Kachetia winem i czaczą płynąca czyli Zakaukazie 2009 cz IV
chicken997 Wyświetlono: 104 razy 2009-12-06 17:01:59![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.85 (260 głosów) |
Ostatnia część relacji z naszej wyprawy na Zakaukazie w 2009 roku. W tej części Kachetia czyli wschodnia Gruzja
W nocy w pociągu Erewań - Tbilisi budzi nas kontrola graniczna. Najpierw Armeńska, pogranicznicy mają na wyposażeniu małe laptopy i w nich sprawdzają paszporty. Po jakimś czasie pojawia się kontrola gruzińska. Ci z kolei zabierają wszystkie paszporty i idą sprawdzać na posterunek. Trwa to dość długo. Na tyle długo że po między jedną a drugą wizytą funkcjonariuszy przysypiamy. W miedzy czasie pojawiają się celnicy i zaczynają grzebać po przedziałach. U nas widząc, że sami turyści dają sobie spokój. Ale w sąsiednim przedziale u naszej znajomej już staruszki znajdują spory kawał sera. Przepisy fito - sanitarne zabraniają przewożenia nabiału, w Polsce również. Oczywiście chcą skonfiskować babci ser. Ostra pyskówka trwa chyba z piętnaście minut, wreszcie celnicy kapitulują. Po dobrze ponad godzinnym postoju (w sumie to nie wiemy ile to trwało bo przysypialiśmy ale dość długo) na granicy, ruszamy dalej. Rano docieramy do Tbilisi. Renatę całą noc bolał ząb więc trzeba coś z tym fantem zrobić bo ketonal już przestał pomagać. Trzeba iść do dentysty. Ale najpierw do Iriny, zostawić bagaże i poprosić o pomoc w sprawie lekarza. Irina oczywiście stwierdza, że nie ma problemu, konsultuje się z córką co do adresu. Klinika jest blisko, kawałek za stacją metra. Irina pisze jeszcze kartkę po gruzińsku z prośbą o pomoc. Dziewczyny idą do lekarza a my przepakowujemy plecaki - trzeba zostawić u Iriny cały przywieziony z Armenii alkohol, żeby go nie nosić. Potem jedziemy na Al. Rustawelego i siadamy na kawie. Po jakimś czasie dostajemy esemesa, że dziewczyny są już u Iriny. Okazało się że na razie zrobili Renacie tylko RTG a dentystka, która była na dyżurze nie podjęła się leczenia zęba. Po czternastej ma być inna, która się zajmie problemem. Uzgadniamy, że aby nie tracić czasu my pojedziemy dziś do Signagi a dziewczyny dojadą jutro, chyba że zdążą dzisiaj i że z zębem będzie ok. Wracamy na kwaterę do Iriny, uzgadniamy z nią, że w razie jak by co to dziewczyny u niej przenocują, my zaś pakujemy się w metro i jedziemy na jeden z dworców marszrutek (jeśli dobrze pamiętam to nazywa się Samgori). Po poszukiwaniach udaje nam się znaleźć busa do Signagi jednak jest już zapełniony i nie zabierzemy się. Czekamy ok. 1,5 godziny na następny. Wysyłam dziewczynom informacje że gdyby jechały dziś to trzeba być dużo wcześniej bo kierunek jest dość oblegany. Po godzinie oczekiwania odnajduje właściwego busa, który, o zgrozo też już jest w ¾ wypełniony. Na szczęście jest jeszcze kilka miejsc. Ruszamy. W środku gruziński duchowny jedzie wraz młodym małżeństwem, Gruzinką i Amerykaninem. Ksiądz nie odzywa się słowem ale cały czas prowadzą konwersację. Duchowny kiwa głową na tak lub nie albo pisze na kartce. Podejrzewamy, że być może złożył śluby milczenia.
| Oceń relację |
Komentarze
GruzjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























Oraz relacja z Gruzji z 2010 roku ;-) (Pankisi, Swanetia, Tuszetia).
Ciag dalszy nastąpił ;-) jest juz dostępna relacja z Azerbejdżanu z 2010 roku ;-)
Z przyjemnością przeczytałam opowiadanie. Czekam na ciąg dalszy. Mam nadzieje, że pewnego dnia sama odkryję uroki Gruzji, Armenii, Tadżykistanu, Turkmenii i okolicznych republik.