• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28287
  • Porad: 18790
  • Postów: 112606
  • Tematów: 10283

CYPR - WYPRAWA ROWEROWA

zbychacz Wyświetlono: 236 razy 2009-10-23 11:52:45
  Ocena:2.65 (179 głosów)


CYPR - W Pogoni Za Słońcem - Wyprawa Rowerowa.
6 dni by rowerem otoczyć Cypr we dnie i w nocy, bez hotelu, bez namiotu. Samolot, rower, sakwy i w drogę.
Zdjęcia z wyprawy:
http://picasaweb.google.com/zbychacz/Cypr2009WyprawaRowerowa

>>DZIENNIK WYPRAWY<<

6.10.2009 wtorek - WARSZAWA
Godz. 9:00 - "Godzina zero" - czas by wyjść z domu i ruszyć ku przeznaczeniu, ku szaleństwie, ku przygodzie.

Godz. 12:25 Wylot z Okęcia do Larnaki - linia Eurocypria - czarter

Godz. 17:41 czas PL - CYPR - LARNAKA
Słońce już zaszło, przygotowanie roweru i bagażu zakończone więc w drogę poprzez wyschnięte jezioro - wcale nie było takie wyschnięte więc rozpocząłem wyprawę od władowania się w błoto, nawrót na na asfalt.
Godz. 18:20 - Totalna ciemność, jakby środek nocy.
Godz. 20:30 - Nocleg na całkowitym odludziu przy kościele na posadzce z widokiem na morze oświetlony światłem księżyca - coś pięknego. Nóż i latarka pod ręką w razie ataku dzikiej zwierzyny, wskok do śpiwora. PS. Jakieś dziwne owady.
Dst. 30km

7.10.2009 środa - PAN. PETOUNTA
Godz. 5:30 pakowanie i w drogę, przeprawa wśród obstrzałów, bardzo dużo kłusowników z dubeltówkami, ciągłe strzały, oby nie oberwać bo miałbym śruty na śniadanie a kłusownicy wyżerkę z rowerzysty.

Białe Skały - fajne klify, nurkowanie A+B. Przejazd przez kamieniołom, cały czas wzdłuż morza w kierunku Limassol. Dopijam wodę ze znalezionych butelek przy drodze.

Wykończony podjazdami, zmęczony zazdroszczę innym domu, łóżka i wody.
Godz. 16:53 dotarłem do kresu swych sił, kąpiel pod kranem na bezobsługowej stacji benzynowej ( totalne przepocenie ). Namydlenie głowy - spłukanie, namydlenie siebie - SZOK - BRAK WODY, atak na cysternę za stacją, poszukiwanie zaworu - jest woda !!!

Niektórzy mnie pozdrawiają z samochodów nawet jeśli pcham rower pod górę podpierając się nosem. Sakwy sprawiają, że podjazdy są bardzo wyczerpujące, więc z buta.

Nocleg przy plaży na wieżyczce ratownika, wnoszę rower, mało miejsca - rower się nie mieści więc odkręcam przednie koło - jest OK. !!!
Dst. 137km

8.10.2009 czwartek
Godz. 6:10 - kolejną rundę czas zacząć. Owoce przy drodze wyglądają jak jabłka ale w środku mają słodkie pestki, czyli to moje śniadanie.
Godz. 9:38 - Ag. GEORGIOS - postój w cieniu drzewa, w oddali fajna wysoka wyspa klifowa, wymiana tylnej dętki.
Godz. 12:01 - Okolice LARA - TOTAL OFF ROAD. Rower grzęźnie w piachu ale klimaty wspaniałe, dzicz i odludzie, północno zachodnia część wyspy, z dala od asfaltu.
Godz. 13:00 - odpoczynek w grocie, byleby w cieniu, totalne odludzie i pustkowie, zero cywilizacji.
Godz. 13:52 znalazłem wodę, podjechały 3 quady, jeden z ludzi popatrzył na mnie, na rower z sakwami, na okolice, roześmiał się i powiedział: I dont know, how You do that !!!
Gimnastyczna kąpiel pod kranem i opalanie na daszku ujęcia wody.

