Marrakesz i Atlas Wysoki 2010
adam gd Wyświetlono: razy 2010-08-23 09:17:07![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.87 (125 głosów) |
Moja relacja to Marrakesz i Atlas Wysoki latem 2010 starałem się uwzględnić jak najwięcej przydatnych obieżyświatom realiów tych miejsc
Wylot z Gdańska 28.07.2010 wieczór
O czasie (21.40) wylatujemy Ryanair do Hahn i przed północą już jesteśmy w turystycznym hotelu BB na samym lotnisku. Ten wybór wziął się z prostego powodu – następnego dnia o 6.30 mamy wylot do Marrakeszu.
29.07.2010
Kupiliśmy priority pass, czyli pierwszeństwo w wejściu do samolotu – radzę to każdemu na tanich liniach przy dłuższych lotach, bo bez nerwów chcemy zająć miejsca koło siebie. W samolocie spożywamy dobre chrupiące jeszcze kanapki zrobione poprzedniego dnia wieczorem w domu.
Marrakesz wita upałem prawie 40 stopniowym. Nauczeni doświadczeniem, że 100% taksówkarzy po prostu oszukuje na cenach omijamy każdego nachalnego taksiarza i kierujemy się do autobusu z lewej strony na końcu zatoczki lecącej wzdłuż dworca. Za dwie osoby do placu Jemaa El Fna płacimy 40 Dh za dwie osoby – taksiarze nie chcą jechać taniej niż za 100 Dh, a dość powiedzieć, że każdy z nich musi was wysadzić na obrzeżach medyny bo do środka nie jest w stanie wjechać.
Z przystanku idziemy do zarezerwowanego wcześniej na booking.com riadu El Wiam, jakieś 15 min, przez plac Jemaa El Fna, o tej porze jeszcze dość spokojny. Tu uwaga – w Maroko w miastach riady to rodzinne małe pensjonaty - oazy cywilizacji w klimacie marokańskim pośród zgiełku i natręctwa. Wchodzisz do riadu, zamykasz drzwi za sobą i już słyszysz tylko na wewnętrznym patio szum małej fontanny, otaczają cię opieką miłe miejscowe panie, nigdy z zasłoniętymi twarzami – no może tylko włosami i to nie zawsze. Zdarzało się, że właścicielami są Europejczycy. Tym razem właścicielką jest ubrana tradycyjnie zgrabna i inteligentna Arabka z zasłoniętymi włosami, mówiąca co najmniej po francusku , hiszpańsku, angielsku i po swojemu. Na powitanie begrussen drink – te de la menthe, czyli zielona herbata parzona w liściach męty – absolutny hit Maroko. Pokój z własną klimatyzacją, łazienką, śniadaniem itp., (54 EUR za noc). Po ablucjach idziemy w medinę , szlajamy się, jemy na lunch arabskie typowe jedzonko na Jemaa El Fna w jednej z jadłodajni, nie jest drogo, jest karta menu i nie oszukują, ale to jest całodzienna jadłodajnia a nie wieczorne stoisko. Wieczorem żadnych kart na placu nie ma - będzie po uważaniu.
Na Jemaa El Fna ulegamy psychozie i dajemy się naciągnąć na soki ze świeżo wyciskanych owoców. Na każdym straganie jest napisane „3Dh”. Daję 50 za jeden z pomarańczy i jeden z grejpfruta. Sprzedawca dziękuje i nie chce wydać reszty. Wreszcie okazuje się, że z grejpfruta kosztuje 15 Dh, cena z pomarańczy bez zmian – 3 Dh. Sprzedawca z łaski wydaje do 30 Dh, radzę Joli żeby dać spokój i idziemy stąd. Taką samą sytuację mieliśmy z orzeszkami na tym samym placu, tylko wtedy nie odpuściłem i sprzedawca nas przeklął zabierając orzeszki.
| Oceń relację |
Komentarze
MarokoWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














Dobre, konkretne, żadnej zbędnej literatury,tak jak tu się spodziewać należy. Mnie, wielbicielowi czerwonego wina, te informacje o \"być albo i nie\" też bardzo przydatne. Dzięki.