnieniem całości była kwaśna śmietana, garstka jagód borówki brusznicy i gałązka jałowca.
    Pogryzając sielskie antipasti Magnusa rozmawialiśmy o dniu powszednim moich nowych znajomych. O każdej porze roku mają co robić od świtu do późnego wieczora. Zbierają jaja z czterech kurników, szykują śniadanie dla gości, koszą trawę, uzupełniają zapas przynęt dla wędkarzy i rozgrzewają saunę. Obsługują też magazyn turystycznego sprzętu, wybierają miód, przygotowują produkty do warsztatów kulinarnych. Gdy czas pozwala doglądają remontu kolejnych budynków. Kilka pawilonów byłej kolonii karnej wymaga napraw i przystosowania do nowej roli. Kiedyś resocjalizowano tu drobnych malwersantów i jeżdżących po kielichu kierowców. Dziś ?Ödevata Fiske Camp? jest cichym leśnym eldorado dla wędkarzy, podglądaczy ptactwa i smakoszy domowej kuchni. To wymarzone miejsce na plener malarski, romantyczną przygodę i odpoczynek. Przed kilku laty Magnus naprawiał komuś łódź nad jednym z jezior w okolicy. Zauroczony dziewiczym kompleksem leśnym smolandzkiej gminy zamarzył: a może by się tu osiedlić? Rzucił dotychczasowe zajęcia i został panem kawałka puszczy. Lubi gości z Polski a sam odwiedził nasz kraj dwukrotnie. Podoba mu się u nas szkolnictwo, erudycja przeciętnych ludzi i kuchnia. Był zachwycony, gdy w jednej z mazurskich restauracji mógł sobie w oczku wodnym wybrać rybę na danie główne. Coś takiego wkrótce wprowadzi na swoim kempingu.
    Korrö
    Na czterogodzinnej kulinarnej trasie w rezerwacie przyrody nieopodal Korrö zatrzymywaliśmy się kilkakrotnie. Ann ? Louise Frannson, znana nie tylko w Sm?land botaniczka i trenerka jogi ? prezentowała walory naturalnych produktów żywnościowych. Raz były to kozie sery wytwarzane w okolicy, raz raki z pobliskich akwenów a innym razem domowe ciasta. Stoliki usytuowane w jarach, nad potokiem albo w krzakach głogu pełne były pojemniczków z rozmaitym jadłem. Kawałkami suszonego serca wołu, wędzoną sieją, moczonymi w ziołach matiesami, żurawinowym dżemem czy podpiwkiem. Jedzeniu towarzyszyły kromki żytniego razowca z małej piekarni w Urhult. Ciemnej barwy wilgotny wypiek pachniał melasą i miodem. Zawierał suszone jagody brusznicy, kminek i listki podagrycznika pospolitego.
    Kosztujący tych specjałów uczestnicy wycieczki słuchali zajmujących opowieści Ann ? Louise. Fachowe rady dotyczące wędzenia siei i dobierania się do rakowej szyjki nasza cicerone przeplatała fragmentami nordyckich sag oraz przypowieści. Poznaliśmy zwyczaj puszczania z dymem zła podczas ognisk palonych w Noc Walpurgii i okoliczności świętowania pierwszego wiosennego wypasu bydła. Dowiedzieliśmy się, że lipa od dawien dawna jest symbolem kobiety a jej liście w kształcie serca leczą najważniejszy organ ludzkiego ciała. Potem było o dębie ? odwiecznym symbolu mężczyzny i o ciekawskiej babie zamienionej przez Stwórcę w dzięcioła płci nadobnej. Głos Anny w pewnej chwili zaczął wibrować, samogłoski wydłużały się nastrojowo a jej szczupła sylwetka stała się prawie nieruchoma. Zamilkła na moment by zacząć nowy wątek ? wspomnienie wielkiego głodu sprzed półtorej stulecia. Ludzie polowali wtedy na jeże, zjadali lebiodę a namiastkę kawy stanowiły zaparzone okruchy kory. Chleb pieczony z nasion dzikich traw chroniono niczym największy skarb trzymając go na wszelki wypadek, na wymianę albo jako datek dla medyka czy pastora.
    Kulinarna wycieczka organizowana przez Ann ? Louise nie jest tania ale nie brak chętnych, którzy wydadzą 690 szwedzkich koron. Wygodnie żyjący i syci mieszkańcy skandynawskiego kraju coraz chętniej biorą udział w takich eventach. Niektórzy po raz pierwszy kosztują tradycyjnych potraw i poznają fakty z dziejów narodu.
