Ah ta Tajlandia, jak dać się oszukać a mimo to dobrze sie bawić :)
lilla Wyświetlono: razy 2012-01-20 21:24:24![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.01 (71 głosów) |
Wybrałyśmy się we dwie bez wyraźnego planu ale z nastawieniem, że dobrze będziemy się bawić i tak też było, czasem przyszło nam się śmiać ze swojej naiwności..
Miałyśmy tego roku zdobyć Kilimandżaro. Nie wyszło ale pojawiły się inne możliwości. Wiedziałyśmy, że ma być tak daleko jak to możliwe, a jednocześnie pięknie i niedrogo. Pięć minut później zdecydowałyśmy o celu. Tajlandia. Reszta poszła gładko. Kupiłyśmy bilet bez możliwości zwrotu, nie ma skutecznej motywacji aby podróż doprowadzić do skutku. Zaopatrzyłyśmy się jeszcze w przewodniki i zarezerwowałyśmy pierwszy nocleg w przytulnym hosteliku w centrum Bangkoku. Jak się później okazało ów przybytek był ceniony również przez amatorów miłosnych przygód ma godziny. Zaplanowałyśmy podróż. Jak się potem okazało zupełnie niepotrzebnie, bowiem nic nie szło zgodnie z tymże ambitnym planem.
Pierwszego dnia postanowiłyśmy zwiedzić najważniejszy zabytek Bangkoku i generalnie Tajlandii, mianowicie Pałac Królewski wraz z kompleksem świątynnym Wat Phra Kaew i statuetką Szmaragdowego Buddy. Ledwo wyszłyśmy z hostelu rozglądając się z rozpaczą w oczach w którym to kierunku należy się udać, kiedy to pojawił się miły człowiek i poinformował nas, że tego dnia akurat jest jakaś ważna uroczystość państwowa i pałac na kilka godzin jest zamknięty. Z dobroci serca mężczyzna ten zaproponował jednak inne atrakcje w postaci zwiedzania łodziami kanałów biegnących przez miasto, służących dawniej do nawadniania pól, a obecnie pozwalających na obserwacje zwykłych mieszkańców przy codziennych obowiązkach. Przy kanałach mieszkańcy postawili domy i używają rzeki do kąpieli i prania, a także innych czynności które przyjdą im do głowy. Wydawali się zadowoleni pomimo, że kąpali się właśnie w tajskim odpowiedniku Gangesu. Przy okazji zwiedziłyśmy Wat Arun świątynię nad rzeką Menam, głównym szlakiem wodnym Bangkoku. Ozdobiona jest ceramiką, którą dostarczyli solidarnie mieszkańcy Bangkoku. Po zwiedzeniu tych atrakcji i skorzystaniu z ponoć najtańszej firmy, która oferowała tego typu wyprawę, ponownie zmierzałyśmy do pałacu. Ponownie życzliwy, przypadkiem napotkany człowiek poinformował nas, że zamknięte ale możemy zwiedzić... świątynie, które tylko tego dnia są za darmo, bo święto narodowe, a tak to będziemy musiały zapłacić, że hej! Nie uwierzyłyśmy? Ależ skąd, nawet nam powieka nie drgnęła jak wsiadałyśmy do kolejnego tuk-tuka, który "przypadkiem" przejeżdżał. Po czasie okazało się , że wszystkie te świątynie są darmowe okrągły rok oczywiście. Po drodze zawieziono nas do państwowego biura podróży, które okazało się droższe niemal dwukrotnie od prywatnych, ale o tym dowiedziałyśmy się na długo po wykupieniu podróży na Ko Phi Phi najładniejsze, nomen omen, wyspy Tajlandii. Wszystko to był przypadek ponieważ pierwotnie miałyśmy jechać na drugą stronę Tajlandii, na Ko Tao, wyspę w Zatoce Tajskiej.
| Oceń relację |
Komentarze
TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















Nie ma to jak ciekawośc świata zaspokojona na własną rękę! Jeteście dowodem na to, że najlepszym sposobem na poznanie prawdziwego świata jest odkrywanie go nie za pomoca biur podróży, ale właśnie poprzez życie wśród tubylców!