TRASA E4 (European long distance ptach E4), 10km do najbliższej miejscowości po drugiej stronie gór, szutrem do NEO CHORIO. Relax to raczej nie będzie ale kto da mi chwile takie jak ta? Przebijanie się na północ w kierunku wybrzeża Afrodyty.
Przekraczanie własnych granic wytrzymałości.
Godz. 15:37 czas na postój po przekroczeniu przełęczy, leśny park "Forestry Departament"
Godz. 16:00 Północne wybrzeże Cypru - POLIS, odpuszczam wybrzeże Afrodyty bo później musiałbym się cofać.
Godz. 17:30 ciemno, poszukiwanie gleby do spania, tyle gwiazd na niebie że nocleg koniecznie musi być z widokiem na gwiazdy.
Godz. 18:30 PACHYAMMOS - całkowita noc, ławka na terenie kościoła jako łóżko podróżnika, koty buszują blisko mnie.
Dst 88,8km V MAX 52

9.10.2009 piątek - PACHYAMMOS
Godz. 6:10 pobudka, kierunek KATO PYRGOS, ostatnia miejscowość na północy Cypru grecka, dalej już wybrzeże Tureckie, nie wiem czy pozwolą mi przekroczyć granice. Będzie ciężko jeśli będzie mnie czekała kolejna przeprawa przez góry. Nad górami wschodzi słonce, plecy strzaskane od słońca. Dzień rozpoczęty od stromych podjazdów 11%, oczywiście pchanie roweru bo jakaś baza wojskowa zajęła kawałek terenu wybrzeża.
Godz. 7:30 kąpiel pod szlałfem.
Godz. 7:30 No ale powiedz kto? No kto? Da ci chwile takie jak ta?
Godz. 8:00 Fajne uczucie stać na wzgórzu i mieć u stóp cały świat w ciszy i spokoju bez żadnej gonitwy ani pośpiechu, wolny od presji. To czas gdy natura wynagradza nam trud wspinania, nie mogę nie przyjąć tego piękna, piękna które koi ból duszy.
Godz. 9:20 od 3 godzin pcham rower pod górę 8-11% pokonując dystans 8km. Jestem teraz na 545 m.n.p.m i chyba zaraz będzie jakiś zjazd. Zatrzymała mnie straż graniczna z upomnieniem że nie można robić zdjęć. Zapytałem czy można przekroczyć granicę wzdłuż wybrzeża. Powiedzieli że jest tylko droga szutrowa ale Turki mogą strzelać!!! Ostrzegają że TURKI=PROBLEM. No to cóż pozostaje mi powrócić w góry. Więc albo wracam pod górę albo podejmuję ryzyko. Ruszam w dół do wybrzeża.
Godz. 10:46 KATO PYRGOS, wielki znak zapytania gdzie przekroczę granicę bo jeśli nie, to jak przeżyję przeprawę 90km przez góry, czy wjeżdżać do Turcji? Jakie są szanse przeżycia że mnie nie przestrzelą przy granicy?
Godz. 11:30 mijam z naprzeciwka tą samą straż graniczną, błyskają światłami i machają pozdrawiająco rękami - jak miło. Uzupełniam wodę na stacji benzynowej, ruszam przed siebie, wjazd na wzgórze skąd widać wybrzeże i całe miasto.
Godz. 12:00 Widzę znak drogowy LAFKOSIA 111km przez góry, wracam na stację by uzupełnić zapasy wody, kontrola mapy.
Jadę przekroczyć dzikie przejście graniczne. Z daleka widać graniczny szlaban, żołnierz z karabinem (ok. 18 lat ) już z daleka daje znaki bym zawracał, zbliżam się by pogadać, obok siedzi jakiś cywil i tylko on gada po angielsku.

NO WAY !!!

Czyli czas ruszyć na Nikozję 111km przez góry, nie wiem jak to będzie a może wiem bardzo dobrze co mnie czeka - przeprawa która pozbawi mnie siły i odrze z wszystkiego co mam.
Godz. 12:58 Pierwsza przełęcz, ostatnim spojrzeniem żegnam morze i ruszam w sam środek gór.

