To moje wspomnienia z wyjazdu do Włoch w marcu 2000 roku. Kilka ciekawych sytuacji miało miejsce.
Włochy 2000 cz. I

Arek12005-05-08 12:32:48
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 1.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
się o śmierci siostry dziadka. Zderzenie euforii z rzeczywistościš, ale bardziej przemawia do mnie to co widzę. Podchodzš do mnie Australijczyk z Francuzkš. Chcš zaprosić na spotkanie na placu młodzieży katolickiej, ale w czwartek będziemy już za Rzymem. Idziemy do bazyliki i oczy mi prawie wypadajš. Żałuję, że nie potrafię w żaden sposób opisać i opowiedzieć piękna wnętrza. Wspaniałe rzeźby, kopuła, nagrobki papieży, podziemia z grobem św. Piotra. Marmury, złoto, zdobienia, a Polak jest papieżem. Znad Tybru ruszamy na wieczorne zwiedzanie. Najpierw Piazza Navona. Jestem o 18 tam gdzie miała być zbiórka (mieliśmy chwilę przerwy żeby obejrzeć fontannę 4 rzek Berniniego, więc biegałem po placu, a chciałem też kupić ładne kartki), ale nikogo nie ma. Kršżę jeszcze następne pół godziny po okolicy, wśród pomalowanych, poprzebieranych dzieci (koniec karnawału), ale nikogo nie znajduję. Nie wiem gdzie poszli.
Powoli robi się ciemno, a ruch na ulicach, podwaje lekkie zaniepokojenie. Wracam do autokaru, ale nie ma go. No i robi się nieciekawie. Przedstawiciel biura znowu w opałach. Powoli strach ustępuje. Kupuję mapę, dzwonię do autokaru i dowiaduję się, żę będzie tam skšd wysiadaliśmy, ale za 45 min. Na własnš rękę idę więc jeszcze coś zobaczyć (Piazza del Poppolo, Via del Corso). Muszę jednak szybciej wrócić żeby tym razem nie narobić kłopotów. Siedzę sobie na murku na moście nad Tybrem i oglšdam panie na skuterach. Za chwilę dobiega mnie gwizd. Grupa wróciła. Nie zobaczyłem Panteonu, fontanny Di Trevi (czyżbym nie wrócił do Rzymu) i Hiszpańskich Schodów. Pilotka była zdenerwowana, ale szczęśliwa, że wszystko w porzšdku. W autokarze przyjmuję telefon od Adama (jedyny w czasie całego wyjazdu telefon z Polski). Jestem smutny, że los coś mi daje a coś odbiera. Chciałem wielkim chaustem i wielkim pędzie połknšć jak najwięcej Rzymu, ale się zaksztusiłem.
Wracamy na noc do Fiuggi. Jak zwykle bardzo miła kolacja, która trwa pewnie z godzinę i jest okazjš do zwolnienia tempa i normalnych rozmów. Odczytujš 15 nazwisk osób, które podejdš bliżej do papieża. Jako ostatnie nazwiska pilotka proponuje "największego pechowca" (ma na myśli austriackie cło i zagubienie), czyli mnie. Czuję się nieswojo, że ja będę mógł być tak blisko papieża. Zresztš zbytnio chyba nawet w to nie wierzę, zbyt mało realne. Wieczorem piszę te kilka kartek do Polski.
Arkadiusz Banachowski
Strona Arka
Zobacz zdjęcia:
Włochy
Włochy - wybierz obszar, który cię interesuje:













































