Peru i Boliwia 2009; cz.I Peru
luksliw Wyświetlono: razy 2010-04-18 19:05:38![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.15 (255 głosów) |
W zeszlym roku wspólnie z żoną postanowiliśmy wybrać się do Peru i Boliwii. Przede wszystkim aby zobaczyć Machu Picchu i Salar de Ujuni. Relacja ta jest zapisem naszej podróży uzupełnionym o kilka refleksji dotyczących miejsc, które odwiedziliśmy.
Relacja z podróży Peru-Boliwia lipiec 2009
Część I: Peru I (Lima - Cuzco - Puno)
Dzień 1. (05.07. niedziela)
Wstaliśmy o 2:55. Na lotnisku jesteśmy o 4:15. Mimo tak wczesnej pory jest dużo ludzi. Prawie wszyscy lecą na wakacje więc tłoczą się w kolejkach do odprawy do Bodrum, na Rodos czy Majorkę. My stajemy w kolejce do Amsterdamu gdzie mamy przesiadkę do Limy. W Amsterdamie na lotnisku jest nudno ale czas szybko mija. W kolejce do odprawy do Limy widać, że nie tylko my lecimy w podróż. Jesteśmy podekscytowani i nastawieni bardzo pozytywnie. Kolejne 12 godzin spędzamy w samolocie KLM. Oglądam I część filmu o Che Guevarze z Benito del Toro (drugą część zostawiam sobie na powrót).
15.45 Lima
Jesteśmy na lotnisku. Długo czekamy na bagaże i już zaczynam się martwić, że w Amsterdamie przepakowali je do jakiegoś "Honolulu". W końcu są - "całe i zdrowe". Nawet butelka Beherovki dla Jose się nie stłukła. Jose (pracujemy w tej samej firmie, ale nigdy wcześniej nie miałem okazji go poznać) to nasz jedyny znajomy w Limie. Udało nam się skontaktować na kilka dni przed wyjazdem. Czeka na nas z żoną. Okazują się bardzo sympatyczną parą. Jedziemy do hostelu gdzie wita nas Peruwiańczyk w sile wieku. Mówi do nas po angielsku, chociaż my twardo próbujemy używać tylko hiszpańskiego. Płacimy za pobyt, kserujemy paszporty i dostajemy klucze do całkiem dużego pokoju z mikroskopijną łazienką (ale za to z ciepłą wodą co później okazuje się rzadkim luksusem). Mamy 3 łóżka w tym jedno piętrowe składające się z dwóch ustawionych jedno na drugim. Po 30 minutach wraca Jose i jedziemy na kolację do centrum dzielnicy Miraflores. Restauracja jest na klifie nad Pacyfikiem ale widoku niestety nie widać, bo jest już ciemno. Pijemy pisco (najpopularniejszy w Peru drink z lokalnej wódki, soku z limonek i ubitego białka kurzego jaja) i jemy 5 rodzajów ceviche (narodowa potrawa w większości krajów tego regionu). Ku mojemu zaskoczeniu owoce morza podane w ten sposób nawet mi smakują. Z Jose i jego żoną rozmawiamy o Peru i naszych planach zwiedzania. W świetnych humorach wracamy do hostelu i po chwili już śpimy. Teraz tylko odespać podróż i możemy ruszać na zwiedzanie Limy.
Dzień 2. (06.07. poniedziałek)
Od 6:00 pod oknem jeżdżą samochody. Budzę się co 10 minut ale mimo to wstaję wyspany. Właściwie to na dobre budzi nas dopiero o 8.00 ktoś z obsługi ze śniadaniem (pyszne bułeczki, słone masło, dżem, kawa kolumbijska, herbata i sok). Mamy jeszcze banany z podróży, więc nie będziemy głodni. Po prysznicu i kawie do śniadania czuję się bosko. Próbujemy mate de coca czyli herbatkę z liści koki, którą dostaliśmy do śniadania. Napój ten Peruwiańczycy piją często i chętnie.
| Oceń relację |
PeruWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