BUTOWANIE - ALL THE TIME

Godz. 13:34 stoję przed bardzo brzydkim znakiem drogowym 8-10% wzniesienia ale i do tego trzeba przywyknąć a nawet z tym się zmierzyć. Woda szybko się wyczerpuje, zasycha mi w ustach, 2 łyki wody dają uczucie rozkoszy ale na ile mogę sobie pozwolić by dotrwać do następnego kranu, rzeki wyschnięte. Wykończony - SMS do D&G.
Wdzieranie się na kolejną przełęcz - po prostu już nie mogę.... Po takim wysiłku należy mi się wieczny odpoczynek. Zbliżam się do kolejnej przełęczy, pcham rower resztką sił, ktoś za mną trąbi, nie odwracam się tylko schodzę na pobocze a w sercu wołam: TAKE ME, TAKE ME !!! ktoś się zatrzymuje i chce mnie zabrać - hura !!! jestem uratowany !!! ładowanie roweru na pakę i wskok na przednie siedzenie, pytam jeszcze dokąd jedzie - NIKOZJA - wspaniale !!! Częstuje mnie w samochodzie boczkiem i chlebem - radość niesamowita. Próbujemy gadać ale z angielskim ciężko, atmosfera jest radosna i serdeczna. Po chwili kierowca podczas jazdy bierze nóż i plastikową butelkę po wodzie i zaczyna ja przecinać na pół robiąc z niej kubek, rozlewa puszkę zimnej Coli do tego kubka, mi daje w puszcze - popłynęły mi łzy szczęścia.
Jedziemy cały czas, zjazdy i podjazdy, patrząc na trasę łapię się za głowę i dochodzę do oczywistego wniosku - droga niemożliwa do przebycia rowerem z sakwami z takim zapasem wody co miałem - ok. 3L , żadnych sklepów, żądnych miejscowości, żadnych kranów przydrożnych. Wysadził mnie 30km przed Nikozją bo dotarł do celu - My Angel. Opowiadał jak Turcy z karabinami napadli na jego wioskę i kazali natychmiast się wynosić jak miał 10 lat, nauczył mnie jak się mówi po grecku Very Good i Slowly, Slowly bo tak pisało na znakach. Wykończony szukam już tylko noclegu, podjeżdżam pod kościół szukając wody - jest woda ale jak tu się wykąpać gdy wokół tyle ludzi, to centrum miasteczka, więc wędruję na skraj miasta, znajduję stary opuszczony kościół, może być jako miejsce noclegowe, jest też szlałf z wodą - super !!! kąpiel. To był dzień masakry górskiej i cudów.
Dst 53km V MAX 58km/h

10.10.2009 sobota - PERISTERONA
Nie ma problemów, są tylko przygody !!!
Godz. 6:46 analiza mapy
Godz. 7:46 śniadanie za 1 Euro 3 brzoskwinie plus 2 jabłka gratis.
PS. czasami zapominam, że ruch jest lewostronny.
Godz. 9:13 postój w dzikim i odludnym miejscu, drogowskazem mym są szutry.
Odpuszczam otoczenie wyspy, chociaż wiem że jest przejście graniczne w Nikozji ok. 30 km stąd, brak sił by ponownie przebijać się przez góry do północnego wybrzeża po stronie Turcji, ruszam wzdłuż granicy tureckiej.
Godz. 13:08 20km przed Larnaką.

ODBIJAM NA PUSTYNNE SZUTROWE BEZDROŻA NIE MOGĄC SIĘ OPRZEĆ WIDOKOM KTÓRE OTWIERAJĄ SIĘ PRZEDMNĄ - TRASA GRANICZNA E4 - TOTALNY DESERT.

No kto? No powiedz kto da ci chwile takie jak ta?
Godz. 13:35 THE BEST ROAD, THE BEST VIEW, THE BEST PLEACE.
Samotność, bezdroża, przygoda, wyzwanie.
Godz. 13:57 wizyta w kościółku Archanioła Michała, w środku Pan konserwator lub przewodnik opowiadał mi jak Turki spalili ten kościół, zabili ludzi przed kościołem, pokazał mi porozrzucane na ziemi ludzkie kości.
Godz. 15:08 kolejny kościółek na szczycie góry, są to raczej kapliczki prawosławne. Są góry na które warto się wspiąć, są wzniesienia które warto pokonać, rewelacyjny punkt widokowy, niesamowity wiatr dla ochłody.
Zjazd w dół, poszukiwanie wody i kąpieli. Znaleziona woda przy kościele ale brak odwagi na kąpiel, chyba ksiądz zagląda podejrzliwie, pozdrowiłem go gestem podniesionej ręki by okazać mu że jestem przyjaźnie nastawiony.
Godz. 18:10 TULIN - ciemno, ruszam w drogę, po drodze ma być jakiś kościół więc tam zamierzam przenocować. Superancki byłby nocleg na wzgórzu na którym byłem ale wtedy nie miałem zapasów wody i było zbyt wcześnie, gdyż nocuję tam gdzie mnie noc zastanie. Cały dzień podążałem drogą E4 wzdłuż granicy, wiele wieżyczek wartowniczych, widać że Turki strzegą bardzo swej granicy. Ps. Mam jeszcze sporo tłuszczu na brzuchu, starczyło by na jeszcze jeden tydzień takiego wędrowania.
Godz. 20:12 - Kościół w KELLIA - nocleg.
Dst 90km

