Egipt cz. II
arek1 Wyświetlono: 816 razy 2005-05-03 22:09:28![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.16666666667 (24 głosów) |
Znowu nerwowa noc. Cały czas emocje. Zdšżyłem wszystko rano zrobić, zjeźć, posprzštać, spakować się. Jeszcze na chwilę wpadł Adam. Wzišłem na dworzec taksówkę. Po chwili był pan Kazimierz. Podróż do Warszawy 3 godzinki, ale było trochę zbyt goršco w przedziałach. Szybka przesiadka na lotnisko. Tam było sporo czasu.
3 grudnia
Rano po przebudzeniu statek już płynšł. Prawdziwa atrakcja. Wychodzisz z kajuty i oglšdasz życie ludzi na brzegach rzeki, malownicze palmy, widoki gór. Jedzenie na statku mi bardzo smakowało, choć swojš drogš starałem się pilnować i każdy posiłek odkażać Smirnoffem. Dopłynęliśmy do Edfu. Statek zacumował. Cały skład nie poszedł zwiedzać, bo niektórzy cierpieli już bardzo z powodu ilości alkoholu w organizmach. Tymczasem ja wśród innych żšdnych wrażeń znalazłem się przed piękną starożytną egipską świštynią z ogromną bramę (pylonem), dziedzińcem i świštyniš właściwš. Całe ściany pokryte wizerunkami egipskich bóstw i mnóstwem hieroglifów. Żywa historia. Zrobiliśmy sobie zdjęcie pod ptasim wizerunkiem Horusa. Po zwiedzeniu świątynia była kolejna atrakcja - bazar. Chciałem sobie kupić galabiję. Wszyscy rzucili się w wir zakupów. Wieczorem miała odbyć się impreza w tradycyjnych strojach egipskich.
Udało mi się kupić. Zapłaciłem chyba 30 funtów, co było niższš cenš, od tej którš wytargował mi Amir. Była to nie tylko galabija, ale i jakaś szmata na głowę, której do teraz nie umiem dobrze zawišzać (ponoć mogę czuć się usprawiedliwiony, bo jest za krótka). Po powrocie na statek (ciężko było ludzi wpędzić do autokaru tak się zaangażowali w targowanie) przebraliśmy się w stroje kšpielowe i zaczęliśmy beztroskie wylegiwanie się na górnym pokładzie. Wprawdzie woda w basenie była lodowata, ale powietrze było na tyle goršce, że wysychało się w moment. Tam dotarła do mnie wiadomość, że chłopaki poradzili sobie w kolejnym meczu piłkarskiej ligi halowej. SMS-ów sporo wysyłałem. Wszak nie tak często można pochwalić się pobytem w Egipcie. Nil płynšł spokojnie. Nie wydawał mi się bardzo brudny, choć inni widzieli ponoć płynšcego zdechłego osła. Za to brzegi były piękne i co chwilę na ich tle robione były zdjęcia. Wieczorem przebrałem się w mój strój.
Poszedłem też do Egipcjan z obsługi statku, z zamiarem zawišzania mi na głowie chusty. Ci wymalowali mi niezdarnie czarnym węglem wšsa i brodę. Szybko też za tę 30 sekundowš pracę zażšdali napiwku. Kolejny 1$ z kieszeni. Co poczšć? W ramach tej sumy jednak za namowš p. Kazimierza wymogłem zawišzanie na głowie szmaty i wyczyszczenie niektórych miejsc gdzie czarny wšs za mocno się zawinšł. Byłem gotów. Po zejściu na dół wiele osób ku mej wielkiej uciesze mnie nie poznawało. Od czasu do czasu dodawałem sobie wigoru gorzałkš i zabawa w tych nietypowych strojach przy arabskiej muzyce była naprawdę udanš. W czasie imprezy dopłynęliśmy już do Asuanu (niestety ominęliśmy Kom Ombo, ze względu na pokaz zespołu afrykańskiego specjalnie dla nas zaproszonego). Pan Kazimierz z kilkoma osobami wybrał się od razu na bazar (bryczkš), a na statku trwały tańce. Położyłem się spać gdzieś koło 3 nad ranem.
4 grudnia
Rano wycieczka pojechała na wyspę Phile, gdzie mieliśmy okazję zobaczyć kolejnš świetnie zachowanš świštynię. Tak naprawdę wyspa nazywa się inaczej, a świštynia pochodzi z wyspy Phile, którš kamień po kamieniu przeniesiono po wybudowaniu tamy asuańskiej (której niestety nie dane mi było zobaczyć). Ciekawostkš był fakt, że na wyspę płynęliśmy zabawnymi stateczkami. Turystów mnóstwo z całego świata. O jedno ze zdjęć poprosiłem Japonki. To piękne połšczenie. Słońce, woda, zieleń (sporo jej tutaj jak na Egipt). Po powrocie do autokaru, pędem wracaliśmy na statek żeby szybko zjeść, spakować się i zdšżyć na konwój do Luksoru. W tym tempie nie popiłem obiadu alkoholem i mógł to być jeden z powodów moich żołšdkowych problemów, ale po kolei. Na statku jeszcze odebrałem trzy zdjęcia za zbójeckš cenę 10 funtów za sztukę.
Asuan obejrzałem z okna autokaru, bo nie było czasu. Mnóstwo slamsów, domy bez dachów z wystajšcymi prętami zbrojeniowymi (budynek nie zadaszony jest nie opodatkowany - czysta ekonomia, prawda?). W Luksorze mieliśmy trochę czasu, więc wybrałem się z Aniš zobaczyć świštynię, której nie zdšżyliśmy zobaczyć za poprzedniej bytności. Po drodze często byliśmy zaczepiani przez dorożkarzy nieśmiertelnym "five egyptians" co znaczyło, że wszędzie nas zawiozš za tę sumę. Nauczony doświadczeniem niezbyt ufałem, ale okazało się później, że inni skorzystali z tego środka lokomocji i rzeczywiście tyle kosztował. Po drodze trochę się najedliśmy strachu, bo źle skręciliśmy, ale za to obejrzeliśmy prawdziwš egipskš ulicę. Mieliśmy okazję zobaczyć świątynię już w iluminacji, bo zdšżyło się już ściemnić. Prawie do końca nie byliśmy pewni wracajšc czy dobrze idziemy, ale trafiliśmy.
W drodze przez pustynię w Luksoru do Hurghady niestety za wiele nie można było zobaczyć ze względu na późną porę przejazdu. W drugiej części trasy już poczułem dziwne obcišżenie żołšdka, a potem ból. Może przyczyniła się do tego nasza polska krówka, która wcześniej zjadłem. Jakoś dałem radę do końca podróży, a w hotelu (zostaliśmy zakwaterowani w 5* Sol Melia Pharaoh) było już co siedzieć w toalecie. Mimo tego jednak pomaszerowałem na dyskotekę. O drugiej DJ nas wyrzucił zapraszajšc na kolejny wieczór. Taka kultura. Już właściwie do końca wyjazdu nic nie jadłem albo ściślej jadłem niewiele i bardzo ostrożnie, ale ból nie ustępował.
5 grudnia
Po śniadaniu, którym nie mogłem się zbytnio cieszyć pojechaliśmy obejrzeć hotele, które sprzedajemy. Obejrzeliśmy ich chyba dziesięć i sporo było dobrych. Zwłaszcza ciekawie zaprezentował się jeden z Makadi Bay, 30 km na południe od Hurghady. Wieczorem jeszcze obejrzeliśmy pokaz zespołu folklorystycznego, a potem pędziliśmy na wieczorek folklorystyczny w Krainie 1000 i jednej nocy. Ze względu na wycieńczenie bólem przysypiałem patrzšc za szybę, na której niczym na arenie ścigali się arabscy mistrzowie jazdy konnej. Za wiele z tego nie pamiętam. Potem już było ze mnš trochę lepiej. Drugš częściš imprezy był taniec brzucha (jak dla mnie