Vagabundos.pl czyli włóczykije w podróży dookoła świata
vagabundos Wyświetlono: razy 2010-09-01 17:39:03![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.74 (61 głosów) |
Rzucamy pracę i ruszamy w poszukiwaniu przygody. Jeśli nie teraz, to kiedy?!
Ale o co chodzi?
Otóż przede wszystkim chodzi o przygodę i pasję poznawania świata.
Pomysł na podróż dookoła świata zrodził się w naszych głowach 2 lata temu podczas podróży po Maroku. Przemierzając wspaniałe góry Atlasu i pomieszkując u rozbrajających gościnnością Berberów, zapragnęliśmy na dłużej pozostać w tym błogim klimacie. Niemniej jednak szybko dopadła nas przygnębiająca konstatacja, że wyjeżdżając raz czy nawet dwa razy w roku na dwu-, trzytygodniowe wyprawy, nijak nie będziemy w stanie poznać choćby znikomej części miejsc i kultur, które pragnęlibyśmy zgłębić.
Wówczas w naszych głowach zaświtała pewna myśl: A gdyby tak wszystko zostawić, choćby na chwilę, dajmy na to na rok i ruszyć przed siebie w poszukiwaniu przygody...
Długo nie deliberując, po powrocie wszystkie nasze działania zorientowaliśmy na przygotowania do podróży. Przede wszystkim finansowe, bo, jakby nie licząc, średni dzienny budżet będzie prawdopodobnie oscylował w granicach 30 USD na osobę. Początkowo dla wygody i oszczędności czasu (a pewnie i pieniędzy) zakładaliśmy zakup biletów RTW. Mieliśmy już nawet skonstruowaną spersonalizowaną opcję w Travel Nation (najlepsze i najtańsze bilety RTW), ale ostatecznie daliśmy się porwać chwili i będziemy improwizować po drodze.
W stronę słońca
Jednak nim dane nam będzie sprawdzić, jakie niespodzianki przygotuje nam los, czeka nas długa i kręta droga.
Po wyruszeniu do Indii i pokręceniu się w kółko w celu maksymalizacji wrażeń, po ok. 3-4 tygodniach zamierzamy zaświecić oczami pod granicą z Nepalem. Tam w zależności od natłoku turystów, wybierzemy jakieś przyjemne miejsce do pochodzenia po górach z tydzień lub dwa, a następnie ruszymy w kierunku Tybetu.
Od mnicha do rolnika
Tu sprawa się komplikuje, bo ponoć mogą być problemy z przekroczeniem granicy nepalsko-chińskiej. Niektórzy twierdzą, że nie da się wjechać do Chin z tej strony na własną rękę bez wykupienia wycieczki do Lhasy. Pożyjemy, zobaczymy. Jeśli ktoś ma jakieś wiarygodne informacje na ten temat, chętnie wysłuchamy.
A dalej to już z górki. Konkretnie, różnica poziomów - 5 000 m. Zahaczywszy o Chiny, będziemy powoli zmierzać na tropikalne południe. Pouprawiamy ryż i herbatę, trochę ponurkujemy, złowimy jakąś rybkę, być może zahaczymy się u napotkanych mnichów w jakimś klasztorze. Przejechawszy Wietnam, Laos, Kambodżę, Tajlandię, Malezję i Indonezję, co zajmie nam ok. 4-5 kolejnych miesięcy, spróbujemy przedostać się na kolejny kontynent.
| Oceń relację |
Komentarze
ArgentynaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















ps.nie zauważyłem, że już wyjechaliście, ale widzę, że do Chin z Nepalu nie udało się dostać! A zamiast do Hong-Kongu, można było do Singapuru (krócej, taniej, lub do Bangkoku) i przez Malezję, Tajlandię, Kambodżę, Vietnam, ew. Laos do Chin, Hong-Kongu i (ew. przez Tajwan promem) na Filipiny. Borneo lub Celebes do Indonezji i poprzez ciąg wysp do Timoru Wschodniego, skąd kursują promy do Port Darvin w Australii??? Taniej i logiczniej! Powodzenia, tylko dajcie se spokój z tymi crosóvami, lepiej po ameryce południowej stopem! Pozdrowióm, życzę SZCZYNŚCIO i ROZSÓNDKU! górol beskidzki (ale z kickóm!) Zeflik
oj, biydoki, biydoki, a poczytać wcześniej o podróżach i możliwościach to tak trudno??? Tyle jest czasopism podróżniczo-turystycznych i wpisów na takichże sajtach! Taż y, moi mili, nawet do Chin nie dojedziecie, ni mówiąc o Australii! A motory crossove w Ameryce południowej??? Taż Ty, dziewczynko na rowerze nie za bardzo umiesz jeździć, a co dopiero na motorze, i do tego crossovym??? A jak będziecie mieli kraksę, i jedno z Was, lub oboje będziecie umierający lub co najmniej ciężko rannym, a do lekarza, nie mówiąc o szpitalu będzie 100, 200 lub więcej kilometrów??? Pozdrawiam i życzę choć ociupiny rozsądku, bo na razie jesteście z nim na minusie! górol Zeflik z Beskidu Śląskiego, 149 krajów za sobą, niektóre po wielokroć!!! Rozsądku!!!
rewelacyjny pomysl, sma mysle o tym od dluzszego czasu, ale moj facet kategorysznie jest na NIE...
zycze pwodzenia i napiszcie jak bylo:)
ale zajefajna sprawa ... zycze odjazdowych wrazen i piszcie co sie tam u Was dzieje ... jak sobie radzicie .. pozdro
Faktycznie nasz zakładany budżet 30 USD na dzień nie obejmuje lotów, ale za to każdy inny transport. A do tej pory nasz budżet (Indie, Nepal, Hong Kong, Chiny - 66 dni) jest dużo niższy niż zakładaliśmy i kształtuje się na poziomie 20-22 USD na osobę dziennie.
Lotów jednak bardzo dużo nie planujemy i ku naszemu zdziwieniu dotychczas wychodzą one bardzo tanio (np. Hong Kong - Shanghai - 250 zł, Chiny - Filipiny - 400 zł, Filipiny - Wietnam - 200 zł). Jedynie lot z Katmandu do Hong Kongu był dość drogi, bo kosztował 1000 zł.
Pomysł rewelacyjny, ostatnio ze znajomymi też o tym myślimy, ale na krócej 6 miesięcy i uderzyć przede wszystkim do Azji a jak starczy czasu to dopiero gdzieś dalej. Jednak jesteśmy dopiero na początku naszej drogi (faza koncepcyjna) a Wy przechodzicie już do realizacji :) SUPER. Czy te 30 USD dziennie to rozumiem, że nie obejmuje podróży lotniczych międzykontynentalnych/państwowych?
Życzę powodzenia w spełnieniu marzeń :)
Niesamowita sprawa! Aż zielenieję z zazdrości! Mam nadzieję, że uda Wam się wszystko, co zaplanowaliście i jeszcze więcej. :) Trzymam kciuki i czekam na relacje z podróży!
super pomysł! mam tylko jedną radę proponuję zakupić inne motory niż crossowe bo w nich wymienia się olej w silniku średnio co 1,5 godziny:) proponuję coś bardziej ekonomicznego i może nie dwa tylko jeden który pomieści dwie osoby. I najważniejsze potrenujcie jazdę bo to podstawa bezpieczeństwa!!!
Dużo wrażeń życzy
endurance