    Tors?s
    Jeśli chcesz zdążyć sfotografować średniowieczny kościółek Voxtorps Kyrka, to na kawę mamy niecały kwadrans ? oznajmiła Eva Milesson. Energiczna menedżerka z administracji gminy Tors?s chciała mnie zawieźć w każdy zakątek swojego matecznika. Najpierw zwiedziliśmy ekologiczną farmę tuczu trzody chlewnej i obserwowaliśmy przygotowania do krajowego konkursu orki. Potem kosztowaliśmy specjałów młodej producentki pikli, konfitur i chutneya ? Evy Stenvide. Zafascynowana zdrową żywnością korpulentna blondynka samodzielnie stworzyła ten biznes. Jej pawilonik stoi przy bocznej drodze ale smakosze oryginalnych produktów wiedzą, jak tam dojechać. Trafiła w ich gusta solidnością i wiarygodnością. Przetwory doceniono na kilku liczących się konkursach. Mijając kolejne kompleksy lasów Smolandii Eva opowiadała o historii najsłynniejszych w świecie nożyków do smarowania pieczywa. Są wykonywane z jałowca pospolitego dającego się obrabiać rozmaitymi narzędziami, trwałego i pachnącego. Drewno do produkcji tradycyjnych sztućców już od ponad 40. lat IKEA pozyskuje z tych terenów. Dawniej jałowcowy surowiec wykorzystywano w setkach maleńkich rodzinnych warsztatów ale większość z nich teraz pada. Nie wytrzymują konkurencji z rodzimym potentatem i tanimi wyrobami z Azji.
    Eva poznała mnie z Polakami, którzy na dobre zadomowili się w Szwecji. Grzegorz jest kucharzem, szefem zmiany w restauracji Stufvenäs Gästgifveri. Wyspecjalizował się w ulubionych daniach lokalnych konsumentów ale stara się przemycać polskie pomysły. Goście lokalu polubili żeberka w kapuście, gołąbki i kaszę gryczaną ze skwarkami. Chłopak z Trójmiasta jest solidny, kontaktowy i szanowany w okolicy. Niedawno we własnym ogrodzie zorganizował tradycyjne Święto Raków, na które przyszło trzydzieścioro szwedzkich znajomych. Dominika, absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, zakochała się w szwedzkiej historii, kulturze i folklorze. Już wydała polskojęzyczny przewodnik turystyczny o Blekinge a obecnie przygotowuje podobny o Smolandii. Do Szwecji jeździ coraz więcej Polaków, także wielu z tych, którzy do tej pory preferowali wylegiwanie się na śródziemnomorskich plażach. Aktywny wypoczynek po drugiej stronie Bałtyku i w innych regionach świata stał się modny. W dobie szybkiego obiegu informacji i coraz lepszej znajomości języków obcych wszędzie możemy pojechać niemal z dnia na dzień. Kto, wybierając się na przeciwległy brzeg Bałtyku, chce zdać się na pomoc touroperatorów może skorzystać z usług biura Crossbaltica, zajmującego się organizacją ?szytych na miarę? wyjazdów do Szwecji (www.crossbaltica.pl ) . Prowadzi je mieszkająca w Karlskronie Polka, Iwona.
    *
    Z ostatniego przed wyjazdem ze Szwecji spaceru wracam dziką ścieżką. Idąc do położonej w lesie restauracji i hotelu Stufvenäs Gästgifveri spotykam grupkę ludzi. Kobiety i mężczyźni w wyjściowych strojach stoją wokół małego turystycznego grilla. Na leśnej polanie pachnie dymem i pieczona rybą. Towarzystwo raczy się kęsami rybiego mięsa pogryzając razowe pieczywo. Prawie wszyscy mają też kubki z dymiącym napojem. To na pewno kawa, której Szwedzi wypijają zawrotne ilości. Robiąc przerwę w jakimś szkoleniu hotelowi goście choć na chwilę wyszli na łono natury. Nie są chyba głodni bo menu lokalu obok pełne jest kulinarnych rozmaitości. Po prostu we krwi mają potrzebę kontaktu z naturą i chęć jedzenia na powietrzu.

REKLAMA


SzwecjaWybierz obszar który Cię interesuje

SzwecjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju