Azja 2009
maxav Wyświetlono: razy 2010-07-16 20:56:36![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.00 (7 głosów) |
Kronika podróży po Azji- od Tajlandii, przez Kambodżę do Wietnamu. Sporo własnych wrażeń, z próbą obrania tego w zabawne ramy.Efekt? Miało byc dobrze, a wyszło jak zwykle :)
rozdział I:"Khaosan Road: The Gateway to Southeast Asia"
Na Khao San Road lądują wszyscy którzy po raz pierwszy trafiają do Bangkoku. A na pewno powinni.Ale po kolei :) Po wyjściu z lotniska wkraczamy w epokę komunizmu. Stoją bowiem rządowe taksówki- należy podjeśc do ładnych Pań przy nieco brzydszym stoliku, powiedziec gdzie się chce jechac, a ta wypisuje kwitek. Z kwitkiem udajemy się do oddelegowanej taksówki.Takie rozwiązanie ma parę plusów. Przede wszystkim zieloni turyści nie płacą fortuny za dojazd, bowiem ceny są obligatoryjnie ustalone. W sierpniu kurs na Khao oznaczał pogodzenie się ze stratą 500 Bathów. Jak na blisko 40 minut drogi stosunkowo niewiele- zwłasza jeśli jedzie się tak jak my czyli w cztery osoby. Pierwsze wrażenie po wyjściu : "Boże jaki rozpier..." Skrzyżowanie Stadionu Dziesięciolecia z Sopockim monciakiem. Czyli na jednej ulicy mamy mnóstwo stoisk bazarowych z najróżniejszymi towarami, sklepy spożywcze, salony tatuażu, zatrzęsienie hosteli, cyrkowców, ulicznych sprzedawców, restauracji i barów. A to wszystko to dla setek turystów. Khao San nigdy nie śpi -od rana do nocy włuczą się tłumy zagraniczników.
Zaczynamy od znalezienia hostelu. Nie jest to rzecz łatwa- zwłaszcza w grupie gdzie występują argumenty zarówno cenowe jak i poza cenowe (może się wreszcie kur.. zatrzymamy..) Wreszcie się udaje. Potem pierwsza knajpa, shoping itd. No i w końcu nocna (clubowa) pora przychodzi.A że los tak chciał iż tegoż dnia miałem urodziny-efekt był przewidywalny. Po odpowiednim "nawodnieniu" udaliśmy się z kuzynem do Clubu.(tego niebieskiego na zdjęciu).Z mglistych przypomnień dnia następnego okazało się iż nie był to jedyny muzyczny przybytek odwiedzony tego dnia, ale na pewno ostatni. Tam bowiem w przedziwnych i tajemniczych okolicznościach zgubił się klucz. Ci którzy pomyślą "pochlali i zgubili" ... mają rację. Obsługa hostelu jak tylko usłyszała w czym problem nawet krzywo się nie spojrzała.Widac chleb powszedni. Otrzymaliśmy opcję rezerwową i do porannym dojsciu do siebie konieczne było odwiedzenie "Clubu" w celu odebrania orginału.. Po wyartykułowaniu problemu miły pan z obsługi udał się gdzieś i za chwilę wrócił z pękiem kluczy i kart kredytowych.Głupotą lub uczciwością można nazwac to że wziąłem naszą zgubę.
Osobną kwestią jest to co dzieje się na rzeczonych dyskotekach. Po wejściu zazwyczaj mija parę minut i przy boku turysty pojawia się Tajka. Od jego zainteresowania zależy to czy pogiba się parę chwil i pójdzie szukac innego, czy też zakończą gdzieś razem noc. Nic jednak za darmo. W jedną stronę płyną banknoty, w drugą rozmaite męskie przypadłości leczone wstydliwie u urologa.
| Oceń relację |
TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju











































