Znowu nerwowa noc. Cały czas emocje. Zdšżyłem wszystko rano zrobić, zje�ć, posprzštać, spakować się. Jeszcze na chwilę wpadł Adam. Wzišłem na dworzec taksówkę. Po chwili był pan Kazimierz. Podróż do Warszawy 3 godzinki, ale było trochę zbyt goršco w przedziałach. Szybka przesiadka na lotnisko. Tam było sporo czasu.
Egipt cz. I

Arek12005-05-03 22:05:16
Wyświetlono razy (ostatnio: )
między czasie uczyłem się radzić sobie z natarczywością miejscowych sprzedawców pamištek. Następnym etapem był Sfinks, który naprawdę zrobił wrażenie. Stamtšd zaprowadzili nas do miejscowej perfumerii. Podali nam kawy, herbaty i hibiscus. Smarowali pachnidłami, żeby coś kupić. Ostatecznie sporo ludzi zostawiło tam trochę dolarów (zapachy były ładne, ale ceny jeszcze lepsze). Przed zapakowaniem się do autokaru rozdałem dzieciom lizaki robišc furorę. Były wyraźnie szczęśliwe.
Pojechaliźmy do Muzeum Egipskiego. Mieliźmy chyba godzinę, żeby rzucić okiem na ważniejsze rzeczy i zobaczyć Tutanchamona (zapłaciłem dodatkowo 15 funtów za możliwoźć robienia zdjęć, bez lampy). Jak zwykle wszędzie za mało czasu, a tym bardziej głodujšcy od rana w ramadanie pracownicy muzeum wyganiali nas pokrzykujšc, że zamykajš. Zadzwonił do mnie z Polski Michał pytajšc czy idę na kosza. Trochę się zdziwił gdzie jestem, ale była to miła sytuacja(bo to jest właźnie globalna wioska!). Dalej autokar zawiózł nas do jubilera gdzie po długim targowaniu kupiłem z p. Kazimierzem kartusze dla p. Eli i mamy. Byliźmy w tym zakładzie w trakcie przygotowywania. Trochę to przypominało XIX wiecznš manufakturę, ale ostateczny efekt był niezły. Jeden z młodych chłopaków tam pracujšcych chciał jeszcze ode mnie wydębić zegarek za swój lichy srebrny łańcuszek J. Za długo to jednak trwało. Nie sšdziliźmy, że się to aż tak przecišgnie. Wprawdzie na swój kartusz czekał też nasz pilot Amir, ale tego grupa nie wiedziała. To ja i p. Kazimierz byliźmy powodem zdaje się 40 minutowego opóźnienia. W ten sposób od razu wszyscy wiedzieli kim sš ci dwaj z Mediterraneum. Następnym etapem był obiad na statku zacumowanym na Nilu. Ekstra. Za oknem obejrzałem pierwszy i jedyny zachód słońca nad rzekš w Kairze.
Po obiadku ulokowaliśmy się w wygodnych fotelach na górnym pokładzie statku, który wypłynšł pokazać nam pięknie prezentujšce się nocš miasto. Zadzwoniłem do Adama (powinienem powiedzieć do przyjaciela?J), żeby opowiedzieć o wyjštkowych wrażeniach. Statek popłynšł kawałek na północ, by wrócić w to samo miejsce, z którego wypłynšł. Nasza grupa po raz pierwszy pokazała co potrafi (cały czas ubywało w szklanych i nie tylko opakowaniach z zakupów strefy wolnocłowej). Śpiewy i gitara zgromadziły pokaźną grupę miejscowych, którzy z zainteresowaniem przysłuchiwali się obcej mowie i śpiewom. Kair nocš prezentował się pięknie. Wjechaliśmy jeszcze autokarem na punkt widokowy, skšd rozcišgała się panorama na oświetlone miasto. Tam też zrobiłem zdjęcie dziewczynce, które coś sprzedawała z ogromnego talerza umiejscowionego dziwnie trwale na jej głowie. Byliśmy też zobaczyć bazar. Co tam się działo. Mnóstwo ludzi. Trzeba było dobrze się pilnować żeby się nie zgubić. Część zajmowała się miłym zachęcaniem do zakupów, część z pasjš wpatrywała się ekrany czarno-białych telewizorów, gdzie toczył się mecz piłkarski. Do teraz nie wiem jak dziewczyny zniosły ten półgodzinny wypad. Tu ramadan, a np. Agnieszka była w miniówce. Jak sama wyznała tyłek miała nieźle poszczypany. Wróciliśmy do hotelu na kolację, a stamtšd na dworzec kolejowy. Z biletów trudno było się cokolwiek dowiedzieć, ale przecież mieliśmy cały czas opiekę. Pocišg nie zrobił za dobrego wrażenia, ale nasza pierwsza klasa nie była zła. Ważne, że odległości między fotelami były duże i można było się wygodnie rozciagnać.
Arkadiusz Banachowski
Strona Arka
Zobacz zdjęcia:
Egipt
Egipt - wybierz obszar, który cię interesuje:











































