• Relacji z podrózy: 17485
  • Zdjęć: 123998
  • Podróżników: 30214
  • Porad: 18811
  • Postów: 124386
  • Tematów: 11303

W górach Laosu.

henq Wyświetlono: razy 2012-04-09 09:47:32
  Ocena:1.72 (141 głosów)


Relacja z wyprawy trampingowej do Tajlandii i Laosu - styczeń, luty 2012.
Laos I
Pobudka o 6-tej, a o 7-mej już wyjazd do Chiang Khong, gdzie przekroczymy granicę z Laosem. Po 2 godzinach jesteśmy na miejscu. Długimi i wąskimi łódkami przeprawiamy się przez Mekong do Houay Xai. Po drugiej stronie, na przejściu granicznym, wykupujemy wizy laotańskie (30 USD wiza + 1 USD za czynności administracyjne). Trwa to co najmniej z godzinę, gdyż stoi się w jednej kolejce - żeby oddać paszport, a potem w drugiej - do wniesienia opłaty i odebrania paszportu z wklejoną wizą.
Potem idziemy coś zjeść. Nareszcie mamy coś z pieczywem. Biorę 2 duże świeżutkie bułki paryskie z sałatą i szynką, a do tego kawę z mlekiem(lao). Płacimy jeszcze bahtami tajskimi, bo tutej-szych pieniędzy jeszcze nie mamy. Wymienimy dolary na tutejsze kipy gdzieś w głębi kraju, bo przy granicy jest gorszy kurs. W tym czasie Marek załatwia jakiś busik, klimatyzowany oczywiście, który powiezie nas do Luang Namhta. Zajmuje to ze 3 godziny, bo to spory, koło 180 km, kawałek drogi. Po drodze psuje się nam busik, ale kierowca sam daje radę z awarią. Trasa kręta, górska, ale o dobrej nawierzchni, gdyż tą trasa odbywa się ruch z Chin do Tajlandii. W Luang Namhta jesteśmy o 3-ciej po południu.
Od razu kwaterujemy się w pokojach. Nasz jest najwyżej, bo chyba na 3-cim piętrze. Za to widok mamy bardzo ładny na okoliczne, niewysokie góry. Jest niedziela, kantory nieczynne, ale udaje się nam wymienić walutę u dziewczyny z hotelu (1USD=8000 kipów). Zaraz wydałem 10000 kipów na orzech kokosowy, żeby wreszcie sprawdzić ten rarytas. Orzech ma w jednym miejscu częściowo odłupaną skorupę i za pomocą słomki plastykowej można z wnętrz wypić sok. Taka słodkawa woda. Potem idę do kuchni i proszę o rozłupanie pozostałej skorupy. Wyjadam jeszcze łyżką białe wnętrze kokosa.
Luang Namtha jest stolicą prowincji, ale to nieduże parterowe miasteczko. Nasz hotel należy do tych wyższych budynków. Jest jedna długa ulica i do niej prostopadłe krótkie. W jednym zaułku trafiam na kończące się wesele. Ludzie świętują, ale i też pracują nie zważając na niedzielę.
Laos II
Dzień zaczynamy o 7-ej rano. Ładujemy się na furgonetkę, która tym razem nie ma dachu. Na platformie są ustawione ratanowe krzesła dla 8 osób. Bierzemy zapas wody - po jednej butelce 1,5 litra na osobę dziennie. Będzie to 2-dniowy trekking z noclegiem w jednej wsi.
Zatrzymujemy się przy pracującej cegielni, a stąd przez pola ryżowe kierujemy się w stronę gór. Na polach jest jeszcze ściernisko, ryż jeszcze nie posadzony - jest przecież zima.
Wąską ścieżką wspinamy się coraz wyżej. Gęsta dżungla, żadnych widoków. Nasz przewodnik Kong pokazuje różne rośliny(drugi - Khong idzie na końcu grupy), wykopuje korzenie i opowiada o nich. Jadalnych próbujemy.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

REKLAMA


TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje

TajlandiaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju