• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

RPA Namibia 2009

rgondek Wyświetlono: razy 2010-07-09 22:43:33
  Ocena:2.87 (30 głosów)


RPA Namibia 2009
http://www.gerber.d7.pl

Przygotowania do ultramaratonu w Kapsztadzie zacząłem w 2007 roku - na wiosnę, zaraz po tym jak w jakiejś gazecie dla biegaczy zobaczyłem, krotką relację z tego biegu. Wiedziałem od razu, że chciałbym tam kiedyś pobiec, bo pamiętam tą trasę z wyjazdu do RPA w 2001 roku z Piotrkiem.

Wiedziałem, że to zrobię.
Do kolejnego mojego wyzwania, po zwykłych 42 km maratonach, 24 godzinnych maratonach rowerowych, czy zdobyciu Kilimandżaro zakończyłem ostatnim egzamin przed Ultramaratonem 29 marca bijąc o 22 sekundy swój rekord w Półmaratonie Warszawskim (1:38:22 w tempie 12,86 km/h). 11 kwietnia 2009 roku biegnę 56 km w Republice Południowej Afryki, czyli Two Oceans Marathon. Ten dosyć długi bieg, odbędzie się po raz 40 w jednym z najbardziej urokliwych miejsc na świecie jakie widziałem: w Cape Town w RPA, niedaleko Przylądka Dobrej Nadziei, u styku dwóch oceanów: Atlantyckiego i Indyjskiego. Do biegu przygotowuję się od ponad 2 lat. W tym celu pokonałem ponad 4450 km biegiem (824 km w 2009 roku - do 6 kwietnia), Zajęło mi to ponad 415 godzin, czyli ponad 17 dni biegu bez przerwy...., a w rzeczywistości w 678 dni. Do tego ponad 7000 km na rowerze. Startowałem w 3 tradycyjnych maratonach, 3 półmaratonach, kilkunastu biegach na krótszych dystansach, kilkudziesięciu maratonach rowerowych. Przede wszystkim jednak, codziennym treningiem starałem się przygotować fizycznie i psychicznie do pokonania tego dystansu. W 40 letniej historii biegu, ukończyło go jedynie 10 Polaków, co przy około 7000 startujących w każdej edycji - nie jest zbyt dużo. Mam nadzieję, że mi się uda. Po to tam jadę.

7.04.2009

Wybraliśmy sobie całkiem długą wersję podróży. Zaczęliśmy o 7 rano 7 kwietnia jazdą pociągiem do Berlina. Po kilku godzinach oczekiwania i leżenia na słońcu nad kanałkiem przenieśliśmy się na lotnisko, aby odlecieć do Paryża, po czym po kolejnych kilku godzinach odlecieliśmy do Johannesburga.

8.04.2009

Tu wylądowaliśmy około 10 rano, czyli po 27 godzinach.
Wszystko szło tak, jak zaplanowaliśmy, pociąg, samolot, wynajęty samochód itd. Za ładnie żeby trwało tak do samego końca.

Zanim o tym powiedziałem stało się coś, co odmieniło cały wyjazd i chyba resztę mojego życia. Dowiedziałem się, że tego dnia zginął w górach mój najlepszy przyjaciel. Wiadomość była tak niespodziewana, straszna i smutna i kontrastująca z radością z mojego wyjazdu, że w zasadzie nie wiem jak wyjechałem z Johannesburga samochodem i jak dojechałem do stacji benzynowej.

Jechałem i jechałem, kilometry mijały, a ja myślami byłem całkowicie gdzie indziej. Co jakiś czas smutek uderzał z większą siłą, powodując łzy w oczach. Po 100 km zatrzymałem się. Byłem w szoku. Nie wiedziałem co robić.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RPAWybierz obszar który Cię interesuje

RPAChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju