Salam Alejkum Oman
Pietruchs Wyświetlono: razy 2012-04-01 23:41:01![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.20 (183 głosów) |
Obudziłem się. Czuję lekki chłód. Wygrzebuję powoli rękę ze śpiwora i odsuwam z oczu arafatkę, którą wieczorem owinąłem całą twarz. Mrużę oczy. Widzę tylko biały piasek, równą linię horyzontu i czyste blado błękitne niebo. Pierwszy poranek na pustyni Ar-Rab Al-Chali w Sułtanacie Omanu. Jest Niedziela 26 lutego 2012 roku.
Dwa dni wcześniej wylatujemy do Muscatu z lotniska Berlin-Tegel. Nasze ekipa liczy 5 osób. Szyszka, Krzymin, Krispin, Doktor Piotr i ja. Startujemy o 11.46. ponad 2 godziny lotu do Istambułu, kolejne 6 godzin do Muscatu , gdzie docieramy ok. 2 czasu lokalnego (UTC + 4 ). Na lotnisku z portretu wita nas sułtan Kabus ibn Said . Tam też kupujemy wizę, cena za pobyt poniżej 10 dni 10$ . Na lotnisku odbieramy samochód Nissan Patrol, który będzie częściowo zastępował nam dom prze kolejne 8 dni. Szybkie zapakowanie i ruszamy nad morze. Dojeżdżamy do plaży na zachód od lotniska, wzdłuż, której biegnie chodnik z małymi altankami, w których rozkładamy się do snu. Budzi nas słońce oraz joggingowcy, korzystający z chłodnego poranku, będący nieźle zdziwieni naszą formą nocowania, mimo to pozdrawiają nas wesołym "salam alejkum" . Do o koła biegają też watahy psów, nie stanowią jednak żadnego zagrożenia.
Pierwszego dnia nie zwiedzamy Muscatu, zostawiamy to na koniec. Według naszego planu pierwsze 3 dni spędzić mamy na pustyni, pomagając Szyszce, w prowadzeniu badań naukowych.
Pierwsze śniadanie jemy w indyjskiej knajpce w dzielnicy Mutrah. Na tamtejszym souqu (targu) kupujemy tradycyjne omańkie stroje- dishdashe (przypominają długie koszule do spania) sprzedawca udziela nam też krótkiej lekcji zawijania turbanu. Następnie po zaopatrzeniu się w zapasy wody oraz prowiantu opuszczamy Muscat i ruszamy na południe w kierunku Haimy. Poruszamy się na południowy zachód piękną autostradą wijącą się wśród złotych wręcz gór. Krajobrazy, które ciężko opisać oraz nawet przedstawić na zdjęciach, by oddać ich rzeczywisty urok. Palmy daktylowe, pierwsze napotkane na trasie wielbłądy dają nam jeszcze większe uczucie radości z rozpoczętego tripa po Omanie. Jeszcze większa radość ogarnia nas przy pierwszym tankoaniu. Aktualna cena za litr paliwa wynosi w przeliczeniu z Riali ok. 1 zł/l. Tankujemy na stacji w miejscowości Fanja gdzie przekraczamy zwrotnik Raka.
Dalej na południu, góry zaczynają ustępować pustyni. Minąwszy miejscowość Adam, zbaczamy z asfaltowej drogi na boczną piaskową drogę i oddaliwszy się od tej pierwszej wjeżdżamy już oficjalnie w dziką pustynię. Szaro-biały kolor piasku i kamieni, gdzieniegdzie przerywany kępkami sukulentów, czy nawet małych karłowatych akacji. Tego dnia nie jeździmy jednak zbyt długo, zmrok o tej porze roku zapada w Omanie dość wcześnie, już przed godziną 19stą zaczyna się dosyć szybko ściemniać. Chcemy przygotować prowizoryczny obóz jeszcze za dnia, by zminimalizować konieczność używania latarek. W nocy na pustyni nawet malutkie światło widoczne jest z kilku kilometrów. Nasz obóz składa się w zasadzie ze starego dwuosobowego namiotu, który służy nam jedynie jako parawan przed wiatrem, niosącym ogromne ilości piasku. Noce na pustyni są naprawdę niesamowite.
| Oceń relację |
Komentarze
REKLAMA
OmanWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
















Świetna relacja. Wybieram się tam we wrześniu 2012 na kilka dni. Dużo czytałem o Omanie w przewodniku, ale relacja z wyjazdu to rzecz całkowicie bezcenna. Mam przeczucie, że jest to cudowny kraj...
Tyś był, Tyś widział...