ten brzuch nie był zbyt sexy) i jemu podobne pokazy. Duże wrażenie zrobił mężczyzna, który kręcił się w miejscu dobre 5-6 minut, obracajšc na sobie kolorowe sukna. Bajeczne, tym bardziej wzbudzało nasz podziw, że nie zakręciło mu sięw głowie i zszedł ze sceny normalnie. Najciekawsze jednak były poduchy, na których się wylegiwaliśmy. Kelnerzy donosili jedzenie. Zjadłem tylko zupę, kurczaka nie ruszyłem. Wypiłem herbatę (wszyscy pili piwo). Tak to dosyć miło upłynšł wieczór, a po powrocie do hotelu znowu zebraliśmy się w dyskotece.
6 grudnia
Rano wstaliśmy w miarę wcześnie żeby jeszcze trochę poplażować i wykšpać się. Poleżałem na leżaku i popływałem w basenie. Wydarzeniem dnia była jednak wizyta w kantorze, w którym na pierwszy rzut oka mimo otwartych dni nikogo nie było. Dopiero po chwili dojrzałem modlšcego się na podłodze urzędnika (pewnie była 1200). Po zapłaceniu hotelowego rachunku (mnie nie oszukali). Ruszyliśmy na lotnisku. Ostatni rzut oka i do samolotu. Powrót przez Sharm el-Sheik (no więc byłem też chwilę na SynajuJ). Tam też kupiłem pamištkowy kubek, który wręczyłem póśniej w podzięce. Po opchaniu się w samolocie wreszcie polskim jedzeniem znowu gorzej się poczułem i poszedłem spać. Obudził mnie komunikat kapitana, że ze względu na złe warunki atmosferyczne samolot wylšduje w Poznaniu a nie w Warszawie. Więcej mi do szczęścia nie było trzeba, choć wielu wokół siarczyście przeklinało. Wsiadłem na Ławicy w taksówkę i byłem w domu. Wrażeń jakby mnie miesišc nie było. Tak to jeszcze raz przekonałem się, że chyba Coś lub Ktoś mnie lubi. Marzenia się spełniajš.
2 grudnia
Rano zauważyłem, że za oknem zdecydowanie zmieniły się widoki. Oglšdaliśmy biedne wioski położone w delcie rzeki. Można było choć trochę przyjrzeć się całkiem innemu życiu, gdzie ważnym elementem jest osioł. Służy nie tylko do transportu, ale przede wszystkim jako środek lokomocji. Przed oczami stanšł mi obraz Jezusa wjeżdżajšcego na osiołku do Jerozolimy. Dwa tysišce lat póśniej jest wiele miejsc gdzie niewiele się zmieniło. Przykrym rozczarowaniem był stan toalety, ale co mogły powiedzieć kobiety (wymagało to chyba niezłej ekwilibrystyki). Za to można było sobie zamówić jedzenie (na szczęście zrezygnowałem) i herbatę, którš z chęciš wlałem do skapciałej nad ranem gęby. Wysiadka w Luksorze musiała przebiec sprawnie, bo pocišg długo nie czekajšc jechał do Asuanu.
Cała podróż z Kairu trwała około 9 godzin. Wyjechaliśmy o 1 w nocy, a dojechaliśmy o 945. Pojechaliśmy do restauracji, gdzie już czekało na nas śniadanie (być może to w tym przydał się mój telefon, który użyczyłem Amirowi w pocišgu). Trzeba w tym miejscu oddać hołd organizatorom, którzy robili co w ich mocy, aby wszystko było zapięte na ostatni guzik. W czasie naszego nocnego przejazdu pocišgiem, kierowcy pędzili równolegle do nas autokarem, aby czekał na nas w Luksorze (ze względów na fundamentalistów za względów bezpieczeństwa podróż na południe od Kairu wzdłuż Nilu wybiera się pocišgiem). Przebierankę zrobiliśmy na chodniku. Wskoczyłem z ochotš w krótkie spodenki. Pojechaliśmy w kierunku kompleksu świštynnego w Karnaku po drodze oglšdajšc z okna zabytki Luksoru. Było to na pewno najciekawsze miejsce jakie widziałem w czasie wycieczki.
Las ogromnych kolumn, wspaniałe płaskorześby, częściowo zachowana kolorystyka sprzed tysięcy lat. Dodatkowš atrakcję sam sobie sprawiłem. Nasz drugi egipski przewodnik Ichab, okazał się archeologiem. Poświęcił mi trochę czasu i oprowadził mnie pokazujšc i opowiadajšc po angielsku o ciekawszych miejscach. Na terenie kompleksu zapłaciłem też frycowe. Za to, że pilnujšcy porzšdku policjant zrobił mi zdjęcie, wycišgnšł rękę po napiwek. Inny z kolei pracownik cywilny pokazał mi skšd można zrobić ciekawe zdjęcie. Ze zdziwieniem wręczałem mu też później napiwek, bo jego uprzejmość była wprawdzie szczera, ale nie mogła zostać nie wynagrodzona. Przy wyjściu już uległem pewnemu sprzedawcy i kupiłem czarnego kota niby z bazaltu (do teraz nie wiem czy to nie gips, choć waży sporo). Zapłaciłem za niego 5 $ co wydawało mi się wtedy sukcesem w targowaniu, choć później nie byłem już pewny czy nie wystrychnšł mnie na dudka.
Zostawiliśmy Karnak i pojechaliśmy na południe od Luksoru, gdzie przejechaliśmy na drugš stronę Nilu. Tam zobaczyliśmy Kolosy Memnona, świątynię królowej Hatszepsut (Deir el-Bahari) - niestety tylko z daleka, a póśźniej Dolinę Królów ze świetnie zachowanym malowidłami na ścianach groboców (Ramzesa IV i IX). Dojeżdżaliśmy tam kolejkami, które u nas traktowane by były jako atrakcje dla dzieci. Tam był to atrakcyjny i praktyczny sposób komunikacji. Chwilę zatrzymaliśmy się w fabryce alabastru, ale nie dałem się tu już wrobić w żadne zakupy. Wróciliśmy do restauracji na obiad, który jednak był kiepski i wyjechaliśmy do Esnu, gdzie stały statki.
Po drodze mieliśmy kolejnš "przygodę" na drodze. Kierowca nie oglšdajšc się na zbędne znaki wyprzedzał na łuku drogi, a okazało się że zaraz za zakrętem był zerwany asfalt. Furgonetka jadšca przed nami gwałtownie zahamowała, a ja czekałem tylko kiedy w niego wjedziemy. Na szczęście puknięcie było małe, bo kierowca zdesperowany uciekł na pobocze wpakowujšc się w jakieś niemałe kamloty. Po chwili wszystko wróciło do normy, choć dobry kawałek jechaliśmy ze względu na stan drogi 20-30 km/h. Warto też dodać, że ze względu na ramadan kierowcy tak jak wszyscy inni muzułmanie nie mogš od świtu do zmierzchu jeść, pić etc. A pracować normalnie trzeba (przecież poprzedniš całš noc jeszcze jechali z Kairu). Nie ma co, prawdziwi twardziele. W Esnie miałem okazję zobaczyć ile pływa statków po Nilu. Było ich około 250. Jakoś znaleźli ten nasz. Nazywał się Hatszepsut. Kabiny wg pana Kazimierza, który niejedno już widział były całkiem całkiem. Ja tym bardziej nie narzekałem. Wieczorem była jeszcze dyskoteka zapoznawcza, ale nie dałem rady. Poszedłem spać.
Arkadiusz Banachowski
Strona Arka
| Oceń relację | ![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
EgiptWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
-

paola_a -

dominik_w -

maciek... -

dna2007 -

wenus -

Bohdan -

kwrobel -

jskrzynka -

Galicjaa -

Avril -
norberts27 -

OldsMobile -

100ga -

kkeicasm -

nowela









