11.10.2009 niedziela - KELLIA
Godz. 5:16 - zryw, ktoś otworzył drzwi obok mnie, szybka pobudka i pakowanie. Plany - powrót na E4
Godz. 11:22 - Dwie godziny walki z przebitymi kołami, wjechałem w jakieś chwasty z kolcami które powbijały się w opony, ale po klejeniu okazało się że to nie koniec klejenia, mam dość - po prostu będę dopompowywał co pewien czas, zapasowa dętka z zaworem samochodowym, zawór nie mieści się w otworze obręczy.
Godz. 17:29 kierunek FRENAROS. Chyba będę się niedługo żenił, znalazłem przy drodze welon ślubny, przyczepiam sobie do sakw czym wzbudzam wielkie zainteresowanie widzów.
Godz. 18:10 - piszę przy świetle latarni. Szkoda że aparatem nie da się uwiecznić chwil takich jak ta, bo kto zrobi zdjęcie z wysokości? Leżę na scenie pod dzwonnicą, ręce miedzy wschodem a zachodem, pod głową pusta butelka po Coli.
WOLNOŚĆ JEST W NAS.
Super drogi przez wiochy, dopiero tu czuć właściwy klimat. Nie luksus i przepych mnie zachwyca lecz prostota i głębia, nie miasto lecz wieś, nie to co wielkie lecz to co małe, nie centrum lecz ubocza.
Przydałaby się kąpiel pod szlałfem, jest już ciemno ale zamierzam pojeździć sobie po wiochach bo lubię jazdę pośród nocy, ma ona wtedy jakiś swój urok.
POMIMO WSZYSTKO
Poczucie wolności i bezpieczeństwa.
Godz. 21:00 Nawalają gdzieś bębny że całe miasto drży, jadę zobaczyć co się dzieje, 30 dzieciaków z bębnami nawala jakiegoś marsza wojennego pełną mocą, rewelacja, wrażenia niesamowite, pewnie jakaś szkoła muzyczna ma zajęcia.
Naleśnik z czekoladą z budki a myślałem że to kebaby.
Godz. 21:55 PARALIMNI - wybrzeże, nocleg na bunkrze.
Dst 87km V MAX 55km/h

12.10.2009 poniedziałek - PARALIMNI
Godz. 7:25 ruszam w kierunku PROTARAS.
Godz. 10:48 jadę przybrzeżną drogą E4, jest to bardziej szlak dla pieszych dlatego często wnoszę lub znoszę rower po skałach, kierunek AGIA NAPA.
Godz. 15:00 Prosto w bezdroża.
Godz. 15:30 koniec drogi, nie lubię zawracać więc biorę rower z sakwami na plecy i wdrapuję się po skalach na klify, na górze jakiś kamieniołom, totalny brak drogi. Długa przeprawa przez tereny zaminowane.
Godz. 15:58 Ponownie w świecie asfaltu i cywilizacji.
Godz. 16:46 - W stronę zachodzącego słońca.
Godz. 17:37 Spacer po plaży z rowerem po zachodzie słońca.
Godz. 21:30 LARNAKA - podróż pod Pałac Sułtana droga E4
Godz. 23:09 Lotnisko LARNAKA, 5 godzin do odprawy, odnalazłem schowane kartony do spakowania roweru i biorę się za pakowanie bo nie mam już sił na jakieś inne atrakcje, padam ze zmęczenia, chce mi się spać a muszę dotrwać do odprawy.
Godz. 0:47 wszystko już spakowane, 3 godziny do odprawy, kładę się na deskach.
Dst. 90km

Podsumowanie
Koszt przelotu - 509zł (czarter z ITAKA )
Koszt przewozu roweru 35E - one way
Mandat B36 - 200zł
Pokonany dystans - 576km

Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

Komentarze

  • Sabinka1890 / 2010-11-10
    to się nazywa hard core! ukłony!
  • karcia / 2010-01-14
    podziwiam naprawdę (czyli można zwiedzać tanio tylko z wysiłkiem fizycznym dość istotny szczegół)

    ukłony w Pańską stronę
  • asiaaa / 2009-11-23
    Rany jak ty tam dales radeeee.. oszalales?!
CyprWybierz obszar który Cię interesuje

CyprChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju